wtorek, 15 grudnia 2015

Zwykły dzień, zwykłe "biforkowe" życie.


Wstaję bardzo wcześnie, kiedy na dworze jest jeszcze czarna noc. Nim zacznę jak automat wykonywać wszystkie poranne czynności, zatrzymuję się na chwilę przy oknie. Nos przyklejam do szyby i wpatruję się w migające u sąsiadów światełka, zaczepione na drzewach i domach. Moje kochane Biforco... 
Przed barem już się ktoś kręci, ci którzy zaczęli pracę o piątej, zatrzymują się na śniadanie. Dachy samochodów skrzą się w świetle latarni. Zerkam na termometr - 0 stopni. W górze, za rzeką przejeżdża pociąg, pierwszy do Faenzy, potem następny do Florencji. Dalej w ciemności odbija się wieża kościoła na Cardeto. Życie budzi się tu wcześnie, nawet jeśli słońce wstaje później. Pyr pyr pyr ... maszynka na gazie przypomina mi, że kawa gotowa. Z bólem serca budzę chłopców, szczerze mówiąc sama wiele bym dała, by móc wskoczyć znów do łóżka.
- Jeden, dwa, trzy ...
- Przecież są podpisane. Po co liczysz?
Rozkłada ręce i wzrusza ramionami, chyba się jeszcze nie obudził.
- Liczę ile dni zostało do końca szkoły.

O 7.00 rozlega się dźwięk dzwonów na Cardeto. Na drodze zwiększa się ruch. Niebo nieśmiało zaczyna się rozjaśniać. 



Robię w myślach plan na dziś - co absolutnie muszę (ta lista jest zdecydowanie za długa), co powinnam, a co ewentualnie może poczekać. Mimo zmęczenia, poniedziałkowe wiadomości dały mi zastrzyk energii. Kilka pozytywów na początek tygodnia dodaje skrzydeł: Italia poza szlakiem mnie doceniła. Gmina znów poprosiła mnie o zdjęcia na internetową stronę, nad którą trwają ostatnie prace i przede wszystkim obiecała te zdjęcia podpisać. Może to nic, ale dla mnie jednak - wielkie coś. I na koniec mama, której dzieci fotografowałam w zeszłym tygodniu, wyszła zachwycona efektem mojej pracy i też obiecała, że będzie polecać i rekomendować. 
Muszę chyba bardziej skupiać się na tych pozytywach, wtedy łatwiej będzie przepędzać z głowy to, co chmurne. A przecież, jak się tak dobrze przyjrzeć, tych pozytywów, choćby najmniejszych, jest całkiem sporo. Mikołaj coraz lepiej - i co ważniejsze - z coraz większą pasją gra na gitarze, pogoda mimo połowy grudnia jest piękna i te 0 stopni to tylko bardzo rano. Wracając z marketu znów mogę cieszyć się widokami wzgórz do połowy zatopionych w lekkiej, zimowej mgle i z radością stwierdzam, że jeszcze nie spowszedniały, że wciąż w gardle coś ściska, kiedy widzę je w tej szacie, z tej perspektywy. Delektuję się myślą, że nie jestem tu na wakacjach, że ten świat najpiękniejszy ze wszystkich światów, to miejsce w którym żyję.  Żyję naprawdę. 

CORAZ BARDZIEJ to po włosku SEMPRE DI PIÙ (wym. sempre di piu)

5 komentarzy:

  1. Gratuluję, Kasiu wyróznienia. Własnie obejrzałam nagrodzonych i napisałam, że bardzo Tobie kibicuję. Magda napisała, o Twojej konsekwencji i prawdzie. Zgadzam się, chociaż tak rzadko piszesz o trudnościach, ale rozumiem, bo łatwiej pisze się o rzeczach przyjemnych. My jesteśmy z Tobą całym sercem, ale przecież obok nas są " inni" ludzie...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz Kasiu-jak sama umiesz docenic swoją codzienność !!! Wobec tego życzę Wam Kochani ,aby w te już przedświąteczne dni było Wam weselej bo TO CO MACIE ,TO PRZECIEŻ TAK WIELE !!!

    Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER! Oby do przodu :) A z takimi wiadomościami i efektami - będzie rewelacyjnie. Gratuluję. pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprawdziłam wszystkie polecone blogi "italiańskie", ale do żadnego nie wrócę na stałe tak, jak do Domu z kamienia. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję także i nadal będę podglądać jak spełniają się "czyjeś" marzenia. Pomyślności! (+pozdrowienia)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj