czwartek, 10 grudnia 2015

Szkoła, czyli co tam w ławkach słychać.


Pozwolę Wam odetchnąć na chwilę, od świątecznych klimatów na blogu, bo jak tak dalej pójdzie to moje wpisy będą jak czekoladowe Mikołaje stojące w marketach już od początku listopada. Opowiem Wam o pierwszej wywiadówce - spotkaniach indywidualnych w szkole Tomka - w scuola media
W wyznaczony dzień od podanej godziny, nauczyciele czekają na rodziców. Na drzwiach sal wypisane są nazwiska gdzie kto urzęduje i tak wędruje się od jednego do drugiego, słuchając, co kadra szkolna ma do powiedzenia o naszym dziecku. 
Sama organizacja ... no cóż ... mogłaby być lepsza, ale też ja następnym razem będę sprytniejsza, wiedząc już jak to działa i zarezerwują sobie wizyty indywidualne wcześniej. W ten sposób nie będę musiała spędzić na szkolnym korytarzu 3 godzin. 
Ale do rzeczy! 
Jak wiecie Tomek zmianą szkoły przejęty był na poważnie, jak chyba każde dziecko w takim momencie. Natomiast scuola media okazała nie taka straszna jak ją malują, a nawet całkiem, całkiem miła. Strach Tomka wynikał też za pewne z tego, że wraz z przejściem na pierwsze piętro zniknie jego parasol ochronny. 
Na szczęście okazało się wczoraj, że mojemu dziecku już po trzech miesiącach szkoły udało się wkraść w serca nauczycieli, zyskać ich sympatię. Wysłuchałam znów litanii pochwał i puchłam z dumy jak zawsze. 
Jedynie z historii oceny były gorsze, co bardzo mnie zdziwiło, bo przecież to jeden z ulubionych przedmiotów Tomka. Prof (jak mówią tu dzieciaki) stwierdziła, że moje dziecko często jest rozkojarzone, że chwilę słucha i zaraz jakby się wyłączał, że jest trochę sognatore
Postanowiłam wyjaśnić kwestię nieuwagi u źródła.
- Słuchaj czy ty jesteś "nieobecny" na historii? Przecież to twój konik. Tyle wiesz. Dlaczego jesteś rozkojarzony.
- Mamusiu, bo to jest tak ... Jak prof zaczyna opowiadać o tych wojnach i Aleksandrze i Karolu, to ja już odpływam i myślami jestem tam z nimi. To jest przecież tak fascynujące!
- Dobrze, to umówmy się, że będziesz sobie odpływał w domu, a na lekcji będziesz kontrolował swoje fantazje. 
- No dooobrzeeee... dobrze...
Wszystkie wczorajsze pochwały, przyćmiła - jak dla mnie najważniejsza - rozmowa z prof od włoskiego. Autentycznie przyprawiła mi skrzydła. Nachwalić się nauczyciel nie mógł, jak świetnie Tomek pisze, jak mało błędów robi, jaki ma styl. Że jest absolutnie w czołówce klasowej jeśli chodzi o język włoski - podkreślał, że w kontekście tego, iż dwa lata temu dopiero zaczynał przygodę z włoską szkołą, to wydaje się aż nieprawdopodobne. Ponadto same teksty, które pisze są niebanalne, świetne, genialne! Miód na moje serce. Cieszę się, że znaleźli nić porozumienia. W drobnym stopniu, pomijając już Tomka nadzwyczajne zdolności językowe, przyczyniła się też do tego sympatia prof względem Polski, w której bywał, którą przejechał z góry na dół, która go zachwyciła i nawet słów się kilku nauczył. 
To była bardzo miła rozmowa. Całkiem dobry dzień. 
Mam nadzieję, że moje dziecko zakręcone na literaturę na pisanie - tale mamma tale figlio (jaka matka taki syn) - będzie miał dalej tyle szczęścia jeśli chodzi o nauczycieli języka. Mi tego szczęścia w pewnym momencie niestety zabrakło.

SOGNATORE to MARZYCIEL (wym. soniatore)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj