poniedziałek, 7 grudnia 2015

Przedświąteczny klimat w Marradi


Pierwsza niedziela z mercatini di natale już za nami, a ponieważ to już trzeci rok, kiedy uczestniczymy w marradyjskich przygotowaniach do świąt, więc trudno napisać mi coś nowego i odkrywczego. Jak nam było - widać na zdjęciach. Kolorowo, radośnie, smacznie! Nawet pogoda nie zawiodła i słońce jaskrawe przygrzewało tak, jakby to wiosna była, a nie początek grudnia. 
Na placu dekoracje, scenografie, feria kolorów i bogactwo smaków... 
Można było zostawić list do Mikołaja. Sfotografować się z całym orszakiem elfów. Wysłuchać koncertu. Napić się vin brule, zjeść pieczone kasztany albo posilić się na poważnie toskańskimi przysmakami. Można było zrobić zakupy - poczynając od filcowych bamboszy, przez pastuszki, fikuśne bombki, a na szynkach i serach kończąc. Dzieci miały swój spektakl i wóz z osiołkiem, który woził po miasteczku i cały zastęp ulicznych magików.
Takie oczekiwanie na święta lubię. Tym bardziej, że w tym roku to będą dla nas pierwsze toskańskie święta i chcemy całym sercem poczuć tutejszego ducha. Za tydzień widzimy się jeszcze raz, a potem jeszcze raz w przedświąteczną niedzielę, która będzie dedykowana przede wszystkim dzieciom. 


Ja wiem, że teraz takie targi są wszędzie, miasta uczestniczą w wyścigu, które się bardziej rozświetli, gdzie będzie smaczniej, gwarniej, ładniej. I dobrze! Niech te święta trwają dłużej. Ale muszę przyznać, że to w tych małych miasteczkach czuć więcej ludzkiego ciepła. Tu mercatini nie są na pokaz. Tu mają ubarwić przedświąteczne czas oczekiwania przede wszystkim mieszkańcom. Tu wszyscy się znają. Przychodzą na plac, bo to cudowna okazja, aby pobyć razem i dać się świątecznie oczarować. 

Nieskończoność fantazyjnych ozdób
Elfy, Mikołaj i chłopcy 
W tym roku i w Marradi w jednym z kościołów  można podziwiać wspaniałą szopkę.

RAZEM to znaczy INSIEME (wym. insieme)

1 komentarz:

  1. Droga Pani Kasiu,

    Znalazlam Pani blog okolo rok temu... zafascynowal mnie Pani wpis na jaki trafilam i w przeciagu kilku dni przeczytalam wszystkie od samego poczatku. Uwielbiam Pani blog (sposob w jaki Pani pisze i przepiekne zdjecia...) i Pani milosc do Toskanii. Calkowicie ja rozumiem jako ze bylam 3 razy we Wloszech i bez pamieci zakochalam sie w tym kraju. Wyemigrowalam do innego kraju niz Wlochy wiele, wiele lat temu i kocham kraj w ktorym mieszkam ale Wlochy - a szczegolnie Toskanie - zajmuja szegolne miejsce w naszych sercach.
    Gratuluje Pani wyboru, wytrwalosci i szczescia jakim Pani tryska (tak, chwilami nie jest latwo ale wapaniale chwile wynagradzaje te ciezkie).

    Dziekuje bardzo za cudowne wpisy ktore czytam kazdego ranka przed pojsciem do pracy. Moj maz ma ulubione powiedzenie "dare to dream" i Pani jest wspanialym przykladem ze marzenia spelniaja sie. Trzeba tylko silnej woli, wiary i zaparcia.

    Chociaz to moze zabrzmic banalnie, ale naprawde zycze Pani i Pani bliskim wszystkiego co najlepsze i spelnienia pozostalych marzen.

    M. z Kanady

    OdpowiedzUsuń

Drukuj