niedziela, 1 listopada 2015

Upiorni łowcy słodkości



Wieczorem, jak tylko zapadł zmrok Marradi i okoliczne miasteczka opanowały nieletnie upiory. Dolcetto o scherzetto?! - słychać było z każdej strony, a grupy przebierańców przemykały ciemnymi uliczkami popiskując z uciechy. Tomek i Mikołaj postanowili bawić się z przyjaciółmi w sąsiednim Crespino. Do jedenastej drzemałam przy kominku jak babcia i tylko mi fotela bujanego brakowało i okularów zsuwającyh się na czubek nosa. Przebudzałam się co jakiś czas, by zerknąć na zegarek i śmiałam się w duchu sama z siebie i z sytuacji, która tak szybko się zmieniła. To ja - jeszcze przecież taka młoda - siedzę i nerwowo zza firanki dzieci wypatruję, a tak niedawno sama przyprawiałam mamę o nowe siwe włosy. Wrócili w koncu o 23.00 i jeden przez drugiego zaczęli opowiadać gdzie byli i co robili, a worek słodyczy opróżnili do wspólnej miski, która pozostaje pod moją kontrolą. Nieprzerwany potok słów wylewałby się z ich ust do rana, gdybym im tylko pozwoliła. "Pizzę zjedliśmy i trzy razy u babci Filippo byliśmy, a niektórzy to nie wiedzieli o co chodzi z tym dolcetto o scherzetto, więc musieliśmy tłumaczyć, ale i tak dawali nam słodycze. U Don Bruno nie powiedzieliśmy nic, ale za to dał nam po kawałku ciasta. I u takiej pani byliśmy, która dała nam dużo cukierków i ona miała dwa psy, a jeden się nazywał ghost!  Chcieliśmy iść na cmentarz ale zrobiło się zimno i ... ciemno, trochę się baliśmy. Itd.....
Zdjęć nie zrobiłam, jedyne jakie mam - chłopcy ze swoją bandą - "pożyczyłam" z fb od znajomej.


fot. Sara Arianna Orsi
Kiedy marradyjskie dzieci swoją zabawę skończyły, zaczęli bawić się starsi. W teatrze zorganizowano imprezę "alołinową". Widziałam tylko przygotowane wejście i słyszałam "rozgrzewającego się" dj-a, zanim jeszcze zjawili się pierwsi goście, ja stety/niestety nie dołączyłam. Mogę sobie jedynie wyobrazić jak poniosła mieszkańców fantazja w kwestii przebrań straszliwych przebrań, są na tym polu ekspertami, co nie raz w czasie nocy czarownic udowodnili. 


A na dziś żadnych planów, poza spacerem na marradyjski cmentarz. Spokojnie, bez pośpiechu, bez smutku, jedynie z odrobiną nostalgii. Wiem, że w Polsce ktoś na pewno pomyśli i ode mnie jak zawsze znicz na grobie Taty zapali, za co bardzo dziękuję. Tak czy inaczej moje światełko, jakim jest niegasnąca pamięć o nim, pali się każdego dnia. 

W Marradi w tym roku było kilka wyjątkowo smutnych pogrzebów. Starsza pani ze szurem pereł na szyi, mały chłopiec, piękna kobieta w kwiecie wieku... i jeszcze kilka innych, przed przeznaczeniem chyba nie można uciec, życie rządzi się swoimi prawami nawet tu, w cudownej Toskanii.

PAMIĘĆ to po włosku MEMORIA (wym. memoria)

1 komentarz:

  1. Twoje wpisy zawsze czytam jednym tchem. Tsk tež jest i tym razem. W Polsce, niestety brak u ludzi zrozumienia dla tej zabawy, dla upiornych przebierańców. Przez starszych, a nawet i młodszych ludzi dorabiane są niestworzone historie i często słyszy się "odejdźcie" , "idźcie już spać" i sporo gorszych. No cóż... Chodząc wczoraj z dzieciakami mogłem tego wszystkkiego doświadczyć... s przecież to tylko niezła zabawa i zbieranie cukierków. A dziś odrobina zdumy i wspomnień. Choć słusznie zauważyłaś - pamięć o najbliższych ma się zawsze przy sobie. Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj