poniedziałek, 9 listopada 2015

Po październiku przychodzi lato


Październik był zimny i deszczowy, wszyscy wyciągnęli kurtki puchowe i włączyli ogrzewanie. Spodziewaliśmy się rychłego nadejścia srogiej zimy, tak dla wyrównania po upalnym lecie. 
Ale potem nadszedł listopad ... I nagle zrobiło się tak ciepło, że aż człowiek z niedowierzaniem patrzy w kalendarz. Czy to rzeczywiście listopad? Czy aby na pewno?


Nawet wysoko w górach, w stronę Lavane, na Passo della Peschiera, gdzie wywiało nas na niedzielny spacer temperatura była prawdziwie letnia. Już po dwóch krokach zdjęliśmy bluzy, bo słońce przygrzewało solidnie, a dobry wiatr dmuchał ciepłem w twarz. 




Pokręciliśmy się po grani, bo niektórzy zachęceni ostatnim znaleziskiem, mieli apetyt na grzyby. Przedarliśmy się przez chaszcze, zapuszczony las, gdzie suche badyle drapały skórę, szliśmy przygarbieni uskakując co chwila, bo krowy, które urzędowały tu przed nami, zostawiły sporo pamiątek. Oczywiście nie sposób było uniknąć bliższego kontaktu. Ha! Spróbujcie znaleźć krowią kupę wśród zeschniętych liści! Nie widać! Nic a nic, ale za to czuć, kiedy stopa łapie poślizg. Gdy więc już wszyscy mieli buty w g ... powiedziałam - basta! Ja chciałam widoki, a nie surwiwal krowim szlakiem. 
Wycofaliśmy się znów na główną drogę.

Konstruktor maszyn latających - nowy pomysł na życie!

- Chodźmy w stronę Lavane do taglio della regina, pospieszmy się nim słońce zajdzie!
- Idziemy na Lavane?? - zapytały z przestrachem dzieci, które nie śledziły uważnie dyskusji.
- Tylko kawałek. Chcę się wspiąć i zobaczyć jak słońce chowa się za wzgórzami.
- Jestem głodny - oświadczył Tomek. 
- Wrócimy do domu, to zjesz. 
- Jestem głodny na nutellę - doprecyzował.
- Popatrz tam, na te wzniesienie. Na szczycie jest bar, który specjalizuje się w nutellowych przysmakach. 
- Taaak! No jasne!


Jaka tu cisza i spokój. Szczyty widziane z tego miejsca robią niezwykłe wrażenie, zdają się nie mieć końca. Są jak morze... W późnym listopadowym słońcu toną w rdzawych odcieniach. Doliny zaczyna przykrywać delikatna mgiełka. 
I choć słońce powoli schodzi ze sceny, to wciąż jest nieprawdopodobnie ciepło. Krążą nad łąkami motyle i pszczoły i suche gałęzie pokryły się pączkami. Zupełnie jakby to był pierwszy, gorący dzień wiosny, jeszcze nieco otumaniony po zimowym śnie.  


- Przypatrzcie się dobrze. Widzicie coś znajomego? - pytam. 
- Eeee, nieeee.
- A Castellone? Widzicie nasze Castellone?
- Ja to bym wolał zobaczyć nutellę - Tomek kręci nosem.
- Widzisz tą górę tam? U jej stóp jest bar i sprzedają w nim całe słoiki! Musimy się pospieszyć nim zastaną nas ciemności. Już pewnie wilki łypią na nas oczami.  

Bez nutelli nie dam rady iść dalej!:)
"Góry Mgliste"

AVERE FAME to znaczy BYĆ GŁODNYM (wym. awere fame)

3 komentarze:

  1. No Kasiu-przepiekne zdjęcia i poetycko opisana letnia jesień ! U nas w Polsce też ciepłe dni aż wierzyć się nie chce,no i kolory jesieni tak barwne ,że napatrzeć się nie można ! Oby tak jak najdłużej........

    Pozdrawiam-lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie jest u Was - piękne krajobrazy - w tle kochająca się rodzina...:) sama bym chciała kiedyś w przyszłości znaleźć się w tym miejscu co Ty teraz... choć na chwilę...:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ślicznie jest u Was - piękne krajobrazy - w tle kochająca się rodzina... Sama chciałabym się kiedyś znaleźć w tym miejscu co ty teraz...:) choć na chwilę... Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj