wtorek, 17 listopada 2015

No i weź się zgub!


Jak się okazuje, zgubić się na zawołanie wcale nie jest łatwo! 
Po pierwsze Portico nie miało być jedynym celem naszej wycieczki. Kiedyś przejeżdżając przez te strony zakodowałam sobie w głowie piękną fortecę. Nie zapisałam oczywiście nazwy miejscowości, zapamiętałam jedynie - "gdzieś tam". Byłam wręcz pewna, że to zaraz za Portico. Jak się jednak okazało, moja pamięć zaczęła zawodzić i żadnego zamku ani fortecy przez kolejne kilka kilometrów nie napotkaliśmy. 
- To nie ma sensu. Może to wcale nie było blisko. Lepiej wróćmy. Tam wcześniej był skręt na Modiglianę. 
- To nowa droga?
- Ja nią nigdy nie jechałam.
- Spróbujmy, wciąż jeszcze się nie zgubiliśmy, a to nie dobrze.
- Zgubmy się, zgubmy się! - dopingowali chłopcy.


Zapowiadało się bardzo dobrze. Droga wąska, kostropata, zakręty fikuśne, jeden bardziej wygięty od drugiego, nawet mała zapora, czyli przenośny semafor, choć nie wiadomo po co. Ale przede wszystkim sprzyjała nam pogoda - potężna mgła nadciągała od strony Romagnii. 

Nadchodzi. 

Najpierw malowniczo rozczapierzone białe chmury, poszarpane, postrzępione zaczęły przemykać niepostrzeżenie, ponad zaoranymi polami. Potem z minuty na minutę, na naszych oczach skondensowały się, wypełniając doliny gęstą, szaro-białą mgłą. Mgłą już nawet nie jak mleko, ale jak tłusta, wiejska śmietana.
To urok nizin Romagnii, mgła tutaj jest zjawiskiem naturalnym. Pojawia się o każdej porze roku, ale to przede wszystkim jesienią i zimą jest wszechobecna, jak gość, który zbyt się zadomowił i nie ma zamiaru się wyprowadzić.  


Mgła przykrywa wszystko i tylko będąc ponad nią można oglądać naturalny spektakl. Przykrywa wszystko, z białej puchatej masy wystają tylko czubki koron drzew znajdujących się w wyższych partiach wzgórz. Maleńkie szczyty jak pojedyncze, samotne wyspy w bezmiernym mglistym oceanie.
Patrząc na to wszystko z góry, stojąc w promieniach późnego słońca, człowiek zachwyca się jak głupi. Ale wie, że potem niestety sam musi się w niej zatopić, bo droga zaczyna opadać w dół, do doliny. 


Znów wraca nadzieja na zgubienie, bo nagle zatapiamy się w klaustrofobicznej szarości. Wyzywamy los na pojedynek, kpimy sobie w żywe oczy. Ale nic .... Jakby się jednak człowiek nie starał, jakby losu nie prowokował, to jak się nie ma danego dnia zgubić, to się zwyczajnie nie zgubi i wcześniej czy później dotrze do celu, gdzie smacznie, gwarno, gdzie na placu kiwi i nie tylko ... alo o tym opowiem Wam pojutrze.

Maleńka wyspa na horyzoncie.

NEBBIOSO to znaczy MGLISTY (wym. nebbiozo)

2 komentarze:

  1. Dobrze być po tej słonecznej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne widoki, to pierwsze zdjęcie jest cudowne jak widokówka z wakacji:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj