niedziela, 8 listopada 2015

Mecz i rozważania Mikołaja


- Bo ja jestem najsłabszy mamusiu - oświadczył Mikołaj, kiedy w sobotnie przedpołudnie szliśmy usłaną opadłymi liśćmi via Francini. Powiedział to jak coś najnormalniejszego na świecie, jakby oświadczał, że woli pomidorówkę z makaronem, zamiast z ryżem. To we mnie - matce - wszystko się zatrzęsło.
- Kto tak powiedział? 
- Ja tak mówię. 
- No to nie mów, że jesteś najsłabszy, bo zaczniesz w to wierzyć. 
- Mamusiu, ale przecież to prawda - przekonywał mnie z uśmiechem, bynajmniej tym faktem niezdołowany. 
- Skoro tak uważasz... Ale to przecież dlatego, że dołączyłeś do tej drużyny dopiero miesiąc temu i musisz nadrobić to, czego oni uczli się przez ostatni rok albo dwa lata. Kiedy grałeś z młodszą drużyną, to była bardziej zabawa. Słuchaj... to dlatego teraz w każdej wolnej chwili skaczesz z piłką? 
- Jak ktoś jest słaby, musi więcej trenować. 
O 7.30 przed wyjściem do szkoły, przed obiadem po obiedzie, wczesnym rankiem w sobotę, w dresie zarzuconym na piżamę, ćwiczy w każdej wolnej chwili, piłka i gitara. Ale to nie jest doskonalenie zacięte, z żalem, na siłę. Widać, że to, co robi autentycznie sprawia mu przyjemność. 
Idziemy chwilę w ciszy. 
- Wiesz jesteś bardzo mądry...
- Mamusiu tak w ogóle to każdy ma jakiś defekt. 
- ?
- No bo ja mam frettę (nie kojarzyć ze zwierzątkiem - wyrażenie avere fretta to znaczy spieszyć się), K za mało wychodzi, E podaje z esterno (tu tłumaczenie Mikołaja odnośnie układu stóp, ale nie będę rozwijać tematu), L nie podaje...     
- Masz rację, każdy ma jakiś defekt...


Po południu na marradyjskim boisku rozegrano mecz. Drużyna Mikołaja wygrała 1:0. I choć nawet ja matka ślepo w swoich dzieciach zakochana, mam problem, żeby wystać całą godzinę jako kibic, to wczorajszy mecz trzymał w napięciu jak dobry film akcji. Jeszcze raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nie tylko mnie otaczają tu wspaniali ludzie, ale też moje dzieci. Cieszę się, że Mikołaj gra w drużynie tak fajnych chłopców, pod okiem wspaniałego trenera, że sprawia mu to tyle radości. I cieszę się, że potrafi lepiej niż niejeden dorosły, a na pewno lepiej niż ja, poradzić sobie ze swoimi słabościami. 

Dario odrywa się od ziemi - czyli radość ze zwycięskiego gola:)

WYGRAĆ to znaczy VINCERE (wym. winczere)

1 komentarz:

  1. Taka samokrytyka? Bardzo to dorosłe! Pozdr. Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj