piątek, 20 listopada 2015

Bardzo krótka wizyta


On fotograf zawodowiec, ja fotograf amator. I nawet jednego wspólnego zdjęcia... A przecież to pierwszy raz, kiedy odwiedził mnie w biforcowym domu... Trudno. Kiedyś nadrobimy. Ja mam jedynie te dwa kadry - przyłapany przy pracy, w oliwnym gaju w towarzystwie nowożeńców. Taki też był cel tej - ku rozpaczy dzieci - bardzo krótkiej wizyty. Sesja fotograficzna młodej pary w toskańskim klimacie. Nawet jeśli warunki pogodowe trochę zastrajkowały i mgła przypomniała, że jak pięknie by nie było mamy jednak listopad, to zdjęcia udały się nadzywczajnie. Kto ciekaw efektów pracy, zapraszam za jakiś czas na stronę lub fejsbukowy fp.  
To są jedyne minusy życia na emigracji. Widzimy się rzadko, za rzadko. Witamy ze łzami, radości, żegnamy ze łzami smutku. Czekam na te wizyty, a jeszcze bardziej czekają na nie dzieci. Staram się ugościć jak umiem, robię wszystko by czas w Marradi zawsze był niezapomniany. Żeby Ci co wyjeżdżają, zwłaszcza najbliźsi, niecierpliwie odliczali czas do następnej włoskiej podróży.  


Mikołaj chce być jak wujek. Marzy o aparacie. 
Zaraz po szkole pyta: 
- Gdzie wujaszek? A kiedy znów przyjedzie? A dlaczego był tak krótko?
- Takie życie... Co ci mogę poradzić...

A i T teraz czekamy na Was! Z otwartym sercem, butelką wina i ogniem w kominku.

1 komentarz:

Drukuj