wtorek, 13 października 2015

Wytrzymałość ginestre


Kto by pomyślał, że ginestre są tak wytrzymałe! Chwytam się kurczowo gołych badyli i podciągam wyżej i wyżej. Ostrożnie noga za nogą. "Tylko nie parz w dół" - powtarzam samej sobie - "nie patrz w dół!" Staram się nie patrzeć, ale świadomość, że pode mną wije się droga, a ja stąpam po niepewnym gruncie, trochę mnie jednak paraliżuje. Po co to wszystko? Żeby zrobić zdjęcie! To wariactwo, tak ryzykować tylko po to, by uchwycić badię marradyjską z innej perspektywy. Wystarczy, że kamyki galestro usuną się spod nóg i skończę na asfalcie jako mokra plama. Zerkam znów w dół, jednym okiem i jeszcze mocniej łapię się ginestre. Na dwie ręcę, kurczowo, aż do bólu.

Dzień jest słoneczny i piękny, jak na prawdziwy październik przystało, ale od strony Toskanii już się niebo zasnuwa. Wiem, że niemiłe prognozy wkrótce się spełnią, tym razem raczej się nie pomylili.  




Drugi przystanek to dolina Acerrety, do kompletu muszę sfotografować jeszcze tutejszą badię. Nie żebym nie miała jej zdjęć, ale zwyczajnie - nie są dość dobre. Wspinam się na kolejny punkt widokowy. Tym razem nie ryzykuję życiem, ale nadzianiem oka na patyk i podrapaniem twarzy. Przeciskam się przez gąszcz w górę, a potem znów w dół. Jeszcze raz pomagają mi ginestre ...



Czepiam się kurczowo każdej nadziei, każdej szansy i możliwości. Chwytam jak tych ginestre, pnąc się w górę, do upragnionego celu. Gdybym znalazła szlak, byłoby łatwiej i wygodniej, a ja idę ot tak przed siebie, najkrótszą drogą, byle zobaczyć upragniony widok, by popatrzeć na świat z innej perspektywy. Przychodzą jednak takie momenty, że zwyczajnie opadam z sił, że chce mi się usiąść i rozpłakać z bezsilności, czasem po prostu nie jest mi lekko. To dziś. Jutro pewnie znów stawię czoła przeciownościom i zaśmieję się losowi w twarz, mając nadzieję, że za tę brawurę nie dostanę boleśnie po łapach. Znów chwycę mocno badyle ginestre i podciągnę się wyżej i wyżej, noga za nogą, małymi krokami, do przodu... 


Jeśli myślicie o zmianie klimatu i robicie plany na listopadowy weekend, może to Was zainspiruje: Wakacje w Toskanii. Wkrótce też ukaże się program wiosennych warsztatów kulinarnych. Zapraszamy!

IŚĆ DO PRZODU to znaczy ANDARE AVANTI (wym. andare awanti)

7 komentarzy:

  1. Kasiu-nieważne ,że się potykamy,ważne ,że wstajemy i idziemy dalej.Podnosić się i upadać-taki już los człowieczy,ale ile radości że wciąż dajemy radę,pomimo przeszkód,wiatru w oczy i ludzkiej nieżyczliwości....
    Życie i tak jest piękne,bo za rogiem znajomej ulicy napotykasz znajome już twarze,słońce znów zaświeci i jak co roku powróci wiosna do MARRADI......DLA CIEBIE-Dzielnej mamy i silnej kobiety którą tak kochamy !!!

    Dobrego Dnia Kasiu : Lucyna S. z Wodzisławia Śl.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co się dzieje Pani Kasiu?? Głowa do góry. Będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej, bo po burzy ZAWSZE jest słońce. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu warto jednak było przeżyć te chwile niepewności - Twoje zdjęcia są wspaniałe. Widoki przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu, w życiu, jak na tej stromej ścieżce, zawsze znajdzie się coś/ktoś czego możemy się złapać, aby poczuć się bezpiecznie. Przez całe życie przemierzamy różne ścieżki, czy właściwe? okazuje się zawsze na końcu. Na pewno jednak, każda droga jest ciekawa, tylko trzeba umieć patrzeć oraz zachwycić się napotkanym widokiem. Życzę Pani ciekawych ścieżek i ładnych widoczków i proszę o uśmiech i zdjęcia. A poza tym, czy obiecano nam łatwe życie? nie i to jest właśnie to sedno. Powodzenia. Hana

    OdpowiedzUsuń
  5. Sielankowe i wyjątkowo malownicze widoki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sił życzę!! Poklepuję po plecach i widoki prześliczne podziwiam..

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, Kasiu, biegniesz jak szalona, wspinasz się wysoko, wyżej niż inni i nagle dziwisz się, że dopada Cię zmęczenie? :) Ulegnij mu, odpocznij... Zmęczenie to sygnał z naszego organizmu, że na chwilkę trzeba się zatrzymać i usiąść bezpiecznie na czterech literach. Pozdrawiam! Aga.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj