piątek, 30 października 2015

Spacer z Pierwszą Damą


Cieszyłam się na ten dzień bardziej niż dziecko na myśl o gwiazdce i tylko zaklinałam w myślach, by pogoda nie spłatała figla tak jak poprzednim razem. Jak już wczoraj wspomniałam - nie byłam oczywiście na obiedzie z Sofią Loren, obywatelstwa na czerwonej poduszce jeszcze nie dostałam, ani też w lotto nie wygrałam, ale za to w czwartkowe południe byłam na spacerze z ... Pierwszą Damą, z panią Obama! 
Oto ona:


Obama - tak nazywa się pies naszego znajomego. To właśnie temu fenomenalnemu nosowi zawdzięczamy królewską kolację. Już dawno temu Giancarlo, jeszcze podczas naszego pierwszego spotkania obiecał mi, że kiedyś zabierze mnie na trufle. Byłam onieśmielona i wzruszona, kiedy uświadomiono mi jak wielki to zaszczyt, jak ogromne wyróżnienie. I wczoraj też brąnc w błocie, wspinąjąc się pod góre zastanawiałam się - jak ogromne zaufanie, ileż sympatii, a to wszystko spotyka właśnie mnie. 


Po pierwsze - jak już nie raz pisałam - trufle uwielbiam i uwielbiają je też chłopcy, więc poza całą otoczką, spacerem, naukami, jakie miałam pobrać i sekretami, które miały być przede mną odsłonięte cieszyłam się jak wariat, bo wiedziałam, że z pustymi rękami do domu nie wrócimy.


Pojechaliśmy w miejsce dobrze mi znane, ale oczywiście te informacje, tak jak i zdjęcia niezwykłej panoramy wzgórz wybuchających tysiącem kolorów, muszą pozostać tylko dla mnie. Widziałam jak Giancarlo ocenił kątem oka, moje górskie przygotowanie, przejęty z pewnością, czy będę w stanie dotrzymać mu kroku, a ja już po pierwszych metrach, wiedziałam, że choć jestem o połowę młodsza od mojego przewodnika, to będę musiała, mocno się starać, by tego kroku rzeczywiście dotrzymać. 


Muszę jeszcze wyjaśnić, że trzy godziny które spędziliśmy razem w górach dla Giancarlo były tylko spacerem, prawdziwe zbieranie odbywa się rano. Nasz poszukiwacz pięć godzin chodzenia po górach miał już tego dnia za sobą za sobą, tym bardziej więc zadziwiały mnie jego niezmęczenie i wytrzymałość.

Obama nie kazała długo czekać na pierwsze okrzyki radości. Zaraz po wejściu na szlak, wywąchała dla nas pierwszą czarną bryłkę. Choć wiedziałam, że psy mają niesamowity węch, to chyba dopiero wczoraj dotarło do mnie, jak bardzo ten zmysł jest u nich rozwinięty. Z odległości kilkudziesięciu metrów pies wyczuwał małą kulkę schowaną pod ziemią. Zadziwiał mnie też fakt, że nawet trufle, które mieliśmy w kieszeniach, nie zaburzały jego węchu i nie przeszkadzały w poszukiwaniu nowych okazów. Jak tłumaczył Giancarlo - te dotknięte przez niego miały już inny zapach. To wszystko niesamowite,  niejedną książkę o tym napisano i mnie również temat naprawdę zainspirował.


Wyruszyliśmy w słońcu i pięknej pogodzie, ale po godzinie nadciągnęła mgła czy chmury, gęste jak budyń. Przystanęliśmy w miejscu, które miało być panoramiczne, a Giancarlo wyciągnął z plecaka schiacciatę z mortadellą, pizzę i małą buteleczkę wina. W południe, zwłaszcza po wysiłku trzeba się posilić. 





Kiedy po krótkim przystanku ruszyliśmy dalej widoczność spadła niemal do zera. Gdzieś obok, całkiem blisko słychać było dzwonki krów, przykleiłam się więc do mojego przewodnika, bo nagle obleciał mnie strach na myśl o spotkaniu oko w oko z bykiem.
 - Jeśli teraz byście mnie tu zostawili, chyba nie wiedziałabym gdzie iść - przyznałam się, kiedy po raz enty zboczyliśmy ze szlaku. 
- Widzisz ten strumyk? Kiedy zgubisz się w górach musisz iść w dół płynącej wody. Wcześniej czy później dojdziesz do drogi. 
Wiele w czasie tego spaceru się nauczyłam. Głowa jeszcze dziś puchnie mi od wrażeń. Wiem, kiedy szukać trufli i gdzie, wokół jakich drzew, wiem co robić, kiedy zgubię się w górach, wiem jak orientować się w terenie i jeszcze wiele więcej.  


krowa



Ścieżki górskie o tej porze są rozmokłe i pokryte grubo opadłymi liśćmi. Nietrudno o wywrotkę. Kłopot jednak w tym, że zbieracz trufli często utarte ścieżki porzuca, idzie na przełaj, wspina się tam, gdzie stromo albo zsuwa się łapiąc konarów. Jeśli jest miejsce gdzie rodzą się trufle, trzeba je skontrolować. Niektóre z miejsc, które widziałam wczoraj zdawały się aż niemożliwe do odkrycia. Przeciskaliśmy się przez krzaki, jeżyny, gałęzie, osłaniając oczy, pochylając głowę, stąpając ostrożnie, szukając pewnego gruntu, by stopę bezpiecznie postawić. Zapytałam mojego przewodnika od ilu lat szuka trufli i kto te wszystkie miejsca przed nim odkrył. W odpowiedzi usłyszałam, że już od 30 lat wychodzi z psem do lasu, w góry, a miejsc z biegiem czasu nauczył się sam.






Patrzyłam na Giancarlo z podziwem i odrobiną zazdrości. Jest wciąż uśmiechnięty, nie przestaje żartować, to jedna z najbardziej pozytywnych osób jakie w życiu spotkałam. Jakże inne to jego życie, o ile zdrowsze, spokojniejsze. Nawet jeśli zbieranie trufli wymaga siły i samozaparcia, to jednak stokroć lepsza to "praca" niż przybijanie karty w korporacyjnym kołchozie. Wiem już na pewno, że ja też tak chcę.
I jeszcze jedna kwestia - Giancarlo i jego pies. Nigdy w życiu nie widziałam psa tak zapatrzonego w swojego pana. Psa spoglądającego wzrokiem zakochanej dziewczyny, szukającego czułości, a z drugiej strony z takim posłuszeństwem wykonującego swe zadania. 

To był piękny dzień. Wiem że będą następne. To był dla mnie prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie. Grazie di cuore Giancarlo!

SZUKAĆ to znaczy CERCARE (wym. czerkare)


10 komentarzy:

  1. Jak pięknie Kasiu opisałaś całą wyprawę. Tak pozytywny post, że wzruszyłam się na maksa. A tak kochającego psa mam w domciu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna wyprawa w doborowym towarzystwie aż poczułam zapach trufli jak Obama :) ciekawe co z nimi ugotujesz? Podobno w okolicy gdzie ja mieszkam tez są tylko mi brakuje towarzystwa do poszukiwań.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekscytujący dzień miałaś Kasiu-to są te chwile,które potem pamięta się CAŁE ŻYCIE !!!

    Pozdrawiam-lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy dobrze widziałam? Pies miał w pysku 3 trufle?! Ależ klimatyczne zdjęcie krowy we mgle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam czy to trzy, czy jedna taka kostropata:)

      Usuń
  5. Pani Kasiu, jakiej rasy jest ten pies, to wyżlica?

    OdpowiedzUsuń
  6. niesamowite! Pogoda całkiem dopisała, te mgły też mają swój urok. :)
    A zdjęcie w środku - z cudnymi kolorowymi liśćmi i brązowymi butami - jest rewelacyjne! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wooow, ale Ci zazdroszczę !!! Po górach poruszać się umiem, ale na truflach nigdy nie byłam. Może kiedyś też mi się uda spotkać takiego magicznego człowieka :) A podobno świetnymi poszukiwaczami trufli są świnie? Słyszałaś o tym ? A może widziałaś ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio pierwszy raz w życiu jadłam makaron z truflami. Nie zachwycił mnie wcale, ale moi współtowarzysze powiedzieli, że to były bardzo kiepskie trufle. Stare i bez smaku. Więc stwierdzam, że to się nie liczy i nadal czekam na swój pierwszy raz. A Obama wygląda jak mój Ciapek :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj