czwartek, 29 października 2015

Na jesiennym półmetku.




Listopad zjawił się przed czasem. Przykrył niebo szarym pokrowcem. Rozłożył na ziemi puchate mgły.  Deszczem chlusnął obficie, że aż rzeki burą wodą napęczniały. Dziwna ta jesień w tym roku... Niby ciepła, bo wciąż jeszcze poranne szczękanie zębami nas nie dotyczy, niby smaczna, bo zbiorami wyjątkowo obficie raczy. 
Tylko tego słońca... jak na lekarstwo, wydziela kryzysowe racje, jak komunistyczny dyktator, jak wdowa smutną twarz, chowa lazur pod sinym welonem. 
I to wszystko, te deszcze, szarości, smutne niebo, w innych okolicznościach za pewne skutecznie by mnie zdołowały, ale nie dziś. Dziś bowiem czeka mnie coś wspaniałego, coś na co od dawna czekałam. Oczywiście osoba taka jak ja - skłonna do egzaltacji, wspaniałość widzi w zwykłym ciao, więc nie myślcie, że będzie to obiad z Sofią Loren, przyznanie obywatelstwa, czy odbiór nagrody za trafione liczby w superenalotto. Może to co mnie czeka dla zwykłego człowieka niczym aż tak wielkim się nie wyda, ale dla mnie jednak będzie to niezwykłe. Znów zachwycę się miejscem, ludźmi, znów doświadczę prawdziwej sympatii. A jeśli jeszcze wszystko uda się tak jak powinno, to wieczorem znów zjem jak królewska córka! 
Zdaje się, że nawet słońce obudziło się z letargu i wciągnęło listopad za kulisy. Niech to będzie dobry dzień!

WIELKI to znaczy GRANDE (wym. grande)

3 komentarze:

  1. Nas już poranne szczękanie zębami dotyczy, niestety, kilka razy już trzeba było skrobac szyby, trawniki pokryły sie bielą szronu, ale słońce jest, to najwazniejsze, a deszcz chwilowo zaprzestał nas zalewać, uf.
    Niech to będzie dobry dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, czytam od początku Twój blog i baaaaaardzo się literacko rozkręcasz. Takie to poetyckie i rytmiczne!!!
    Aga

    OdpowiedzUsuń

Drukuj