wtorek, 27 października 2015

Moje małe szczęśliwości


Tak jak jeszcze długo nie minie mi zapał, by błądzić w plątaninie górskich ścieżek, odkrywać nowe miasta, miasteczka, tak już wiem na pewno, że nigdy nie minie mi entuzjazm, który towarzyszy ilekroć przekraczam włoskie progi. Każde z tych spotkań wciąż niesie coś nowego, każde wypełnia mi głowę tysiącem wrażeń. 
Nadal też będę obstawać przy swoim - Marradi nie jest zwyczajne, ludzie tu są inni, co do tego moje zdanie się nie zmienia. Zaskakuje tylko fakt, że czas mija i choć ja już dawno przestałam być nowa, to sympatia z jaką się tu spotykam nie osłabła nic a nic. To samo ciepło, które czułam kilka lat temu, w czasie wakacyjnych spotkań, czuję też teraz. Każdego dnia rozgrzewa od środka, często będąc również buforem na codzienne bolączki i złośliwości płynące z daleka.  


Kiedy siedziałam wczoraj przy stole w cantinie naszego znajomego, z kieliszkiem wina, z ogniem trzaskającym za plecami, nagle uświadomiłam sobie, że minęło dokładnie 6 lat, odkąd wstąpiłam tam pierwszy raz. Sześć lat od mojej pierwszej jesiennej podróży do Toskanii. - Dzisiejsze - powiedział podając mi zawiniątko. Wzięłam je w ręce jak skarb najdrożyszy i zanużyłam nos głęboko. Mmmmm.... Chłopcy będą szczęśliwi - pomyślałam. Chwilę potem na stole wylądował też talerz sycylijskich słodkości. Siedziałam jak zaczarowana słuchając gadania o tym i o tamtym, a że to gadanie swojskie, w dialekcie, więc uwagę całą skupiłam, chłonęłam każde słowo, jak dziecko bajki nieznane i tylko co jakiś czas czarne kulki pod nos podsuwałam, by zmysły jeszcze bardziej otumanić.


To są chwile, które doceniam najbardziej. Do Gubbio, do Rzymu, do Florencji, nad morze, w góry może pojechać prawie każdy, ale usiąść przy stole w takim miejscu i w takim towarzystwie, to wielkie szczęście, które spotyka tylko nielicznych. Jestem jedną z nich...

SZEŚĆ to po włosku SEI (wym. sej)

10 komentarzy:

  1. cannoli... prawdziwe... buu!!! jak ja Ci zazdroszczę!
    ja chcę na Sycylię!
    c-ó

    OdpowiedzUsuń
  2. Trufle brrr - tak z samego rana po oczach bić ich zapachem - chociaż chętniej bym tu użył słowa smrodem. Jakoś nie mogę się się do nich przekonać. Jednak Wam życzę smacznego - szczególnie Mikołajowi :). A nawiązując do złośliwości płynących z daleka - to przecież wiesz, ze płynęły, płyną i będą płynąć, a Ty rób swoje tak jak zawsze i nie zwracaj uwagi. Ciesz się życiem.
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, mam tak samo. Prawdą jest, że może nigdy nie jadłem trufli odpowiednio przygotowanych dobranych do odpowiedniego dania. Póki co nie mogę się do nich przekonać, no ale muszę przyznać, że okazy bardzo ładne.

      Usuń
  3. I niech to szczęście trwa zawsze, niech Cię cieszy każdego dnia i daje siłę.

    OdpowiedzUsuń
  4. A widzisz Kasiu jaka codzienność potrafi być ekscytująca,jak zdawałoby się prosta w swej wymowie chwila potrafi być niezwykła ,piękna i niezapomniana....
    Ja mam w walizce swojego życia wiele,wiele takich niezwykłych spotkań,historii,ludzi,zapachów i krajobrazów i to one dają mi siłę do walki z przeciwnościami losu,są jak opoka dająca oparcie i wewnętrzny spokój.To,co w swoim życiu widziałam, kogo poznałam,te dziesiątki a może i setki niezapomnianych spotkań i chwil są dla mnie niesłychana wartością i to dzięki nim uważam swoje życie za szczęśliwe....
    Pięknej codzienności życzę Ci Kasiu na następne szczęśliwe lata w Toskanii !!!
    Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  5. A propos smakołyków. Bardzo często piekę bułeczki z ricotty. Przepis zmienia się ciągle. To cukier brązowy, to biały z dodatkiem jakiegoś smakowego olejku,to serek inny. Często je piekę, bo domownicy je uwielbiają, a jest to pieczenie szybkie i łatwe. Pozdrawiam i życzę ciepłej i pięknej jesieni. Ewa z gór

    OdpowiedzUsuń
  6. Zycze Tobie Kasiu dalszych szczesliwosci tych duzych i malych i radosci zycia w miejscu ,ktore tak kochasz.Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasiu (pozwolę sobie pisać po imieniu, widzę że nikt tu nie używa zwrotu "pani":)), to w jaki sposób jesteś odbierana przez mieszkańców miasteczka w dużym stopniu wynika pewnie z tego jaka jesteś, jaka jest cała Twoja rodzina. Od rodowitego Włocha słyszę ostatnio, że Włosi bardzo się zmienili, na gorsze niestety, a wpływ na to ma przede wszystkim kryzys, ludzie robią się bardziej zamknięci, często zawistni, wspólne biesiadowanie jest coraz rzadsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawe potrawy kulinarne rozkosze dla podniebienia :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O mamo, ja chce te ciasteczka z kremem!!! Prosze, zrob je lub popros przepis i nam podaj. Wygladaja przepysznie. Kasia z Pragi

    OdpowiedzUsuń

Drukuj