poniedziałek, 19 października 2015

Do miasta na "G", odcinek 2 - obiad z widokiem na Marche


Jedziemy dalej w kieunku "G", taką przynajmniej mamy nadzieję. Na chwilę jednak co innego skupia naszą uwagę. Przypomina mi się scena ze znanej kreskówki: "Daleko jeszcze?" Z tylnego siedzenia dobiega w kółko jak mantra to samo zdanie, parafraza bajkowej kwestii: Kiedy będziemy jeść?"
- Jak znajdziemy ładne miejsce. 
- Tu jest ładnie.
- Tak, ładnie, ale szukam jeszcze ładniejszego. 
Mijają dwie minuty. 
- Kiedy będziemy jeść? 
- Niedługo. Jak znajdę odpowiednie miejsce.
Po kolejnych trzech minutach. Niezmiennie.
- Kiedy będziemy jeść?
- Zaaaraaaz!!!!
- O tu jest stolik! 
- Alleluja!
Nim jeszcze samochód całkiem się zatrzyma chłopcy są już na zewnątrz. Tomek zupełnie jakby uczestniczył w wyścigu nakrywania stołu na czas. Taszczy czerwony koszyk, wyciąga obrus w biało-czerowną kratę...
- No ładnie, ale może zobaczymy jeszcze dalej - proponuję nieśmiało. 
Miny chłopców bezcenne. Uginam się pod ich bazyliszkowymi spojrzeniami.
- Dobrze, zjemy tutaj.


Nasze wycieczki są bardzo ekonomiczne, ale nie myślcie, że w restauracji Czerwony Koszyk, dają byle co! Co to to nie! Zadowolone podniebienie jest w podróży równie ważne jak piękne widoki, ciekawi ludzie i zachwycające zabytki. Mamy kanapki z prosciutto, z finocchioną, "ślimaczki" ze squacquerone i kiełbasą, wino i czekoladę z orzechami. 
Jest pięknie - słońca jak w maju, motyle nad nami, a w oddali monumentalne wzniesienia Marche. Jesteśmy gdzieś na granicy. Tabliczki nie było, GPS chwilowo spacyfikowany, więc niewykluczone, że jesteśmy już w Umbrii. 


Ruszamy dalej. Przy drodze jak nie by żadnej wzmianki o "G", tak nie ma. Chłopcy pytają się, czy będziemy dziś w Rzymie. - Jak tak dalej pójdzie, wcale niewykluczone - odpowiadam pół żartem. 


Minęliśmy już wszystkie miasteczka z notatek, znów więc postanawiamy zaufać "Panu GPS".  Ten dopuszczony do głosu, zaraz każe nam zjechać z głównej drogi i skierować się wprost do centrum kolejnej zabytkowej mieściny. Wspaniały pomysł. Po stu metrach dość stromego podjazdu wąską uliczką, rezygnujemy i staczamy się na wstecznym na główną drogę. Jasne jest, że w ten sposób do "G" dotrzemy na wielkanoc. 


Krajobraz wzdłuż drogi jest zachwycający, ale mam wrażenie, że łatwiej znaleźć Śródziemie, niż miasto na "G". 


Kiedy już prawie umiera ostatnia nadzieja, przed nami pojawia się upragniony drogowskaz ... GUBBIO. 
Już jutro zabiorę Was na spacer po - jak głosi oficjalny napis - najpiękniejszym średniowiecznym mieście Italii.

TERRA DI MEZZO to po włosku ŚRÓDZIEMIE 

7 komentarzy:

  1. Dobrego dnia na dziś!
    A o.

    OdpowiedzUsuń
  2. No to czekam do jutra ,juz dzisiaj sa ladne zdjecia ,a co bedzie jutro ... Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ bym się tam chętnie gubiła. Codziennie. Od nowa! Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Bosko! Czekam z niecierpliwością. :) A ciągłe pytania typu "daleko jeszcze?" są chyba domeną wszystkich niecierpliwych i rządnych wrażeń dzieci. Nasza Maja wystarczy, że wsiądzie do samochodu i już zaczyna swój "koncert" :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Gubbio kojarzy mi się zawsze ze św. Franciszkiem z Asyżu. Własnie tam święty rozmawiał z wilkiem. Niestety nie byłam w tym mieście. Chętnie zobaczę zdjęcia!
    Pozdrawiam, Ania z Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  6. rozkosz dla moich oczu piękne miejsca góry ach jak ja je kocham....

    OdpowiedzUsuń

Drukuj