czwartek, 17 września 2015

Marradi, dla odmiany


To, że Florencja jeszcze długo będzie mnie raczyć niespodziankami, nowymi historiami, świeżo odkrytymi zakątkami, to pewne, mogę spać spokojnie, pewnie nigdy mnie nie znudzi. Być może jedno życie nie wystarczy, aby dobrze ją poznać. A Marradi w takim razie? Kilka ulic na krzyż, trzy tysiące mieszkańców, niby zdaje się, że znam każdy kąt, każdy kamień w murze i każdą dziurę w chodniku, a jednak ... Jeszcze i tu co jakiś czas wypływają historie, których nigdy wcześniej nie słyszałam. 
Popołudniowy spacer, powietrze, które pachnie niedawnym deszczem, słońce odbijające się w mokrym asfalcie - oto sceneria i okoliczności w jakich mogę wysłuchać kolejnych opowieści. Dla mnie są jak bajki o dawnych czasach, o marradyjczykach, o tutejszym życiu dziesiątki lat temu. To mój ulubiony temat. Wiecznie mi mało. 

- Mogę o tym napisać na blogu?
- Niee, no o tym to nie, bo wiesz...
- Szkoda...
Dziś zatem, jeszcze nie, ale może kiedyś zostanie po nich ślad na papierze. Spisuję je wszystkie w Toskańskich Notesach i czekam na "ten" moment. 


Usłyszałam dziś rano - "dobrze, że już wróciłaś, brakowało nam ciebie, jesteś częścią Marradi nie możesz stąd wyjechać". 
To prawda - pomyślałam - stałam się częścią tego świata, to jest mój mikrokosmos. 

BENE to znaczy DOBRZE (wym. bene)

3 komentarze:

  1. Siem wzruszylam... Pozdrawiam i tak pozytywnie zazdroszcze... Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  2. Będziesz odkrywać, drążyć i cieszyć się swoim Marradi, a nas raczyć nowymi opowieściami. Byłoby mi miło, Kasiu, gdybyś wpadła na mojego bloga. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ pięknie słońce przedziera się przez chmury i góry chyba nieco parują na zdjęciach z mokrą ulicą, ależ miło szukać znanych miejsc.
    A o.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj