poniedziałek, 14 września 2015

Kościół Boesimo




Najciekawsze odkrywa się przypadkiem - już nie raz się o tym przekonałam, czasem warto nie mieć planu, opowieści i tak napiszą się same.
Niedzielne popołudnie było kapryśne i niedecydowane, odłożyłam więc zbieranie jeżyn i podziwianie cyklamenów na inny raz, bo niebo co i raz groźnie się zaciemniało. Tak czy inaczej, kiedy po objedzie zjawił się Mario i zaproponował spacer "gdzieś", natychmiast stanęliśmy przy drzwiach na baczność gotowi do wymarszu. 
Znów bez planu i bez pomysłu. Już będąc w samochodzie, zdecydowaliśmy, że spróbujemy wytropić stary, kamienny dom, który jak dowiedział się nasz przyjaciel, przeznaczony został do wynajęcia. Nie żebym już jutro zmieniała adres, ale nigdy nie zaszkodzi być na bieżąco. Kilka kroków za granicą Toskanii, tam gdzie przy drodze stała tabliczka Boesimo 3 km, zjechaliśmy z głównej drogi i tocząc się żółwim tempem szukaliśmy wzrokiem niezamieszkałego, kamiennego domostwa. Już samo podziwianie doliny Lamone z tej perspektywy było atrakcją. To w sumie niesamowite - wystarczy zmienić punkt widzenia i dobrze znane widoki przeobrażają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w zupełnie nowe, jakby nigdy nie widziane. 
Jechaliśmy i jechaliśmy i nic. Domy były - i owszem - ale żaden porzucony, w każdym zdawało się tlić życie. Jak na złość od Toskanii znów zaczęły nadciągać coraz ciemniejsze chmury. Cienka jak nitka, asfaltowa - o dziwo - droga, po kilku kilometrach rozgałęziała się na dwie odnogi. I kiedy staliśmy na rozstaju, debatując gdzie jechać, między drzewami zamajaczyło coś, jakby kościelna wieża...



- A to co u licha? 
- Mówiłam, że to chyba kościół.
- No to już naprawdę niespodzianka - nie mógł się nadziwić Mario.
- Nie słyszałeś o nim?
- Nigdy w życiu! W ogóle nie wiedziałem o jego istnieniu!
- Ja tym bardziej...

Do kościoła przylegały skromne, otoczone nieładem zabudowania, sądząc po panującym przed wejściem chaosie - zamieszkałe, jednak dookoła nie było widać żywej duszy. Ku mojej radości okazało się, że drzwi do świątyni wcale nie były zaryglowane. Dały się wprawdzie otworzyć, tylko na tyle, by wcisnąć głowę, ale już samo to dało obraz, czym mogło być to miejsce setki lat temu. Na suficie, w półmroku widniały malowidła w całkiem dobrym stanie jak na porzucone od lat miejsce. Rozejrzałam się za jakimikolwiek informacjami, ale na murach nie było żadnej tabliczki - nic, ani słowa. 

Zdążyłam zrobić tylko kilka zdjęć i nagle jak nie lunęło - z całą siłą wrześniowego kaprysu, pogoda przepędziła nas do samochodu. Uciekaliśmy w panice, a z nieba bombardowały nas solidne krople deszczu.
Do późnego wieczora szukałam informacji i zachodziłam w głowę - cóż to za miejsce??? Że stare, to wiadomo, a nawet że bardzo stare, to przecież oczywiste. Z tego, co udało mi się wytropić - kościół pochodzi z okresu średniowiecza. Świątynia potocznie nazywana kościołem z Boesimo, oficjalnie podlegała pod pieve Modigliany i nazywała się Chiesa di S. Andrea. A co dalej? Nie wiem, ale mam kolejną zagadkę do rozwiązania na długie jesienne wieczory. Co za inspirujące miejsce, co za wspaniały świat!  


WSPANIAŁY to po włosku STUPENDO (wym. stupendo)

3 komentarze:

  1. Wycieczki bez planu i specjalnego celu są najlepszym sposobem na odkrywanie miejsc niesamowitych. Miejsc pięknych, ukrytych, nieznanych a już na pewno "nie-turystycznych". Cel pozostaje tylko jeden: wycieczka, a reszta wyjdzie sama :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo-przebardzo podobają mi się te drzwi zielono niebieskie. Gdyby mogly mówić..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo-przebardzo podobają mi się te drzwi zielono niebieskie. Gdyby mogly mówić..

    OdpowiedzUsuń

Drukuj