niedziela, 20 września 2015

Flet na kredyt i szkolny raport z pierwszego tygodnia


Minął pierwszy tydzień szkoły. Jeszcze nie bardzo obciążający, bo dopiero od najbliższego wtorku dzieci będą się uczyć w pełnym wymiarze. Pierwszy tydzień to taka "rozbiegówka" - lekcje tylko do południa i organizacja szkolnego życia. U Mikołaja wszystko tak, jak było, z jedną drobną zmianą nauczycielską, która nie została przyjęta przez dzieci entuzjastycznie.  Trudno ... Poza tym, jak to w czwartej klasie - nauki będzie więcej. Muszę się też pochwalić, że już w pierwszym tygodniu moje dziecko przyniosło pierwszą "dziesiątkę" z matematyki. Kolejna nowość, choć poza szkolna jest taka, że od tego sezonu Mikołaj został przeniesiony do starszej drużyny piłkarskiej!



U Tomka sporo zmian. Przedmioty, które w podstawówce były bardziej zabawą, teraz przechodzą na wyższy poziom wtajemniczenia. Moje dziecko urodzone z ołówkiem w ręku, aż ręce z radości zaciera na myśl o lekcjach "sztuki" ze Stefanią, utalentowaną panią architekt, która skądinąd jest właścicielką naszego domu! To małe miasto ... 
Zwiększona też zostaje liczba godzin informatyki, co również jest dla Tomka dobrą informacją, na tle nowo poczynionych planów na przyszłość - teraz bowiem zamierza zostać konstruktorem robotów.
Co do pozostałych nauczycieli - ci co mieli być groźni, okazali się całkiem mili, więc strach zniknął. Wielką niewiadomą wciąż pozostaje nauczyciel włoskiego, wszyscy mieli nadzieję, że będzie to jedna z ulubionych, marradyjskich nauczycielek, tymczasem jutro pojawi się ktoś nowy. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy nowe okaże się na plus!

I na koniec muzyka - od tego roku zaczyna się gra na instrumentach. I tak jak w większości polskich szkół, tak jak było też za moich czasów, dzieciaki będą grały na flecie. I te flety miały przynieść na piątkową lekcję, ale jakimś dziwnym trafem 90% klasy o tym zapomniała, Tomek oczywiście nie był w tych poprawnych 10 procentach! Byli więc zawracani od progu szkoły i odsyłani do Marisy (u nas nie mówi się do edicoli, do papierniczego - jak zwał tak zwał, w Marradi wszelkie szkolne i gazetowe zakupy robi się "u Marisy"). Marisa ma swój sklep zaraz blisko szkoły. W ciągu 10 minut zniknął z Marradi cały zapas fletów, a wszyscy zapominalscy uczniowie zostali wpisani do kredytowego zeszyciku. Flety na kredyt rozbawiły w piątek całe miasteczko!

FLET to po włosku FLAUTO (wym. flałto)


1 komentarz:

  1. Pamiętam z czasów szkolnych, że flet nie jest ciężki do opanowania. Tylko może szybko się znudzić, bo nie tylko palce pracują, ale i płuca. Niech dzieci mają jakieś twórcze zajęcia, potem w życiu będzie im lżej.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj