poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wszystkie drogi prowadzą do ...


- Mamusiu to najpiękniejszy dzień w czasie tych wakacji! - wołał Tomek rozradowany. - Zgubiliśmy się! Ale super! Będę miał co w szkole opowiadać!
Rzeczywiście - przyznam uczciwie - Tomek nie był daleki od prawdy. Ale czy zgubienie się nie jest  czymś wspaniałym? Podróżowanie bez takich atrakcji, to jak zupa bez soli!
 A to było tak...


Zakończywszy zwiedzanie zamku, wróciliśmy do samochodu, a że okolice Dozzy kusiły pięknym krajobrazem, postanowiliśmy nie wracać do domu przez Imolę, czyli przez cywilizację, tylko skierować się w kierunku pagórków, tak jak sugerował wcześniej "dżipies". Już za granicami miasteczka wołałam co pół minuty - zatrzymajmy się, ale cudnie, stop, stop, zdjęcie!! 



Jak okiem sięgnąć roztaczał się dookoła sielski krajobraz. Złote pola, cyprysy, rzędy sosen, winnice i kamienne posiadłości. Jakbyśmy byli w Toskanii, a nie w prowincji Bolognii. Jednak po przejechaniu kilku kilometrów, na horyzoncie zamajaczyły zabudowania Imoli, a droga zaczęła schodzić na równinę. Zły kierunek! Zawróciliśmy więc do punktu wyjścia i na pierwszym skrzyżowaniu skręciliśmy w przeciwną stronę. Miało być dziko i malowniczo. I jak się wkrótce przekonaliśmy - było, a jakże! Tak dziko, jak malowniczo! 



Jechaliśmy i jechaliśmy ...
- Jedziemy tak już chyba z godzinę! - mamrotał Mario pod nosem. 
- O! Jakie ładne cyprysy, popatrzcie! 
- Ta droga powinna piąć się w górę, a my zjeżdżamy w dół doliny i nie minęliśmy nawet jednego samochodu, ani jednego drogowskazu. W końcu chyba jakiś będzie ...
- Tak będzie ... Milano! - zacierał Tomek ręce z radości. - Hura! Zgubiliśmy się! Zgubiliśmy się! 
- A czy wystarczy nam benzyny? - zapytał zawsze przezorny Mikołaj. 
- Nie stresuj mnie. Jasny gwint! Gdzie my jesteśmy u licha!?
Całej tej dyskusji towarzyszyły gęste salwy śmiechu i najbardziej absurdalne hipotezy co do miejsca w jakie trafiliśmy. Wszystkim nasza mała - wielka podróż bardzo się podobała. 
- Zgubiliśmy się! Będę miał co opowiadać w szkole! Ale super! - Tomek kontynuował swoje ochy i achy - spokojnie, ja umiem przetrwać w dziczy, oglądam Beara Gryllsa! 



- Patrzcie na te cyprysy! Zupełnie jak w Toskanii, cały szpaler... 
Wciąż byliśmy sami na drodze, nie minęliśmy żadnego samochodu. Dopiero po dłuższym czasie na środku drogi spotykaliśmy ciężarówkę. Roboty drogowe. 
- Ale byłby numer jakby droga była zamknięta!
Na chwilę wszystkim zrzedła mina - to akurat wcale nie byłoby śmieszne, bo okazałoby się  że benzynowe zmartwienie Mikołaja, staje się naszym realnym problemem. Na szczęście zaraz okazało się, że jest przejazd, tylko ruch odbywa się wahadłowo, zupełnie jakby to była nie wiem jak uczęszczana droga! 
- Ej, patrzcie! Co to jest to białe na szczycie? O tam! - wyciągnęłam rękę w kierunku najwyższych wzgórz, znów bowiem wyjechaliśmy z doliny i zaczęliśmy wspinać się coraz wyżej.  
- Patrzcie jacy my różni jesteśmy - zamyślił się filozoficznie Mikołaj. - Tomek cieszy się, że się zgubiliśmy, Mario głowi się, gdzie jesteśmy, ja się martwię, że zabraknie nam benzyny, a mamusia zachwyca się cyprysami i zastanawia, co to jest, to białe... 


Wkrótce malownicze zielone pagórki ustąpiły miejsca suchym, skalistym wzgórzom. Krajobraz zrobił się niemal księżycowy. Ogromne połacie ziemi, bez jakiegokolwiek znaku człowieka. Natura w najbardziej surowej postaci.
- A uczyli nas mamusiu, że w Italii nie ma pustyni! No jak nie? A to - co to jest?
W istocie, z wrażenia odebrało nam mowę. Nie przypuszczałam nawet, że takie miejsca istnieją w tej części Italii. Może w głębi wysp - na Sardynii czy Sycylii, ale tu? Zaraz koło Bolognii??? 


- Mówię wam, że wyskoczymy gdzieś koło Brisighelli, zobaczcie - gesso! Przecież to właśnie tam jest kopalnia gipsu! Ta droga na pewno prowadzi w tamte strony!
- Coś ty! Jesteśmy gdzieś koło Castel Bolognese!
- Nigdy w życiu!
- A może my już w ogóle nie jesteśmy w Italii... 
Żarty się nas trzymały i choć rzeczywiście nie mięliśmy pojęcia gdzie jesteśmy, humory mieliśmy przednie. 
- Nie martwcie, mówią, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu!
- Lepiej powiedz: wszystkie drogi prowadzą do domu, ta też nas kiedyś do Marradi zaprowadzi.


Tymczasem pojawiły się pierwsze od wielu kilometrów zabudowania i wyjaśniła się zagadka "czegoś białego", co z daleka było tylko maleńkimi kropkami. 
- Patrzcie jakie są piękne!
- Vacche...


Zaraz za białymi krowami znajdowały się też pierwsze drogowskazy, wprawdzie nic nam nie mówiące, ale były to zawsze jakieś informacje. Zamiast pojechać w lewo, tak jak dyktowało słońce, skręciliśmy w lewo, skuszeni tabliczką Gesso. Jednak już po kilku kilometrach, nie znalazłszy nic interesującego, znów wróciliśmy do skrzyżowania i pojechaliśmy tym razem w jedynym słusznym kierunku.


Po kolejnych trzydziestu minutach dotarliśmy do jeszcze jednego rozdroża, a wtedy Mario zaczęło już coś w głowie świtać. Efekt był taki, że nie znaleźliśmy się ani w Brisighelli ani w Castel B. a w ... Casola Valsenio, to trochę tak, jakby jechać z Warszawy do Krakowa przez Poznań, ale przecież to właśnie w podróżowaniu jest najpiękniejsze - nieznane drogi, nieodkryte miejsca, zaskoczenie i niespodzianki... 


Kiedy już znaleźliśmy się na znajomej drodze, przystanęliśmy przy sosnowym lasku, rozłożyliśmy koc, wyciągnęliśmy koszyk z prowiantem i zaczęliśmy zajadać nasze przysmaki, śmiejąc się wciąż z naszego wojażowania. 
- Ale nie mówcie, że się tu zgubiliśmy, to tak jakby zgubić się we własnym domu! 
- Nieee, spokojnie nic nie powiemy. 
Tomek już pisze wakacyjne wypracowanie o najpiękniejszym wakacyjnym dniu, a ja ... ja przecież nic Wam nie mówiłam!

IL PIÙ BELLO - to znaczy NAJPIĘKNIEJSZY (wym. il piu' bello)

3 komentarze:

  1. Wspaniała wycieczka:)
    Bardzo lubię się gubić:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, myśmy sie tam też zgubili! Jechalismy z Faenzy do Palazzo di Bisano. GPS pokazał nam w pewnym momencie, ze jesteśmy w Danii koło Kopenhagi :D Pamiętam ten krajobraz pustynny.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, jak się zgubić to tylko w takim pejzażu z dodatkiem cyprysików! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj