wtorek, 18 sierpnia 2015

Przekorny wiatr







Zerwał się wiatr ... Przegonił czarne chmury, które na jeden dzień przykryły toskańskie niebo. Zrobiło się znów lazurowo i słonecznie. Ale wraz z wiatrem zmienił się zapach powietrza, zmieniło się światło i kolory. Niby wszystko takie jak wcześniej, a jednak zmienione... 
Wiatr bałamutnik szarpie moją makową spódnicą jak małym żaglem na środku morza, niby się bawi, niby frywolny, ale co i raz zrywa się z ogromną siłą.



- Sifuni leeeoo - podśpiewuje Tomek piosenkę ze szkolnych występów bożonarodzeniowych.
- Mógłbyś przestać?? - ganię pół żartem i rzucam spojrzenie godne bazyliszka.
- Siiifuuuniii leoo!!! - patrzy na mnie z szubrawym uśmiechem.
- Ej! wiesz, że nie lubię!
- Wiem, wiem, żartuję sobie. 
- Latem nie rozmawiam o karnawale, Bożym Narodzeniu, Befanie i śniegu. Latem nie obmyślamy strojów na bal, ani nie piszemy listów do świętego Mikołaja, pamiętasz? 
- Oj wiem!
- Nie przeganiaj mi lata, bo i tak niewiele go zostało.  
Idziemy w ciszy. Mikołaj biega dookoła z apratem. Wiatr dalej szarpie czym się da, rzuca na asfalt kielichy pomarańczowych kwiatów wyrwane krzewom przemocą...
- sifuni leo.... he's born today oh ... 
- co śpiewasz mamusiu?
- Ach! Widzisz, to przez ciebie, teraz przyczepiło się do mnie! Nie chcę tego śpiewać. Podrzuć coś innego, żebym mogła zmienić w głowie płytę!
- Pulcino Pio !! 
- O, to przynajmniej jest wesołe marradyskie i jak najbardziej letnie wspomnienie. Szkoda, że nie nagrałam nocy kabaretowej, miałabym polepszacz humoru na cały rok...



Wiatr przez cały poniedziałek siłował się ze wszystkim, co spotykał na swojej drodze. Na targu fruwał szalony bawiąc się jak psotnik rozwieszonymi na straganie firanami, a  potem w domu gwizdał w okiennych szparach, trzaskał drzwiami, jakby się odgrażał, że oddaje mi lato, ale już tylko na chwilę...   



WIEJE WIATR to po włosku TIRA VENTO (tira wento)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj