czwartek, 27 sierpnia 2015

Powitać słońce


Wstaję z łóżka, wchodzę do salonu, potargana, nieumalowana, w piżamie, a tam... Rozpacz! Siedzą goście i czekają. Przegapiłam ich pojawienie się! Najzwyczajniej w świecie przespałam!
To tylko porównanie, ale dokładnie tak się czuję, kiedy zdarzy mi się "zaspać". Oczywiście to "zaspanie" w moim przypadku jest słowem naciąganym, bo coś takiego jak spanie do 8.00 zdarza mi się raz na pół roku. Nawet jeśli kładę się do łóżka daleko po północy, co ostatnio niestety jest normą, to i tak budzę się z kurami. Dlaczego? Bo poranek to najpiękniejszy moment dnia i wściekła jestem na samą siebie, jeśli go przegapię. Poranek to zastrzyk energii, to inspiracja, to powitanie słońca, to tak, jakbym znów dostała kilka nowych kartek do zapisania. 

Uwielbiam poranki wśród wzgórz Mugello. W Biforco słońce pojawia się za Pianorosso, to stamtąd powoli, powoli przedziera się promieniami zalewając lekko pomarańczową łuną zielone stoki po przeciwnej stronie doliny. Powietrze jest krystaliczne, kolory jaskrawe, ruch na drodze zaczyna się już od 5.00, a z baru słychać gwarne rozmowy i pobrzękiwanie filiżanek. Jak mogłabym to przegapić?

Czasem zdarza się też i tak, że mogę oglądać poranki w odleglejszych miejscach, tak jak w miniony wtorek. Wschody słońca w Romagnii są inne od tych toskańskich. Romagna jakby bardziej leniwa, przykryta puchatą mgiełką, rozciągniętą panad winnicami i polami kukurydzy. Mgła w Romagnii jest czymś tak naturalnym, jak piasek na plaży i choć często utrudnia życie kierowcom, to nie można odmówić jej uroku. Kiedy zjeżdżaliśmy z naszych gór na nizinę cieszyliśmy oczy widokami niemal odrealnionymi. Nikon leżał bezczynnie na kolanach, ale gdyby nie to, że musieliśmy patrzeć na zegarek, zatrzymywałabym się co kilometr, by zachować te obrazy na zawsze. Wciąż tak soczyście zielono, światło przydymione, rzędy winnic, brzoskwiniowe sady i tylko w oddali tu i tam majaczące posiadłości, których zarys ledwo, ledwo widoczny w białym puchu porannej mgły. 

SVEGLIARSI to znaczy BUDZIĆ się (wym. zweliarsi)


6 komentarzy:

  1. Chyba mamy podobnie z tym porankami. Szkoda leżeć, kiedy spać nie można. Szkoda dnia. A u Ciebie dzień się budzi pięknie w oczekiwaniu na wyjście słońca zza gór. Pamiętam, codziennie wyglądałam przez okno w stronę rzeki i gór. Hmmmm aż powzdychać trzeba.
    A op.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?:) Mialaś to przed sobą:) A w ogóle to im jestem starsza tym bardziej jestem przekonana, że spanie to zwyczajnie strata czasu:)

      Usuń
  2. Zaspałaś? Hmm dziwne - w ubiegłą środę nawet stukot kółek walizki J na ulicy usłyszałaś - wiec to chyba tylko Ci się śniło, że zaspałaś. No ale późniejszy sprint,, kiedy biegłaś mokra w ostatnich kroplach porannego deszczu były tego warte. Pozdrawiam
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  3. O jak widzę dwóch czujnych czytaczy na linii frontu czeka na Dom z Kamienia z ranka. Pozdrawiam i czekam.
    A o.

    OdpowiedzUsuń
  4. A nawet trzech :) Buziaki o równie słonecznym poranku w Toruniu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama mam ogromny problem z wczesnym wstawaniem, w szczególności gdy wiem, że świat się nie zawali gdy pośpię jeszcze godzinę więc ostatnio ciągle budzę się po 8.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj