wtorek, 25 sierpnia 2015

Do nadkładających drogi


O tym, że Marradi i całe Mugello mnie samą uwiodły, omotały, zaczarowały i rozkochały w sobie do granic możliwości, wie każdy, kto śledzi blogowe wpisy mniej czy bardziej regularnie. Na początku, kiedy opowiadałam o moim małym raju, nie chciałam zdradzić nawet jego nazwy. Pisałam jedynie - "M"... 
W "M" to, w "M" tamto, tajemniczo i enigmatycznie, by nikt inny mojego miejsca nie odkrył. Ale w końcu stwierdziłam, że nie mogę go trzymać tylko dla siebie, że to z mojej strony byłby czysty egoizm i jeśli naprawdę Marradi kocham, powinnam sprawić, by też inni mieli szansę je poznać i dać się oczarować. 
Podkreślałam też wielokrotnie, że to nie typowa Toskania, że nie ma tu obrazków, jakie znamy z typowych toskańskich pocztówek, żeby nie wymagać od miejsca tego, czego dać nie może. A jednak, mimo tych moich "przestróg", niektórzy z Was postanowili w moje strony zawitać. Jedni na chwilę, inni na trochę dłużej, ale zawsze były to dla mnie niezwykle wzruszające momenty. W głębi serca pochlebiam też sobie - może nie tylko dla samego Marradi nadkładaliście drogi, modyfikowaliście wakacyjne plany i improwizowaliście, może też w ułamku zrobiliście to i dla mojej skromnej osoby. 
Ten post jest ukłonem w stronę tych Czytelników, jest podziękowaniem za wspólny czas, za zachwyty i uśmiechy na twarzach, za ciepło, zainteresowanie, za niespodzianki. Teraz wzruszam się jeszcze raz, kiedy czytam Wasze słowa, maile, wiadomości po powrotach do domów. Robi mi się ciepło na sercu, kiedy piszecie, że moje Marradi - patrząc obiektywnie mieścina jakich w Italii wiele - zdołała Was oczarować. Wspominacie uliczki, rzekę, bar, a niektórzy poszli nawet dalej i zachwycili się Lozzole czy wodospadami jakimi upstrzone jest Lamone. Mam nadzieję, że w zamian za wspaniałe wspomnienia zostawiliście tu odrobinę serca i jeśli nadarzy się okazja, wrócicie z radością.

Za chwilę pożegnam ostatniego Gościa, a życie powoli, powoli zacznie wracać na powakacyjne tory.



PER ME to znaczy DLA MNIE (wym. per me)

13 komentarzy:

  1. Generalnie Marradi jest super tylko wiesz niech do przyszłego roku nad lodami jogurtowymi popracują bo trochę nie chce mi się "dymać" do Pallazouolo :) Jeszcze raz dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnę o tym na zebraniu u burmistrza:) Ale do Palazzuolo na święto wina to i owszem?:)

      Usuń
    2. Koniecznie powiedz że te ich jogurtowe to wstyd miastu przynoszą i muszą się poprawić, bo niedobrze się po tych serpentynach jeździ a i owszem to musimy się wybrać do źródeł Lamone a nawet koniecznie
      Piotrek

      Usuń
  2. Witam Pani Kasiu , podczytuję Pani bloga od jakiegoś roku , ale dopiero teraz cofnęłam się do poczatku i przeczytałam" od deski do deski". Moja historia jest cześciowo podobna do Pani - w 2013 roku też wyemigrowalismy z Polski tylko tyle że do Szwajcarii ( niemieckiej części ).Dzięki Pani opowieścią jest mi dużo łatwiej przetrwać tą emigracjię. Czytanie Pani bloga daje wiele radości, optymizmui duzo pozytywnej energii. Dzięki Pani opowieścią zaczęłam dostrzegać piękno otaczajacego mnie świata. Prosze tak trzymać i nigdy się nie poddawać tylko pozytywne myślenie daje nam energie aby dalej iść do przodu. Życzę spełnienia marzeń , pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki .
    Iwona L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło i witam serdecznie w Kamiennym Domu:)

      Usuń
  3. Witaj Kasiu - mimo, że wpadłem do Marradi jak po ogień to smak salami z fenkułem pozostanie na zawsze. Jakże miło było pójść z chłopcami na spacer, zapalić z Mario papierosa i usiąść z Tobą na schodach. To niezapomniane chwile, bez spinania się, nadęcia i testu białej rękawiczki :) Było cudnie :)
    P.S.
    Pozdrowienia dla konduktora :)
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finocchiona zasmakowała też innym:)) Schodów się wreszcie doczekaliśmy:) Dziękuję za brak testu białej rękawiczki!!
      A dzieci za żyrafki:)

      Usuń
    2. I niech mi ktos powie ze nie mozna przewieźć 2 zyraf pociagiem z Florencji do Biforco
      Nicko

      Usuń
    3. Można można, zwłaszcza, że takich mamy wspaniałych konduktorów!:)

      Usuń
  4. Niech Pani nie żegna jeszcze gości bo przyjadę w połowie września:) Bardzo proszę o pomoc- jak nazywa się bar w którym Pani znajomy tworzy smaczne piwa m.in kawowe o którym Pani kiedyś wspominała?
    Być może "a presto!" :)
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Birreria jest w samym centrum Marradi, sama marka nazywa się Cajun. Nie można nie znaleźć - to nie Milano:)
      Proszę dać znać kiedy będzie Pani w moich stronach!

      Usuń
    2. Fantastycznie, dziękuję:) planujemy nadłożyć drogi właśnie do Marradi i może nawet uda nam się spotkać przypadkiem na marradyjskiej drodze/polanie (będziemy spać na dziko pod namiotami i z plecakami podróżować autostopem, liczę że toskańska społeczność nawet w takich małych miastach zechce nas zabrać):)
      Asia.

      Usuń
  5. Kasiu, niestety nie uda nam się teraz zajechać do Marradi :( Z Caprese M. mamy niestety wszędzie daleko i pod górkę :) Strasznie żałuję. Jutro już wracamy powoli do Gdańska.
    Ale nie powiedziałam ostatniego słowa!! Jestem oczarowana Włochami jak zawsze. Pierwszy jednak raz zobaczyłam je powoli i w pełni - tak jak chciałam. Ileż było zjazdów z głównej drogi - nie zliczę.
    Przyjedziemy na pewno w Wasze okolice bo jeszcze dużo tu do odkrycia! Troszkę naszej Toskanii i nie tylko wysyłam na priva. Pozdrawiam i nie przestaję do Ciebie tu zaglądać po inspiracje i optymizm!!! Aneta z Gdańska

    OdpowiedzUsuń

Drukuj