poniedziałek, 20 lipca 2015

Smaki drogi donikąd


- A ja zjadłbym bistekkę - mówi Tomek z błogim uśmiechem. - Mamusiu zabierzesz nas któregoś dnia do il Camino? 
- Z chęcią, ale jeszcze nie dziś i nie jutro. 
- Co ty chciałeś? - pyta Mario, któremu umknąła nasza rozmowa.
- Bistekkę, piękną, krwistą!
- Ale gdzie chciałbyś ją zjeść? Przy stoliku, elegancko, czy na pikniku z ognia?
Tomek myśli i odpowiada bezczelnie:
- Przy stoliku!
Widać w każdym jest potrzeba odrobiny luksusu.
- Kiedy wydam książkę i stanę się drugą panią Rowling, to będę cię zapraszać na krwiste bistekki do il Camino, dobrze? A teraz, musicie zadowolić się pizzą!
- Skończyły się czasy kiedy moje dzieci jadły jedną porcję spaghetti z pomidorami na pół, teraz trzymaj się za kieszeń - mówię do Mario, kiedy chłopcy odbiegają - bistekka po 1,5 kilo dla każdego! 


W niedzielny wieczór nasz przyjaciel zaprosił nas na pizzę. Przystałam na propozycję z nieukrywaną radością, bo w taki upał stanie w kuchni przy zapalonych palnikach, to ostatnie, o czym człowiek marzy. Poza tym i ja lubię odrobinę luksusu z serii "podano do stołu". 
Pojechaliśmy do baity w Campigno, o której tu już dawno temu pisałam i nawet wtedy zastanawiał mnie fakt - jak przy drodze prowadzącej donikąd, bo ta właśnie po 9 km się urywa, mogą być - uwaga - 4 restauracje?!



Przed barem w Biforco, zamiast jechać prosto w kierunku Firenze, można skręcić w lewo. Droga po tych kilku kilometrach się kończy, ale tylko dla samochodów, dla piechurów - dopiero się zaczyna. Na samym końcu jest kompleks budynków - mały kościółek, zabudowania mieszkalne, circolo - bar i restauracja. Miłośnicy trekkingu wiążą dobrze buty, zakładają plecaki i ruszają stąd do wodospadu Acquacheta albo na Monte Lavane. Trudno sobie wyobrazić piękniejsze i bardziej dzikie krajobrazy ... Dlatego właśnie twierdzę, że dla niektórych prawdziwa droga dopiero tu naprawdę bierze początek. Kiedy przed kolacją doszliśmy do ostatniej restauracji w samym Campigno, ta wyjątkowo była zamknięta, ale pozostałe dwie, które mijaliśmy po drodze pękały w szwach. Przed Castagno Vecchio było tyle samochodów, jakbyśmy byli w centrum cywilizacji, a nie na zabitej dechami prowincji. Mulino oświetlone, widoczne z daleka, serwowało wedle niedzielnego zwyczaju grilowane mięsa. 


A w końcu i sama baita, w której zasiedliśmy, również na brak gości nie mogła narzekać, co przełożyło się na to, że pizza ku rozpaczy chłopców na stół wjechała po godzinie. A krótki spacer do Campigno wyraźnie zaostrzył apetyty i dzieci nie wykazywały się cierpliwością. 
- Może trzeba potrzeć lampę, to zaraz się pojawią - odpowiedział Mario żartobliwie na kolejny raz zadane pytanie "kiedy będą pizze?" - wszak robi je nie kto inny, jak Alladino we własnej osobie!  

Z nudów, w oczekiwaniu na pizzę można na przykład postrzelać z widelca kawałkami grissini.  Dodam, że to nie pomysł dzieci!
Otoczenie - sielsko, wiejsko...
Pani Kapryśna - czyli capriciosa!
Obeszło się bez pocierania lampy!
Bez czarów i magii, w końcu wjechały na stół i nasze pizze - margherita, pizza z czosnkiem i pikantnym salame, capriciosa i galattica z gorgonzolą. Oto smaki na początek nowego tygodnia! Pamiętajcie, kiedy będziecie w Italii, szukajcie restauracji w najbardziej absurdalnych miejscach. Jadają tu zwykle tylko miejscowi, i to jak jadają!!

MAGIA to po włosku MAGIA (wym. madżija)

Jeszcze w temacie jedzenia: https://wakacjewtoskanii.pl/aktualnosci/gotowanie-w-toskanii-12-19-wrzesien-2015/ ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE!

11 komentarzy:

  1. O tak, warto szukać ciekawych miejsc na posiłek :), dobrze, że Alladyna nie trzeba było wywoływać, bo kto wie czy by znalazł. Pizze wyglądają pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie żebym sie czepiał, ale donikąd pisze się łącznie. Przyjemnie sie czyta Twój blog, dlatego tylko chciałbym zeby było jeszcze przyjemniej. Pozdrawiam T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, dziękuję za zwrócenie uwagi:)

      Usuń
  3. o rany, jaka ty opalona !!!!!! i zdradziłaś białe sukienki !!!!!!!!!!! ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno sie nie opalic:) Silą rzeczy! A białe sukienki są zawsze na pierwszym miejscu, to tylko jednostkowy wypadek - z serii przerabiam stare ciuchy:)

      Usuń
  4. Super... szczególnie uśmiałem się z kreatywnego oczekiwania na posiłek. :D też tak bym robił hi hi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam pizze :) przez godzinę to można umrzeć z głodu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Kasiu na tych zdjęciach wygląda Pani prześlicznie :). Właśnie tak zawsze wyobrażałam sobie prawdziwe Włoszki- sukienka/spódniczka i nieodzowne piękne buty a do tego długie, rozpuszczone pomimo upału, włosy. Zdaję sobie sprawę, że tak jest w filmach a niekoniecznie w rzeczywistości ale to nieistotne- Pani właśnie mi udowodniła, że nawet w Marradi można wyglądać rodem jak z najlepszego włoskiego filmu ;). Pozdrawiam serdecznie, Karolina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałaś dodać o pięknych, smukłych nogach!!!!!

      Usuń
  7. Bardzo ładne zdjęcia. Widać, że masz dryg do fotografii :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj