piątek, 17 lipca 2015

Optymizm chodzi w kapeluszu


- To może te samochodziki sprzedacie? Stoją tam i stoją i się nie bawicie?
- Bawimy! Będziemy się bawić!
- A jakieś figurki?
- Figurek nie sprzedamy! - wołają chórem.
- Poszukajcie czegoś, przecież nie po to wykupiłam wam stragan, żeby stał pusty. Może pluszaki?
Patrzą na mnie przynajmniej tak, jakbym im proponowała sprzedanie własnej duszy.
- Plu - sza - ki????
- Eh... nie ważne. Sama poszukam czegoś w szafie.

Po godzinie dokładają do przygotowanego "towaru" 1 książkę (słownie: jedną), szczęśliwi, że z czystym sumieniem mogą coś sprzedać, bo książki akurat mają dwie. Pakuję wszystkie klamoty w wygodne torby i kontroluję cieżar, świadoma tego, że być może z tym wszystkim na piechotę będziemy musieli wrócić do Biforco. 
Kiedy po skończonych lekcjach docieram na marradyjski plac, witają mnie radośnie: 
- Sprzedaliśmy kapelusz! Popatrz komu!



Szczęśliwi z dokonanej transakcji z przyjacielem, pozostałe kapelusze i czapki postanowili jednak zachować. 
- Patrz mamusiu, jakbym przeciął tu gumkę, to ta czapka byłaby na mnie dobbra. 
- Nic nie będziemy przecinać! Tylko to sprzedaliście? 
- Tak, ale następnym razem przyniesiemy jeszcze inne rzeczy!
- Chcecie lody?
- Już zjedliśmy. 
- A skąd mieliście pieniądze?
- No jak skąd? Przecież sprzedaliśmy kapelusz!



O 23.00 kiedy pierwsze stragany zaczynają się zwijać, pytam:
- Może już pójdziemy - sama jestem zmęczona, bo przeszłam z góry na dół miasteczka dziesięć razy. 
- Poczekajmy! 
- Jeśli do tej pory nic nie sprzedaliście, to wątpię, by teraz coś się zmieniło. 

Znów, tak jak rok temu szkoda mi ich, że nic więcej nie "zarobili", ale oni sami szczerze mówiąc na bardzo zawiedzinych nie wyglądają. Chyba świetnie się bawili - na zmianę stali przy stoliku i ganiali z przyjaciółmi, ustalając między sobą zmiany na posterunku.
Tyle w nich niepoprawnego optymizmu! Do pozazdroszczenia...

CAPPELLO to znaczy KAPELUSZ (wym. kappello)

3 komentarze:

  1. Jeden z wielu cudów Italii, który urzekł mnie to biegające bambini po godz. 22.00 po placu z lodami w ręku albo i bez. Pełne kawiarnie, bary, schody zapełnione śpiewającą młodzieżą normalnie jak wampiry życie nocne prowadzą. Dla człowieka, który za dziecka zawsze szedł spać po dobranocce to było szokujące doznanie. Optymizm wszechobecny i wszechogarniający. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alez oni swietnie wygladaja, ten kapelusz i kamizelka, normalnie wloski szyk!...Jak spojrzalam na Tomka, to jedyne co przyszlo mi do glowy: Giuseppe :-) Normalnie Giuseppe na wloskim placu. Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  3. Optymizm jest ważny. Tylko go pogratulować i chłopakom i Tobie. No, ale w takim miejscu nie może być inaczej. :) Mi niestety go często brakuje. Ale co tam... perspektywa kolejnych wakacji już mnie cieszy :)
    Cudnie tam u Was! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj