środa, 8 lipca 2015

Gość w dom


Moim wielkim marzeniem jest mieć własne B&B. Długa droga przede mną, ale może w końcu kiedyś się uda... Lubię dbać o gości, rozpieszczać ich smakołykami, przygotowywać pokój, ustawiać kwiaty, układać ręczniki, witać ciastem albo zimnym piwem. Lubię widzieć uśmiech na twarzy, pokazywać moje miejsca, opowiadać historie i angedotki ... 
Teraz robię to tylko dla starych przyjaciół i rodziny, a te momenty odwiedzin są zawsze wyczekiwane. Z racji moich stałych zajęć i mocno napiętego grafiku, nie mogę niestety poświęcić gościom tyle czasu, ile bym chciała, ale staram się, by wyjeżdżali z rodzącą się tęsknotą za kolejnym powrotem...   


Pewne odwiedziny są szczególnie wyczekiwane przez chłopców. Spotkać się z przyjacielem od kołyski po kilku miesiącach rozłąki, jest zawsze wielkim przeżyciem. A atrakcji dla dzieci u nas nie brakuje. Wystarczy rzeka pod domem, która pełni funkcję niebanalnego  placu zabaw i cuda można wymyślać! A poza tym jest też wytchnieniem, kiedy asfalt na ulicy zaczyna przechodzić w stan ciekły.  


Gorąco jest naprawdę! Ja nacieszyć się nie mogę, bo kiedy termometr zdecydowanie przekracza 30 stopni, dopiero zaczynam żyć i czuję się jak ryba w wodzie. Ale oczywiście nie wszyscy znoszą ciepło tak dobrze jak ja.
Pomyślałam, że aby gości zbyt nie męczyć, zabiorę ich do Modigliany - ładnie, urokliwie, bez turystów, ot tak żeby pokazać nowe miejsce, zjeść lody i poczuć klimat włoskiego miasteczka. Samochód szczęśliwie, dzięki uprzejmości miejscowych, udało się zaparkować w cieniu - to już wielki sukces. Poprowadziłam wycieczkę tą samą trasą, którą spacerowaliśmy całkiem niedawno.
- Zabierzemy ich na roccę? - zapytał Mikołaj.
- Zwariowałeś? Przeklną nas, jest gorąco jak w piekle!
A goście nie w górę, w stronę rokki wzrok zadzierali, tylko w dół tęsknie patrzyli na rzekę, więc zaraz znaleźliśmy schodki i dalej spacerem po wodzie, wzdychając z rozkoszą, dając ochłodę stopom. 


Nic już więcej nie wymyślałam. Jedynym sensownym pomysłem było przysiąść w cieniu i zajadać lody. Zdaje się, że najbliższe dni to będzie tylko rzeka, basen i schłodzone "piwo" imbirowe produkcji naszych gości.


A gdyby ktoś myślał, że przesadzam pisząc o piekielnym cieple - oto dowód i tylko strach pomyśleć ile stopni pokazały termometry we Florencji:

Modigliana 7 lipca 2015, 44 stopnie 
CIEŃ to po włosku OMBRA

2 komentarze:

  1. Pani Kasiu wczoraj wybralismy sie do Florencji, termometr pokazywal 48 stopni w cieniu! Upal straszny, ale to nie przeszkadza zwiedzac tak pieknego miasta. Pozdrawiam Paulina

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Kasiu, w Polsce tez goraco! Rowniez uwielbiam slonce i cieplo tak jak Pani... takze w Polsce poki co tez korzystamy z pieknego lata... juz tydzien ten upal u nas trwa ;) pozdrawiam serdecznie, czytelniczka Magda ;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj