środa, 15 lipca 2015

Dni targowe


Nie raz pisałam już o cotygodniowych mercato w Marradi i wspominałam też o tym, że każde włoskie miasteczko ma oficjalnie ustalony konkretny dzień targowy. W tych mniejszych, chociażby jak moje, będzie to tylko jeden dzień, w większych nawet dwa lub trzy dni w tygodniu. Jeśli przyjedziecie do Włoch i będziecie chcieli zawitać na mercato - a powinien to być obowiązkowy punkt wycieczki, wystarczy sprawdzić na stronie gminy, na który dzień tygodnia przypada, bądź już na miejscu zapytać się w pierwszym lepszym barze. 


Taki targ trwa od rana do około 12.00-13.00, potem wszystko cichnie. Poza owocami, warzywami, mięsem z rosticerii, serami z nabiałowej budki, znajdziemy też tysiąc i jeden drobiazgów - dywaniki, garnki, spinacze, obrusy i przede wszystkim ubrania! 


Ubrania sprzedawane są zazwyczaj przez Azjatów, ale wierzcie mi na tych straganach za kilka euro można znaleźć coś ciekawego. Temat tych ubrań to w ogóle zagadnienie na osobny elaborat, ale nie ma co się dumą unosić, bo często to są te same rzeczy, które znajdziemy w sieciówkach znanych marek, zmienia się tylko metka. Tak to działa i zatoczyło takie kręgi, że chyba nie sposób ten mechanizm zatrzymać. Made in Italy trzydzieści lat temu znaczyło zupełnie coś innego, teraz kojarzone jest głównie z bluzką za 5 euro sprzedawaną na targu. Nowe czasy ... 


Przy okazji ciuchowego tematu, zastanawia mnie fakt, że przy całym włoskim kryzysie, sklepy z używaną odzieżą, tak popularne w Polsce, w Italii są wciąż rzadkością, przynajmniej w Toskanii.
Czasem na targach pojawia się jakaś budka "second hand", tak jak w Marradi i warto do niej zaglądać, bo za 2-3 euro można wyszperać prawdziwe perełki. Nie mam w tej kwestii niestety talentu i zawsze okazje przechodzą mi koło nosa, ale moja znajoma zdobyła ostatnio na takim straganie mini kopertówkę Armaniego za kilka euro. Nie żeby interesowały mnie marki, ale przyznam, że to był rzeczywiście mały skarb i zaraz sama popędziłam w poszukiwaniu super okazji. Jak zwykle - bez sukcesu:) 
Miłego środka tygodnia i jako bonus upalna Faenza w targowy dzień:


UBRANIA to po włosku VESTITI (wym. westiti)

7 komentarzy:

  1. Cudnie i slonecznie, Pozdrawiam serdecznie z deszczowej Irlandii Alicja

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako dziecko dziadek zabierał mnie na tzw. rynek czytaj targ, uwielbiałem te targowanie się, w Italii miałem okazje być na takim targu o ile pamiętam to w Asyżu - niezapomniane przeżycie zapachowo - kolorowy zawrót głowy. Obowiązkowy element w podróży po tym pięknym kraju. Pozdrawiam. Ten balon ze słońcem jeszcze nie doleciał pewnie go Czesi podprowadzili. :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Z podróży poślubnej do Włoch, którą otrzymaliśmy z Mężem w prezencie, zapamiętaliśmy "Made in Italy" jako coś wspaniałego, to jak Włosi się tym chwalą, cieszą się z tego, jacy są dumni że sami coś wytwarzają, to niezwykłe. Sami nie mogliśmy się powstrzymać i mamy teraz mnóstwo breloczków, magnesów i figurek z tym magicznym napisem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu, trafiłam na Pani bloga przez przypadek, ale już na nim zostanę. Od kilku dni czytałam archiwum, po kilka godzin dziennie, i trochę mi żal, że już całe przeczytałam :) Dziwne to uczucie, że teraz będę już na bieżąco. Pani wpisy poprawiają humor oraz dają nadzieję. Nie byłam jeszcze w Toskanii, ale Italia od wielu lat jest moją wielką miłością. Uwielbiam czytać Pani wpisy i oglądać zdjęcia. To jak Pani opisuje wszystko dookoła sprawia, że człowiek czuje się jakby tam był. Życzę, aby spełniły się wszystkie Pani marzenia :)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Włoskie targi są rzeczywiście wyjątkowe. Inne niż nasze - polskie. Jak to mówi pewna 'fajna' osoba ;) 8... SĄ SUPER

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja az tak wielka fanka targow(nawet tych wloskich) nie jestem, czasami mi sie zdaza odwiedzac je, czesciej zima niz latem i glownie stoiska z pasmanteria i przyborami do szycia. Owocow i warzyw na targu kupowac nie lubie z roznych powodow. Kiedys dzien targowy oznaczal kurczaka z rusztu na obiad teraz nawet ta tradycja zanika, tak mi sie wydaje. Ale przez pierwszych kilka lat mojego mieszkania w Italii regularnie jadalam to danie na obiad raz w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podczas pobytu w Toskanii chętnie jeździliśmy na targi,żeby pochodzić pomiędzy stoiskami popatrzeć na asortyment,nacieszyć oczy tym wszystkim co tam zgromadzone, dla też dla samej atmosfery.Oczywiście za każdym razem były udane zakupy, przede wszystkim owocowe, dodatkowo buła z porchettą , a i przywiozłam sobie obrusy i koce.Co prawda później okazało się, że są z metką made PRC, ale z toskańskimi motywami więc kiedy na nie patrzę wracają wspomnienia, a producent w tym momencie jest dla mnie nieistotny.Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń

Drukuj