poniedziałek, 29 czerwca 2015

W cieniu morwy



Morwa po majowej burzy, morwa w zimowym uśpieniu, morwa październikowa...
Pamiętam "moją" morwę w cieniu murów Casaluccio ... Pamiętam też morwę nad piaskownicą na warszawskim Grochowie, która zawsze brudziła piasek... Jest coś literackiego w morwie ... Czy ktoś o niej już pisał? A może film jakiś był? Nie wiem czemu tak poetycko mi brzmi, może to właśnie zasługa mojej lutirańskiej morwy, którą sfotografowałam niezliczoną ilość razy, w najróżniejszych odsłonach.... A może znów przesadzam z tą poezją i dopatruję się jej nawet w zwykłym krzaku ...?





Nie jadłam nigdy jej owoców, dopiero tu w Italli poznałam ich smak i odkryłam, że poza czarną istnieją też inne gatunki. Równie popularne w okolicy są chociażby morwy białe. 
Pisałam już kiedyś o marradyjskich morwach, ale to jest jeszcze historia do zgłębienia na inny raz.



Kilka dni temu zatrzymał się u mnie Lorenzo i pochwalił swoim konfiturowym debiutem. Debiutem nie byle jakim, bo z owoców morwy. Kilka drzew rośnie koło jego domu i obrodziły w tym roku nieprawdopodobnie.
W niedzielne popołudnie pojechaliśmy więc na Cavallarę ogołocić do reszty uginające się od dorodnych owoców drzewa.... Skoro Lorenzo tak zachwalał, grzechem byłoby samemu nie spróbować!
Aby nie być gołosłownym najpierw zostaliśmy zaproszeni do kuchni na degustację:


Zajadał się nawet Mikołaj, który z dżemów i konfitur to najbardziej lubi keczup. Musiałam się skłonić przed tym debiutem i kiedy już w słoiku zaczęło prześwitywać dno, złapaliśmy miski i ruszyliśmy szturmem na drzewa! 





Postanowiłam pójść o krok dalej niż Lorenzo i popełnić też marmoladę z białych owoców. Różnica w smaku jest zdecydowana. Czarne są o wiele bardziej aromatyczne i przypominają nieco w smaku jeżyny, jednak są od nich wiele słodsze i niewątpliwie łatwiejsze do zbierania. Białe, które tak naprawdę w szczycie dojrzałości przechodzą w blady róż albo lila, są jeszcze bardziej słodkie niż czarne, dla mnie wręcz za bardzo, już ciut za mdłe, dlatego konfiturę przełamałam sokiem z cytryny, ale o procedurach, cukrach i słoikach wkrótce w "Kuchni". Dziś tylko zdjęcia, bo tych było prawie tyle ile morw.






Lato w pełni na Cavallarze ... Żółto od ginestre, zapach mięty w powietrzu, drzewa uginające się od owoców - czereśnie, morwy, brzoskwinie i cykady, że aż świdruje w uszach... 

MORWA to po włosku GELSO (wym. dżelso)

2 komentarze:

  1. Dzisiaj też przerabiałam na marmoladę to co w moim ogródku, czyli porzeczki wszelkiej maści i agresto - porzeczki, sprawiło mi to nawet pewną przyjemność choć, jakby na to nie patrzeć, w pewnym stopniu jest to przygotowywanie się do zimy, a zimy bardzo, bardzo nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli masz za dużo morw, proponuję najprostsze lody świata: zmiksuj morwy z bananami i zamroź. Są przepyszne :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj