środa, 24 czerwca 2015

Radość dziecka, radość matki



- Mamusiu mamy węża!! - biegnie Tomek ze słoikiem w ręku i woła z daleka. 
Mają węża! No może nie jakiegoś tam boa, a małą gadzinę, maleńką nawet, jednak radość jest ogromna. 
- Wypuśćcie go! A w ogóle to na pewno wąż, a nie żmija?
- Biscia wodna. 
- Niech będzie. Wypuśćcie go, nie męczymy stworzeń. 
- Jak przyjdzie Mario, chcemy mu pokazać.
Tyle radości z jednego gada.  
Ta rzeka pod oknami to zbawienie. Nawet kiedy ja jestem zajęta od rana do wieczora nie muszę się martwić, że brakuje im rozrywek. Co jakiś czas tylko wściekam się na mokre plamy w salonie, bo krążą w te i we wte zostawiając za sobą kałuże wody.





Nurkują, skaczą, szukają przygód jak Tom Sawyer. Brodzą w wodzie jak czaple i polują na rozmaite stworzenia. Tańczą ze mna walca w salonie, kręcą piruety na łące. Bujają w obłokach. Wymyślają zabawy jak ich rówieśnicy sto lat temu. Zachwycają się kwiatkiem, biedronką, chrabąszczem. Są niebanalni, niezwykli, wyjątkowi. Czasem zdają się być tak nierealni, jakby byli bohaterami jakiejś bajki, ale...



Ale przy całej cudowności są też całkiem zwykłymi dzieciakami, które lubią grać w maincrafta, czy jak tam czort się zwie, podjadać nutellę, kiedy nie patrzę, robią bałagan gdziekolwiek się ruszą. Bawią ich rozrywki całkiem przyziemne i banalne, dlatego też kiedy Mario powiedział, że w Faenzie stanął lunapark i zaprasza chłopców na popołudniową zabawę, ci zaraz stali w progach startowych i aż przebierali nogami z niecierpliwości!



Jednak kiedy przyjechaliśmy do Faenzy uczciwie muszę przyznać, że nie wiem, kto bardziej skakał z radości - ja czy chłopcy? Na części placu rzeczywiście ustawiono atrakcje obwoźnego wesołego miasteczka - z domem starchów, z karuzelami i strzelnicą i z całą tą plastikową tandetą, którą uwielbiają dzieciaki. Za to z drugiej strony ... 


Z drugiej strony ustawili się producenci z Romagnii - rolnicy, sadownicy, winiarze i hodowcy! Radość moja była chyba największa, bo takie targi to coś, co uwielbiam! Pomidory, czereśnie, sery, wędliny, sałaty, wypieki, miody i sami sprzedawcy tacy swojscy w kapeluszach, że mogłabym między tymi straganami krążyć do nocy. Nie jestem typową kobietą, po pół godzinie w centrum handlowym dostaję szału, ale zabierzcie mnie na mercato ze starociami albo z jedzeniem -  zatracam się bez pamięci! 
Kto był i widział, ten nie powinien się dziwić - włoskie targi są wyjątkowe. 



FRUTTIVENDOLO - to SPRZEDAWCA OWOCÓW i WARZYW (wym. fruttiwendolo)

9 komentarzy:

  1. zwykłe życie pięknie pokazane.... i ludzie tacy radosne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze morele czy to brzoskwinie na tym straganie 2 euro, a u nas 12 zł. Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  3. Eeee. nie jesteś jedyną (na szczęście), która dostaje szału w sklepie. U nas jest tak, że mamy listę, kupujemy szybko co trzeba i w nogi z tej krainy nieszczęścia i męczarni :) Faktycznie targ - to co innego. Szczególnie tan włoski. Ciągle mam obrazek z Greve in Chianti. Ten klimat, zapach, smak... Cały urok! I tłok nie przeszkadza :) Super.

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak! Się fruwa po targach i stoiskach, a ja tu czekam na nowy post z poranną kawą, która już wystygła! Pięknie :)) Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  5. A propos targów staroci, gdzie "w pobliżu" Was takowe są? Albo gdzie szukać informacji?
    Pozdrawiam
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas są w Marradi mercatini co czwartek w lipcu i sierpniu, ogólnie rzeczy używanych są też i starocie. Jest we Florencji i w Arezzo tu w pierwszą zdaje się niedzielę miesiąca. Poza tym będąc tu trzeba sledzić plakaty. zawsze są ogłoszenia o aktualnych wydarzeniach.

      Usuń

Drukuj