poniedziałek, 8 czerwca 2015

Po sąsiedzku


Po długich weekendach i odpoczynkach ruszamy w ostatni szkolny tydzień. Zegar odliczający do końca lekcji już głośno tyka i wszyscy z radością przebierają nogami. Upał jest nieziemski, co dla mnie znaczy życiodajny - wczoraj w Faenzie o 18.20 termometr wskazywał 37 stopni! Woda w morzu ma temperaturę zupy. Wszystko kwitnie, eksploduje zapachami i dojrzewa. Stragany wypełniają się melonami i arbuzami. 

Ponieważ zbliża się czas urlopów, dlatego dziś, trochę nietypowo, przedstawię Wam przyjemne miejsce noclegowe. Gdyby ktoś nie miał jeszcze skonkretyzowanych planów na wakacje, może zdecyduje się jednak wstąpić do Mugello. 
Polecam z prawdziwą przyjemnością, bo to po sąsiedzku, za rzeką, więc prawie jak u mnie. Idealne miejsce dla tych, którzy większość czasu spędzają w terenie, którzy lubią piesze wędrówki i swojską atmosferę. Kilkadziesiąt metrów stąd biorą początek górskie szlaki. Do stacji kolejowej raptem 5 minut piechotą - a pociąg do Florencji jedzie godzinę. 
Apartament jest świeżo wyremontowany, jasny i słoneczny. Kuchnia pełniąca też rolę saloniku, dwie sypialnie - jedna z małżeńskim łożem, druga z dwoma pojedynczymi łóżkami i łazienka. 



Cena w zależności od sezonu, długości pobytu i ilości osób, w granicach 80 euro za apartament za dobę, ale o szczegóły pytajcie mailem. 
Propozycja znajdzie się w zakładce "wakacje w Mugello". 
Marradi czeka!  
Tymczasem życzę Wam wspaniałego tygodnia!

POLECAĆ  to po włosku CONSIGLIARE (wym. konsiliare)

18 komentarzy:

  1. jak już kiedyś pisałam super miejsca ale nie na nasze polskie kieszenie.... może kiedyś na stare lata... kto wie... mnie upały niestety nie służą uczulenia od słonka się nabawiłam... na szczęście od 2 dni jest pochmurnie i mniej ciepła....ostatnio u nas po 19 na słonku było 45C makabra....

    OdpowiedzUsuń
  2. 80 euro za 4 osoby to zdecydowanie taniej niz nad zimnym polskim morzem. Wiec w dalszym ciagu nie potrafie zrozumiec tego podejscia i rozumowania, ze to drogo.
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można tak, Panie Nicko. Proszę się nie obrazić, ale nie lubię tego ironicznego tonu. Cena jest niezwykle kusząca jak na Włochy, mam nadzieję, że sama niedługo odwiedzę ten zakątek, ale proszę nie wykazywać się brakiem zrozumienia dla wielu polskich rodzin, które na taki wyjazd po prostu nie stać i wybierają się nad polskie morze z wielką radością. To nie tylko cena apartamentu, ale również dojazd, koszt paliwa, który jest inny niż w Polsce, trzeba mieć sprawne autko na tych wzgórzach, żeby się nie stresować, że coś się zdarzy, szczególnie jeszcze jeśli jedzie się z dziećmi. Proszę również uwzglednić fakt, że inaczej można wyceniać w miarę przewidywalny cenowo pobyt nad polskim morzem z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym/szkolnym, a inaczej w miejscach, gdzie gałka loda kosztuje 1,2 eu. Dorosły sobie odmówi, a odmówi Pan dziecku? ;-). Przyzna Pan, że jest to jednak wymagająca większej odpowiedzialności finansowej wyprawa z rodziną ;-). Pani Kasiu, miejsce super. Powinni tam Panią ozłocić za promocję:)! Blog czytam zarażona przez siostrę, codziennie do kawy. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Myślę, że Nicko chodziło o to, że nawet w Italii można oszczędnie spędzić wakacje, a nad polskim morzem przehulać dużo pieniędzy. Takie na przykład Marradi nie ma wielu pokus, nęcących dzieci, no poza lodami:)) Ale też z lodami jest tak, że najmniejszy tu w barze kosztuje 1 euro i jest wielkości dwóch dużych gałek "polskich". inna sprawa że nie wiem jak teraz się mają ceny lodów w pl, ale to pewnie wyjdzie podobnie. Dystans - oczywiście dalej i samochód trzeba mieć sprawny, ale jeśli chodzi o wydatki na miejscu to polskie morze (które po sezonie uwielbiam) jest strasznie drogie i co gorsza utrafienie w pogodę to jak gra w ruletkę. Myślę, że jeszcze panuje taki mit, że jak oszczędnie to nad Bałtyk, a kto się nie liczy z pieniędzmi to za granicę. Jednak to wszystko kwestia organizacji, fantazji, dopasowania się.
      Bardzo dziękuję za mile słowa, zawsze mi miło kiedy ujawniają się nowi czytenicy:)

      Usuń
    3. Mój ton wcale nie był ironiczny chciałem pokazać, iż przeświadczenie o wysokich kosztach wakacji za granicą minęły bezpowrotnie. Okazuje się jednak, że to przeświadczenie dalej w Polsce pokutuje. Nie jestem w stanie pojąć tego, ze ludzie płacą nad polskim morzem 8 zł za lurowata breję, którą nazywają kawą, a 1 euro to już majątek całego życia. Bilety do Italii można już kupić za 19 zł, no chyba, ze ktoś się boi latać samolotem to trzeba autem się wybrać - jednak z tego co się orientuję benzyna w Polsce też chyba nie jest za darmo i za autostrady też się płaci. Podobne porównania mozna mnożyć i mnożyć. Nie chcę nikogo przekonywać do wakacji w Italii jednak nie mogę słuchać i czytać tym bardziej informacji, że tam to drogo - nie jest drogo tylko trzeba umieć się zorganizować.
      Nicko

      Usuń
    4. A ja nie mogę słuchać, że w Polsce jest tylko lurowata breja za 8 zł, zimne morze, śmierdzące ryby i wysokie ceny. Wakacje w Polsce to nie tylko Pana stereotypowe spojrzenie na nasz kraj. Wypoczynek w Polsce w pięknym miejscu w gospodarstwie agroturystycznym jest znacznie tańszy niż w podobnym włoskim. Błagam, niech mi Pan nie pisze, że ceny we Włoszech są takie jak w Polsce. Proszę mieć na względzie ludzi, którzy zarabiają w Polsce średnią krajową i na włoskim paliwie daleko by nie zajechali. Uznał Pan, że "przeświadczenie dalej w Polsce pokutuje", otóż nie jestem przeświadczona, ale doświadczyłam tych kosztów na własnej skórze. Nie uważam, że nie było warto, ale mam na tyle empatii w sobie, żeby zrozumieć, że są w Polsce rodziny, których na to nie stać i organizują w Polsce tańsze wakacje. Nie warto reklamować i oceniać miejsc Pani Kasi przez pryzmat pieniędzy. To bez sensu. Każdy, kto zechce być w tym miejscu, to będzie. każdy kto doceni spokój i naturalne piękno, zapłaci... Po co od razu te teksty o przeświadczeniach, zimnym morzu, lurowatej brei i tak dalej?

      Usuń
    5. Dlatego też nie ośmieliłem się reklamować tych miejsc - to nie jest mój blog i niczego na nim nie reklamuję wyrażam jedynie swoją opinię, a do tego mam prawo. Zastanawiam się do czego zmierza ta dyskusja - jeśli chce mnie Pani/Pan przekonać do tego, iż wypoczynek nad polskim morzem to przyjemność to radzę sobie darować. Natomiast posądzanie mnie o brak empatii i stereotypowe myślenie jest już zupełnie kuriozalnie - przecież ja nikogo na siłę do Italii nie ciągnę. To już chyba nie te czasy, że Polacy jadąc na urlop za granicę zabierali ze sobą worek ziemniaków - żeby było taniej.
      Nicko

      Usuń
    6. Jedna z czytelniczek pod Pani Kasi tekstem napisała, że to nie na polskie kieszenie, a Pan napisał pod tym swoje o polskim, zimnym morzu i że Pan tego nie rozumie. Potem o kawie, która już koniecznie musi być u nas lurowata i za 8 zł i polskim przeświadczeniu o cenach, oj jacy to my jesteśmy "przeświadczeni", a Pan (najwidoczniej) nie jest, bo zna się na kawie i cenach tanich lini lotniczych. Więc Panu tłumacze trzeci wpis. Są w Polsce rodziny i wcale nie jest ich mało, dla których taki wyjazd to ogromny koszt i wybierają domek na Mazurach ze znajomymi, bliżej, bez strachu, co się stanie, jak auto w połowie drogi się zepsuje i lawetę trzeba będzie wzywać ;-). We Włoszech ceny są wyższe niż w Polsce. Para z małym dzieckiem może tego bardzo nie odczuć, rodzina z dwójką starszych dzieci już tak. Poza tym skąd Pana uprzedzenie, że od razu ktoś ceny włoskiej agroturystyki do polskich nadmorskich kurortów przyrównuje? I nie napisałam o dosłownym reklamowaniu, oj tego proszę mi nie wmawiać. Myślę, że do miejsc, w których jest Pani Kasia, słowo "reklama" nie pasuje. I w zdaniu o reklamie sens był daleko inny niż posądzanie Pana o reklamowanie. Tymi miejscami można się tylko zachwycać i to opisywać, w kadrze zatrzymywać. Super, że jest ten blog i jeszcze udostępnia nam informacje o noclegach. Po prostu nie podobało mi się, że Pan z pewną wyższością wypowiada się na temat uwagi, że to nie na polską kieszeń, ponieważ może tak być rzeczywiście, zważywszy na to ile Polaków w ogóle wyjeżdża na wakacje :(. Też mam prawo wyrazić swoje zdanie, a że ten blog, mam wrażenie, skupia ludzi wrażliwych, postanowiŁAM w obronie "polskich kieszeni" się wypowiedzieć :). A polskiego morza trochę też obronię, bo i włoskie przed sezonem i polskie po sezonie uwielbiam. W sezonie oba są trudne do zniesienia. Choć może polskie "kuuuukurydza gotowana" wolę od smutnych handlarzy i bazarku chińskich ręczników/okularów oraz usług masaży...
      Tak, to na szczęście nie czasy ziemniaków w bagażniku, ale taż nie czasy, że w polskich kawiarniach porządnych ekspresów nie ma...
      Ewka

      Usuń
    7. Tak się Szanowna Pani Ewo zastanawiam czy my mówimy (piszemy chyba bardzie pasuje) w tym samym języku bo chyba nasze ciągi myślowe jeśli chodzi o komunikację gdzieś się mijają. Nie było moim zamiarem obrażanie tutaj kogokolwiek, reklamowanie czegokolwiek i udowadnianie, że włoska kawa lepsza od polskiej - podniosłem jedynie kwestię, że z tą drożyzną w Italii to przesada - wiec proszę się tak nie oburzać bo chyba nie warto wpadać w histerię broniąc tak zaciekle polskiego kolorytu z wrzaskiem na plaży kawa, kawucha. Widać czasy się zmieniły ale mentalność jeszcze nie - życzę w takim razie cudownych wakacji nad polskim morzem i pysznej kawy z ekspresu.
      Nicko

      Usuń
    8. Oj, w ostatnim zdaniu widzę, jak mało Pan zrozumiał, jakby nic nie przeczytał. Jeśli "lurowata breja" nie jest epitetem nacechowanym pejoratywnie, to ja chyba faktycznie mówię inny językiem, Pan natomiast nie rozumie słowa "poza sezonem". Jako bywalczyni Włoch uważam, że jest drożej, ale już dawno nie jest drożyzna... Moja uwaga we wszystkich moich wpisach dotyczyła jednak czegoś innego... Jeśli ja wpadam w histerię to Pan zapracie i bez odrobiny refleksji trwa przy swoim, by tylko wygrać tę rozmowę ;-). Zaczyna mnie to nawet bawić, bo strasznie to stereotypowe ;-)
      Ewka

      Usuń
    9. Szanowna Pani, ja nie czytuję bloga Kasi po to aby wygrać cokolwiek, a już tym bardziej utarczkę słowną. Każdy mój wpis kwituje Pani tym, że nie rozumiem tego co jest napisane wyżej, posądza o stereotypowe myślenie (tak na marginesie sformułowania "bywalczyni Włoch" też nie rozumiem). Na grę i zabawę z Panią się nie piszę bo nie wiem co by na to powiedziała moja druga połowa (a ludzie z południa bardzo zazdrośni). Wiec tak jak już wyżej napisałem życzę Pani cudownych wakacji nad polskim morzem i pysznej kawy z ekspresu i do zobaczenia w Italii gdzieś poza sezonem. Kończę temat i idę napić się kawy.
      Nicko

      Usuń
    10. Bo nic Pan nie rozumie, ciągle, ciągle :) Za to pięknie prowadzi konwersacje robiąc ze mnie histeryczkę, niemądrą Polkę, co się nie zna i nie wie, co to dobra kawa, nie wie - tak jak Pan! I jeszcze nazywa się bywalczynią ;-). Chciałam Panu tylko zwrócić uwagę, że za przeciętne polskie wynagrodzenia, mając na utrzymaniu dwójkę dzieci, trudno zorganizować jakiekolwiek wakacje we Włoszech i rozumiem komentarz Pani Olgi i się z nią zgadzam, znając to z autopsji, znając ceny i tu i tam. To nie są przeświadczenia, tylko zwykłe przeliczniki cen. Mam prawo, czy moje zdanie zostanie nazwane "przeświadczeniem"?
      *"Bawi mnie to" - oznacza co innego niż "chcę sie bawić" . I kto tu stosuje językowe gry? ;-)
      *"bywalczyni" - rodzaj męski od "bywalec".
      Ja Panu życzę miłych wakacji, w miejscu gdzie sprawią Panu i Pana rodzinie radość, bez ironii i wyższości, od której aż kipią życzenia dla mnie :( I tyle. Koniec - powiedział zaskroniec!
      Ewka

      Usuń
  3. Wygląda na fajne miejsce :), wcale nie drogo. To 20 euro od osoby za noc... Nie jest może w centrum Firenze, ale chyba o spokój chodzi! No i te szlaki na wyciągnięcie ręki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Malkontenci my jesteśmy, my Polacy ... Wakacje - żona (w ciąży) ja i 3 dzieci miejsce Szklarska Poręba ilość dni 5 przejazd auto własne wyżywienie na miejscu koszt ogółem 3500 PLN = ok 850E, a propozycja Pani Kasi = 80Ex5=400E= ok 1600PLN + dojazd + jedzenie można pokosztować na miejscu, można wziąć makaron z domu :). Koszt baaardzo podobny i ile można po drodze zwiedzić. Pozdrawiam wszystkich polskich malkontentów, którym nad polskim morzem drogo i zimno a nad włoskim drogo i za gorąco :) ... Baci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteśmy, skoro Pan nie jest ;-)? Ja myślę, że musiałby to ktoś dokładnie przeliczyć, żeby ta dyskusja choć konstruktywna była ;-). Na moje oko 3500 PLN z taką gromadką nie starczy, ale dla chcącego... Warto byłoby wiedzieć, czy w pobliżu jest dyskont i jaki, ceny wtedy można sprawdzić na stronie, czy warto brać auto, jeśli samolotem, to jak można dotrzeć na miejsce bez auta, jaki jest koszt, ceny winiet po drodze, płatnych autostrad... itd. Czy chce się przy okazji coś zwiedzić, jakie są ceny biletów wstępu, dojazdu.... Wtedy można ocenić, czy koszt będzie podobny. I na pewno nie warto brać makaronu z Polski!!! :)
      Ewka

      Usuń
    2. Ja tylko informacyjnie dodam odnośnie cen z marketu marradyjskiego, który cenowo jest umiarkowany - są bardziej korzystne miejsca na zakupy, ale tak czy inaczej paczka makaronu barilla to 70 centów (ostatnio na promocji był za dużo mniej)

      Usuń
  5. Niech mi ktoś znajdzie tani lot, bo nie mam w tym doświadczenia, to lecę z rodziną (2+1) :) Termin nie gra roli, lepiej po sezonie, bo mam małe dziecko :) Pani Kasiu super propozycja!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam wszystkich, a w szczególności Panią Kasiu:) Ja wiem, że miłość potrafi zaślepiać... i w tym przypadku zapewne tak jest, że Pani, Pan Nicko sercem reklamują "swój" świat. Trudno mieć to za złe. Ale jak ktoś pisze, że 80 zł od osoby, to tani nocleg, to ja się z tym zgodzić nie mogę. W Polsce mam nocleg w stolicy Tatr (nad morzem zresztą też) za 40 zł o standarcie hotelowym. Bez wyżywienia oczywiście. Ponadto tanio przejazd a krajobrazy???? Wszędzie mogą być piękne. W końcu Włosi czy Hiszpanie przyjeżdżają dla tych krajobrazów do nas... Jeśli chodzi o cwaniactwo (mam na myśli naciąganie turystów), to też istnieje na całym świecie. Uważam, że warto poznawać na miarę możliwości jak najwięcej ale najgorsze, co można robić to przedstawiać w negatywnym świetle własną ojczyznę. A zauważyłam, że wiele osób tak robi. Tylko w jakim celu... Bywałam za granicą i służbowo, i prywatnie a teraz odkrywam swój kraj na nowo. I też widzę serdeczność ludzi, gościnność, kolory, architekturę, przyrodę itp. Wystarczy wyjść poza apartamenty, zza murów i płotów, którymi otaczają się nowe osiedla. Nocować pod namiotem, w agroturystyce czy w niedrogich pensjonatach. Z całą pewnością zobaczy się wtedy inny świat. Polecam. I pozdrawiam wszystkich "narzekaczy" na Polskę. Acha, jeszcze jedno Pani Kasiu - właśnie w Boże Ciało byłam nad polskim morzem, w cudownej Krynicy Morskiej za jedyne 35 zł od osoby za nocleg i świeżutką rybką w cenie. Temperatura? Tym razem 40 stopni w mieście, nad morzem z lekką bryzą co najmniej 25 i czyściutki, piszczący (kto tam był, ten wie) piasek pod nogami. Przejazd z Warszawy (wszakże trochę niewygodnie bo PKS-em: 49 zł od osoby) Czego chcieć więcej? Jak by komuś było mało, to z drugiej strony Zalew Wiślany i rejsy statkiem w ofercie. I piękne lasy wokół... Cudze chwalicie, swego nie znacie... coś w tym jest:) Owszem są to ceny przed sezonem ale na całym świecie ceny w sezonie rosną. Czyż nie? Przykładem może byc np. jeden z kempingów we Francji, gdzie w lipcu cena jest dwukrotnie wyższa niż przed. Pozdrawiam Pani Kasiu, bo pięknie Pani opowiada. A Pani wrażliwość jest Pani siłą i chyba dlatego lubię czytać "DOMZKAMIENIA". ID

    OdpowiedzUsuń

Drukuj