wtorek, 9 czerwca 2015

Pizza, lody i śpiew



Poniedziałkowy targ. Gwarno, słonecznie, kolorowo. Nagle plac zalewa fala granatowych fartuszków szkolnych. Z baru wychodzi Tomka klasa. 
- A wy? - pytam maestry.
- Na lodach byliśmy! - uśmiecha się Rita - trzeba przecież zamknąć z uśmiechem, przyjemnie te pięć lat. 
- To my też chcemy być w piątej klasie! - żartujemy razem z inną mamą, która przystaje obok przy straganie. 
- A teraz idziemy dalej, bo mamy dla nich jeszcze jedną niespodziankę - oświadcza tajemniczo maestra. 
Jak się okazało, po lodach poszli razem do parku, na plac zabaw. 
I teraz nie wiem co mnie bardziej wzrusza, to że ktoś dzieci zabiera na lody, bez hasła "zrzutka", a to bynajmniej nie jest jedyny przypadek - bo i trener po udanym meczu też ich na lody zaprasza albo funduje szybki obiad w czasie torneo, czy też to, zamiast gnić w taki piękny dzień w szkolnej ławce, lepiej te ostatnie godziny spędzić właśnie na lodach, na spacerze, na luzie. Razem.  



Przy tej okazji jeszcze dwa słowa o pożegnalnej kolacji w klasie Tomka. Postaram się pohamować emocje i zachwyty. 
W piątek spotkaliśmy się wszyscy razem  przy smacznej pizzy - dzieci, rodzice, nauczyciele. Klasyka włoskiego pożegnania. Pominę opowieści o samym wieczorze, bo o takich nie raz pisałam - rozmowy, żarty i doskonałe smaki. 
Na koniec, kiedy już wszyscy zjedli desery i wypili kawę, wyszliśmy przed budynek. Meastry usiadły na szczycie schodów. Dzieci przyniosły własnoręcznie zrobione podziękowanie, po czym przycupnęły na schodkach, u stóp swych nauczycielek i przy akompaniamencie gitary maestro Francesco, który przez te lata był nauczycielem wspomagającym zaśpiewały .... Ciao ... semplicemente ciaoo ... (cześć, po prostu cześć). Łzy się polały, w gardle ścisnęło, sentymentalnie, nostalgicznie, wzruszająco. A potem, żeby łzy otrzeć jedna z nauczycielek rzuciła hasło - niech rodzice teraz zaśpiewają! Wszyscy razem pośpiewajmy!
I tak było... Do północy siedzieliśmy na schodkach circolo, maestro Francesco przygrywał na gitarze, a śpiew rozmywał się w nocnej ciszy. 
Wzruszam się i zachwycam bez końca. Nie potrafię zobojętnieć, a wszystkim tu powtarzam do znudzenia, że są naprawdę wyjątkowi.


COMMUOVERE to znaczy WZRUSZAĆ (wym. kommuowere)

2 komentarze:

  1. Wiesz Kasiu, myślę, że jesteśmy sami sobie winni. Ten wyścig, to dawanie prezentów i bukietów nauczycielom z każdej okazji, te gale i bogate oprawy ze sztandarami, galowymi ubraniami. Chyba koniecznie chcemy sobie i innym udowodnić, że jesteśmy lepsi, bogatsi, a co! stać mnie! Oczywiście nie jestem przeciwnikiem uroczystości, ale u nas to zawsze: wszystko, albo nic; postaw się, a zastaw się. Dodam od siebie, że rodzice nie są tu bez winy, bo dochodzi jeszcze jakaś niezrozumiałe przekonanie o wyższości mojego dziecka nad innymi. Kiedy nauczyciel na spotkaniu zwróci uwagę, np. na złe zachowanie, to rodzice nie są zawstydzeni, czy zakłopotani. Są wściekli, że ktoś na ich anioła śmie powiedzieć coś złego. Przepraszam, ale się rozpisałam, bo tak ujęła mnie ta prostota, ale serdeczna prostota, w podejściu do spraw ważnych. Pozdrawiam Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj