niedziela, 28 czerwca 2015

Mulino na start i moje chwile rozpaczy



Kiedy po ogłoszeniu, że Mulino startuje w nowym sezonie, gnani ciekawością pojechaliśmy zobaczyć kto też przejął stery na ten rok, zastaliśmy jedynie zeschnięte zeszłoroczne liście i pajęczyny. Wydawało się niemożliwym, by w ciągu kilku dni miejsce było gotowe na przyjęcie gości, chyba że tabun ludzi zakasałby rękawy i wziął się do pracy. Nie wiem czy tak się stało, ale jakimś cudem, tak jak  głosiła reklama tydzień temu Mulino wystartowało. Poza otwarciem bramy, nie było jednak czasu na przygotowanie specjalnych atrakcji i dopiero wczoraj nastąpiło oficjalne rozpoczęcie sezonu. A ja bardzo się cieszę, bo i tym razem za sterami stanęła moja znajoma Brazylijka. 

Podstawowa atrakcja dla dzieci w Mulino:)


A teraz taka historia:
W piątkowy ranek zrywam się z łóżka, żeby odtworzyć wspomnienia z poprzedniego wieczora i jeszcze raz zobaczyć Mikołaja na scenie. Poza tym nie mogę się doczekać by i Wam ten występ zaprezentować. Otwieram kamerę, włączam podgląd wydarzeń ...
Czyjeś nogi, ziemia, kawałek rozmazanej torebki, ramię w kwiaciastej koszuli, ziemia, krzesło ...
Łzy napływają mi do oczu! Zdesperowana szukam dalej ... Nic, nawet chwili z występu Mikołaja, natychmiast do mnie dociera, że Mario, kiedy był przekonany, że nagrywa, w istocie nie nagrywał, a kiedy myślał, że kamera jest wyłączona ta rejestrowała przypadkowe obrazy. Łzy rozpaczy i złości. Cudem powstrzymuję się, żeby do niego nie zadzwonić natychmiast, przez myśl przemykają mi najokrutniejsze katusze jakie bym mu zaserwowała! Pierwszy występ Mikołaja! Szlag!
A żeby tego było mało, muszę przeprosić Tomka, który przed występem "strzelił focha", bo to on chciał nagrywać, ale ponieważ nagranie miało być nie tylko na mój prywatny użytek, ale też i dla organizatorów, zatem miało być jak najmniej amatorskie i wolałam zlecić to Mario. Wyszło profesjonalnie, że hej!
- Nie martw się mamusiu - pociesza mnie Mikołaj (sic!), to on mnie pociesza! - w przyszłym roku zagram drugie saggio
Przypomina mi się jednak, że jeszcze ktoś nagrywał ten wieczór. Tata mojej znajomej. Natychmiast piszę jej wiadomość na fb i niemal natychmiastowa odpowiedź przyprawia mi  znowu skrzydła. 
Następnego dnia w barze czeka na mnie do odbioru to:


Piszę jeszcze raz do Enriki - podziękuj proszę stokrotnie tacie! Nie mam słów, uratował nasze wspomnienia! 
Wyjątkowe miejsce, wyjątkowi ludzie.
Przejrzałam wszystko co nagrał Mario, jakimś cudem ostatnie dwa utwory w wykonaniu nauczycieli udało mu się zarejestrować, to co mogliście zobaczyć we wczorajszym poście. 
A płytę od wczoraj obejrzeliśmy już chyba dziesięć razy!

URATOWAĆ to znaczy SALVARE (wym. salware)

1 komentarz:

  1. Takie zdarzenia także mi nie są obce. Wiara i nadzieja, że ktoś inny jeszcze nagrywał lub robił zdjęcia, są wówczas silne jak nigdy. Dobrze, że się udało :) Jeszcze raz gratuluję występu :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj