niedziela, 24 maja 2015

Mulinowo....

Spotkanie przepełnionych rzek


Kiedyś wszystko zaczynało się nad rzeką w Mulino i już zawsze do tego miejsca będę mieć ogromny sentyment. Po kilkunastu godzinach podróży wyładowywaliśmy walizki z samochodu i zaraz pędziliśmy do Lorenzo na pizzę. Przed powrotem do Polski natomiast, spędzaliśmy tam często cały dzień, na nicnierobieniu, na spacerowaniu, na podjadaniu, na czymkolwiek, co mogło zagłuszyć przedwyjazdowy smutek. Dawne czasy ...


Teraz do Mulino mamy zaledwie 20 minut spacerem, ale paradoksalnie odkąd tu mieszkamy zawsze jego otwarcie stawało pod znakiem zapytania. Najpierw Lorenzo uprzedzał, że to ostatni sezon, bo już jest zmęczony i nie ma siły, jednak potem w czerwcu Mulino budziło się nowym życiem. W końcu jednej jesieni pojawiła się kartka z ogłoszeniem, że "odstąpi się działalność", dowód na to, że Lorenzo jednak nie żartował. Ale nie ma tego złego - następny sezon należał do naszej brazylijskiej znajomej, która przejęła Mulino i na jedno lato stała się jego kapitanem. 

Kasztanowce obudzone do życia

Po tamtym lecie, Lorenzo postanowił jednak już na amen zamknąć działalność nad rzeką, ani sam nie miał siły, ani też nikomu innemu nie chciał już powierzyć misji. 
Nie mogłam odżałować jego decyzji, ale też wydawało mi się to tak nieprawdopodobne - lato bez wieczorów w Mulino?! Pewne rzeczy są dla nas wieczne...

Woda z Mulino, słynna jak ta ze świętych miejsc
Niczym tropikalne wyspy

Kilka dni temu na fejsbuku, ku zaskoczeniu wszystkich pojawiła się reklama, że Mulino szykuje się do otwarcia na kolejny sezon! Wspaniale! Nie wiadomo jednak do dziś, kto stoi za sterami, nie wiadomo kiedy dokładnie i w jakim stylu. Bardzo jestem ciekawa. 




Kiedy wczoraj na sekundę deszcz odpuścił, postanowiliśmy wyskoczyć na krótki spacer nad rzekę, by zobaczyć jak wygladają prace przygotowawcze - wszak to już koniec maja! A tam... cisza, pozimowa martwica. Liście zbite od wilgoci, powciskane siłą wiatru pod krzesła, pajęczyny rozciągnięte przy suficie i stare plakaty pozrywane. Jedynie kilka nowych pali do ogrodzenia świadczyło o tym, że ktoś tu był i pracował.

Natura dookoła Mulino

Dywany poziomek


Potrzeba teraz dużo chęci, kilku par rąk, by miejsce szybko nadawało się do użytku, ale skoro reklama ruszyła, to za pewne zaraz coś się będzie działo. Czekam z niecierpliwością.

TAPPETO di FRAGOLE - tak jak w piosence to znaczy DYWAN TRUSKAWEK lub w tym wypadku raczej POZIOMEK 

3 komentarze:

  1. Zawsze mnie przerażają wzburzone wody rzek. Szybko przybierają, są rwące i bardzo dudnią kamieniami i są bardzo mętne. Wy już pewnie zaobserwowaliście różne ich postaci i latem i w okresie burzy. Ja dziś jak ta rzeka z choróbskiem pędzącym a tu jutro trzeba być na 100%.
    Pozdrawiam śpiewem ptaków z ogrodu. Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że tak niezgodnie z tematem było wcześniej ale na zdjęciach moją uwagę przyciągnęły rwące rzeki, natomiast palmy wyglądają zjawiskowo, pamiętam z innych zdjęć, że w ubiegłym roku pod palmami był piasek i leżaki. Ciekawa jestem czy miejsce ożyje i czy na dłużej?
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślałam, że haftujesz ostatnio, tak mi się mulinowo skojarzyło ;)
    Wczoraj było obrzydliwie, dziś wreszcie wyszło słońce. Oby tylko nie spotkała nas druga fala ospy wietrznej...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj