piątek, 1 maja 2015

Majowy "most"


- Mai... maj... maj!!! - obudził się Mikołaj i zaraz zaczął podśpiewywać - maj i moje urodziny! 
Maj to rzeczywiście miesiąc urodzin Mikołaja, ale to jest tylko jeden z wielu powodów, by na maj nie móc się doczekać! Dzieci mają swoje atrakcje, których wypatrują z utęsknieniem: Tomek wycieczkę do Wenecji, Mikołaj do Italii w miniaturze. Potem dzień sportowych zabaw w Palazzuolo i trzy dni sportu w Marradi, a ja już ręce zacieram na myśl o Święcie Chleba i o 100 km del Passatore. 
Kiedy jeszcze mieszkałam w Warszawie najważniejszym majowym punktem, były targi książki (zwykle odbywały się w maju). Dla człowieka z książkowym fiksum dyrdum to niemal jak święto państwowe i tego, odkąd mieszkam w Marradi, trochę mi brakowało. A tu proszę ... już dziś rusza wystawa i targ książek w marradyjskim teatrze! Ha! Wystarczy pomarzyć i się spełnia! Takie proste. 



Pół godziny po tym, jak ze śpiewem na ustach obudził się Mikołaj, przecknął się i Tomek:
- Wszystkiego najlepszego!! 
- Eee??? - szybko przeszukałam w pamięci: dzień kobiet był, dzień matki za dwa tygodnie, urodziny jeszcze dalej. - Wszystkiego najlepszego z okazji?
- No jak to? Z okazji święta pracy! Przecież ty ciągle pracujesz mamusiu! Wszystkiego najlepszego!
Świat zwariował myślę sobie, jeszcze z takiej okazji nikt mi życzeń nie składał. Faktem jest jednak to, że ostatnio rzeczywiście jestem wyjątkowo zajęta i cieszyłam się na ten majowy ponte jeszcze bardziej niż dzieci (ponte - to most - tak Włosi nazywają długie weekendy). W Italii 1 maja też jest dniem wolnym i podobnie jak w Polsce ludzie pędzą nad morze, w góry, do letnich domków, co widać było wczoraj po sklepowych półkach, które opustoszały w zatrważającym tempie. 
Nie mogę nacieszyć się myślą o trzech dniach oddechu!
Nie mówię, że będą to trzy dni "dolce far niente", bo jednak gonią mnie teraminy, bo coś zawsze jest do zrobienia i nawet dziś czeka mnie kolejne "ważne spotkanie", ale jednak wszystko na luzie, na spokojnie, bez ciśnienia i pośpiechu. 
Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące troszkę mnie zmęczyły, sama świadomość, że wciąż jestem z czymś do tyłu, zakłóca moją "duchową równowagę" - choć jak mówi Mario - nie zrobisz dziś, zrobisz jutro. W czym problem?
Żal mi, że wirtualna kuchnia w kamiennym domu wystygła, co nie znaczy, że nie gotuję już dobroci. Gotuję, piekę - a jakże! Tyle pyszności ostatnio było na naszym stole, a ja nie mam tylko czasu ich opublikować. Wybaczcie! Nadrobię!



A teraz maj na start! Maj .... aż się chce powiedzieć najpiękniejszy z toskańskich miesięcy!!! Jeszcze kwitną glicine, a już nieśmiało czerwienią się maki i żółte ginestre za chwilę uwolnią zapachy. Nie ma piękniejszej pory !!! Wiem, wiem, piszę to kilka razy w roku! Ale to chyba dobrze? Naprawdę jest teraz przepięknie!
Pewnie w tych dniach niewiele osób tu zajrzy, ale posty tak czy inaczej się pojawią, bo już teraz wiem, że będę Wam miała o czym opowiadać!
Powłóczymy się po Marradi i okolicy, może uda się wyskoczyć nad morze, nacieszymy się książkami, coś dobrego ugotujemy i nigdzie nie będziemy się spieszyć ... 
Na koniec polecam Wam lekturę, do której miałam zaszczyt i ogromną przyjemność dołożyć swoje kilka słów: http://italiapozaszlakiem.blog.pl/polki-w-italii-polecaja-czesc-2-wlochy-srodkowe/
Miłego weekendu!
PRACA to po włosku LAVORO (wym. laworo)


6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. A jakże że "zajrzymy" tym bardziej, że idzie dyszcz, idzie dyszcz ... Miłego mostu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miłego mostu Wam równie:))) U nas wiało nieziemsko ale teraz jest cisza i zanosi się na ładną pogodę!

    OdpowiedzUsuń
  4. MIlego odpoczynku Kasiu Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. oczywiście, że zaglądamy! w przerwie pomiędzy tym, a tamtym ;) żeby złapać oddech, żeby pomarzyć, żeby zobaczyć co słychać... nie wyobrażasz sobie jakie by było rozczarowanie gdyby nie było nowego postu, tak więc... ten tego, wiesz ;) haha :)
    pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasieńko, faktycznie, nie zaglądałam, bo sama cieszyłam oczy i duszę górami i łąkami pełnymi kolorów i zapachu, ale teraz nadrabiam ;-) A maj, to i mój ukochany miesiąc odkąd tylko pamiętam :-) Dlatego tym bardziej byłam szczęśliwa, że po latach mogłam i w te dni wrócić w Góry i pokazać ten "majowy świat", niby ten sam, ale jak inny od tego sierpniowego, mojej rodzince :-) Chociaż to były tylko trzy dni, to zdjęć ponad 800 i całe mnóstwo wspomnień, które zostaną opisane oczywiście na naszym blogu ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj