wtorek, 12 maja 2015

Jedna z dróg

Lozzole

Do pewnych dróg pozostaje sentyment na całe życie ... 
Mam takich wiele w swoich wspomnieniach, zarówno polskich jak i włoskich, a jedną z nich jest na pewno droga łącząca Palazzuolo z Passo della Colla. Pisałam o niej zimą, kiedy to wybraliśmy się tam po największch śnieżycach, bym odzyskała spokój ducha. W miniony piątek znalazłam się na niej znowu.



Kiedy zeszliśmy ze szlaku, który zaprowadził nas do źródła Lamone, kiedy już nasłuchaliśmy się kukułkowego kukania i świerszczowego grania, kiedy oczy nasyciły się widokami Mugello, a z plecaka zniknęły kanapki, postanowiliśmy nasze wojażowanie przedłużyć odrobinę i skierowaliśmy się na drogę do Palazzuolo. To tak jakby z Florencji do Rzymu jechać przez Wenecję, ale przecież dla takich dróg warto nadłożyć kilometrów.
Krajobraz niby ten sam co ostatnio, ale jakże inny. Maj ...


Zatrzymaliśmy się w tym samych miejscu, w którym przystanęliśmy zimą, a tam.... Daleko, daleko, ukryty wsród drzew... Jak to możliwe, że ja go nigdy stąd nie wypatrzyłam?????
- Chodź tu i popatrz!
- Co widzisz?
- Nie powiem. Przypatrz się dobrze!   

Przypatrz się!!

- Kościół na Campanarze
- Niesamowite! Nigdy nie pomyślałam, że stąd można go zobaczyć.
- Ani ja. Dziwne, że zimą nie zwróciliśmy uwagi. 
- Ani zimą, ani nigdy przedtem.

Campanara

- A tam? Popatrzcie chłopcy! Co widzicie?
- Eeee...
- Widzicie, tam też jest kościół. Ale jaki?
- Gamogna?
- Litości! Gamognii stąd nie zobaczymy!
- Cardeto!
- Jeszcze lepiej! Cardeto tym bardziej. Gdzie dzwoniliśmy dzwonami co marzenia spełniają?
Lozzole ... 
Kościół wydaje się taki mały na tle tych wszystkich gór, mały domeczek, samotny, zagubiony. 
Od naszego pociągania z sznury dzwonnicy miną za chwilę dwa lata. Czas gna nieubłagalnie.

Lozzole
Dolina Palazzuolo

Znów swoim blogowym zwyczajem napiszę - zawsze jest tu pięknie, ale w maju zdecydowanie najpiękniej, a potem to samo napiszę też w lipcu i w październiku, itd... Ale przyznać trzeba, że za majem przemawiają kwitnące wzdłuż tej drogi żółte maggiociondolo... 



Dużo się dzieje ostatnio, wiele było spotkań, o których w większości nic nie napisałam, poza enigmatycznym "ważne spotkanie". Niczym się nie chwalę, bo tak naprawdę nie ma jeszcze czym, jednak o jednym drobiazgu napiszę, bo drobiazgi takie jak ten, dają mi niesamowitą satysfakcję. W najbliższy weekend w Marradi odbędzie się festa dello sport. Potrwa od piątku wieczorem do niedzieli. Atrakcji nie zabraknie, a największym tegorocznym wydarzeniem będzie trial. A gdzie w tym wszystkim moja satysfakcja? Otóż zostałam  mianowana oficjalnym fotografem imprezy, a moje zdjęcia będą potem wydrukowane w biuletynie. 
Wciąż wydaje mi się, że jestem tylko cudzoziemką, jednak marradyjczycy coraz częściej pokazują mi, że od dawna już mnie tak nie postrzegają. Ta świadomość dodaje mi skrzydeł, bo wiem, że nie każdemu obcokrajowcowi udaje się tak wsiąknąć w nową społeczność. To wielka radość i wielkie wyróżnienie.

DZIWNE to po włosku STRANO (wym. strano)

5 komentarzy:

  1. Piękne widoki, kręte drogi mmmm.
    maggiociondolo - złotokap, złotodeszcz – rodzaj roślin z rodziny bobowatych obejmujący kilka gatunków małych drzew lub krzewów. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Kamil:) Nie ukrywam, że liczyłam na Ciebie:) Złotodeszcz - piękne! Tak dokladnie wygląda. I przy tej drodze rośnie go bardzo dużo. A ja widzę z okna dwa, u sąsiadów po drugiej stronie rzeki.
    W Polsce nigdy nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, Kasiu, że Ty już bardziej ichnia jesteś niż Ci się wydaje. Zrób mnóstwo zdjęć i nam również pokaż. A z tych ważnych spotkań nich wynikną ważne sprawy dla Ciebie, bo coś mi się wydaje, że to kolejne marzenia,

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja znów się powtórzę bosko kocham takie miejsca no i jeszcze to zdjęcie z moim ukochanym wymarzonym autkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie, pięknie, widoki zapierające dech w piersiach. Bardzo bym chciała na własne oczy...
    Asia op.
    P.S. Trzymamy kciuki za sportowe zmagania z aparatem.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj