sobota, 25 kwietnia 2015

Załóż "felpę", podaj "cartę" i zrób "firmę".



Wielokrotnie podkreślałam, iż dbam o to, by chłopcy poprawnie pisali i mówili po polsku. Wciąż aktualna jest zasada: jedna książka po polsku, jedna po włosku. Tomek ma większą świadomość ortograficzną, bo zdążył się w warszawskiej szkole zasad nauczyć,  a to że często ich nie pamięta jest już osobną kwestią. Natomiast Mikołaja muszę wciąż uświadamiać, że w ogóle istnieje coś takiego jak ortografia, bo w Polsce skończył raptem pierwszą klasę. Są rzeczy, których obydwaj nauczyli się we włoskiej szkole, zatem dość oczywiste jest, że pojęcia typu: kąt ostry, graniastosłup, rozbiór logiczny zdania czy układ oddechowy będą dla nich już zawsze bardziej swojsko brzmiały w języku Dantego. 

Po dwóch latach bardzo wyraźnie słychać u chłopców włoską melodię, która pobrzmiewa, kiedy mówią po polsku. Ja jestem już za stara, żeby tak szybko przyjąć ten zaśpiew. Nie raz uśmiecham się do siebie, kiedy słyszę ich paplaninę. 
Muszę też przyznać, że kiedy Paw jest daleko, siłą rzeczy po polsku rozmawiamy dużo mniej. Zwykle jesteśmy we włoskim towarzystwie i nie lubię, kiedy ktoś czuje się nieswojo, bo nie wie o czym mowa. 
Zanotowalam też taką ciekawostkę - że pewne włoskie słówka na stałe wdarły się do naszego polskiego słownika, tworząc zabawny polsko włoski miks. Czasem wychodzą nam z tego prawdziwe perełki językowe. 


A zatem jak to wygląda w praktyce:

1. Nie podpisuję komunikatów w dzienniczkach tylko "robię firmę". (firma po włosku to podpis)
2. Nie piszę usprawiedliwień tylko "giustificazioni".
3. Przy stole nie prosimy o ręcznik papierowy czy serwetkę tylko o "cartę". (carta - po włosku papier, wym. karta)
4. Nie opowiadamy dowcipów tylko "barzallette". ( dowcipy to po włosku barzallette)
5. Dzieci po obiedzie nie mają przerwy tudzież pauzy tylko recreazione. (wym. rekreacjone)
6. Nie chodzą w fartuszkach tylko w "grembiule".
7. Nie mamy piwnicy tylko "cantinę".
8. Dzieci nie mają nic do nauczenia się tylko do studiowania (studiare - uczyć się)
9. Kąty mierzy "goniometro", a nie kątomierz. 
10. W szkole nie ma sprawdzianu jest verifica. (wym. werifika) 
11. Dzieci zakładają "felpy", a nie bluzy.
I tak przykłady mogłabym mnożyć i mnożyć:) 

To nie jest tak, że jesteśmy bardziej włoscy niż Włosi, myślę, że takie wstawki w języku polskim są naturalną konsekwencją i zauważają je wszyscy emigranci. Poza tym jeśli Polacy mieszkający nad Wisłą nie chodzą już na zakupy tylko na "szoping", to i nam można wybaczyć językowe wariacje.   



4 komentarze:

  1. Fakt. W Polsce modna, wręcz szpanerska jest angielszczyzna. To na co ja zwracam uwagę to bełkot polko-angielski rodowitych Polaków, przy czym słowa angielskie mają wymowę wg polskiej gramatyki. Pół biedy gdy nie ma odpowiednika w rodzimym języku. Ale doskonałe polskie wyrazy zastępuje się obcymi. No ale to trendy... żyć w Polsce i mówić łamanym "polangiem". Inaczej jest, jak piszesz, na emigracji, Tam wsiąkasz w kulturę, w życie lokalne i komunikujesz się w tamtym języku. A przy okazji nie zapominasz, i polski przekazujesz dzieciom.
    Widzę, że lato już macie :) a nie wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim ulubionym wtrętem włoskim było "jak duży masz głód" zamiast "czy jesteś bardzo głodny" :)

    Ola.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokladnie Kasiu mieszkam w Irlandii i tak samo wtracam angielskie slowka w polskie to poprostu samo wychodzi,czasami latwiej jest uzyc okreslenia w jezyku angielskim i tak jak piszesz ide czesto na'' szoping '' ale mysle ze nie ma w tym nic zlego ,a wrecz przeciwnie jest to czasem zabawne.Pozdrawiam serdecznie i milego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, Kasiu, może to skrzywienie zawodowe (jestem tłumaczem), ale na piśmie takie mieszanie raczej niezbyt ładnie wygląda. W mowie ewentualnie mogę to zaakceptować, ale zdecydowana większość słów ma swoje polskie odpowiedniki i wolę właśnie takich używać. Przyznam się bez bicia, że to chyba jedyna rzecz, która mi się na Twoim blogu nie podoba. Może by tak pisać włoskie słowa kursywą? I nie odmieniać? Nie wiem.
    (Nie bij mnie za ten komentarz!)
    Miłej niedzieli! ;)
    PS. Barzellette... to chyba ten wiek (10-11 lat): mój Giovanni też ciągle opowiada kawały. Albo, co gorsza, wymyśla! A najbardziej lubi gry słów i jest w tym całkiem dobry.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj