czwartek, 23 kwietnia 2015

Piękna góra



- Ooo!! Tamten dom jest jednym z najładniej położonych - wyciągam rękę w stronę kamiennych zabudowań na wzniesieniu, kiedy zjeżdżamy do S. Adriano.
- To Montebello - tłumaczy Mario.
- Jaka ładna nazwa!
- Mówiłem ci, że pomieszkiwałem tam swego czasu?
Ten fakt jakoś umknął mojej uwadze, trudno spamiętać te wszystkie historie! Mario znów opowiada dawne dzieje, a ja słucham z uwagą jak dziecko bajki.
- Kto tam teraz mieszka?
- Nie wiem. Ale zdaje się, że przyjeżdżają tu tylko na weekendy. Jeśli będzie ktoś w miasteczku zapytamy. Nie chcę nikogo nachodzić, jednak gdyby się okazało, że aktualnie stoi pusty, podejdziemy tam, żebyś obejrzała go z bliska. Zobaczysz jak tam ładnie.
Zostawiamy samochód przed małym kościołem, przed którym na dwóch drewnianych słupkach chwieje się ciężki od kwiatów krzak glicine. Cudo!



Po kilku krokach spotykamy starszą panią. Zagadnięta przez Mario chętnie zdaje nam relacje z ostatnich lat, co i kto i kiedy... Mówi w dialekcie, ale mimo to doskonale ją rozumiem. Widać, że mówienie sprawia jej przyjemność, a ja nastawiam uszy jak radary i walczę z pokusą włączenia dyktafonu. Mam słabość do takich historii, do starszych osób i do ich mowy lokalnej, przez młodych zapomnianej.
Kobieta zapewnia nas, że dom jest pusty od dawna. Boleje nad tym, że Montebello, wcale już nie jest "bello", że przy wietrze słychać tylko trzaskanie niezablokowanych okiennic, że życie, kiedyś głośne i radosne, uciekło z tych kamiennych murów. Wspomina jedno pokolenie i drugie, z tego co pamięta domyślam się, że ma więcej lat niż na oko wygląda. 

Dziękujemy naszej informatorce i ruszamy w górę.
- Nawet gdyby nie powiedziała, że dom jest pusty, mówi nam to sama droga. 
Rzeczywiście, dawno nikt tędy nie przejeżdżał. Brodzę jak czapla, żeby nie podrapać gołych nóg kłującymi gałązkami jeżyn, które zawładnęły drogą. 



- Pięknie! - mówię bardziej sama do siebie - Czego chcieć więcej ... 

Mario obchodzi dom dookoła, dotyka murów, zagląda przez otwarte drzwi, cofa się pamięcią o kilka dziesięcioleci. Ja znów fotografuję co tylko można, rozmaryn, Madonninę, okiennice...

Za domem jest sosnowy las i ścieżka, która nie wiadomo gdzie się kończy. Od frontu stoi altana już niemal całkiem zarośnięta przez chaszcze. 
Jedynie długi, biesiadny stół, krzesła i piec pełen popiołu świadczą o tętniącym tu kiedyś życiu.

Bluszcz oblepił kamienne mury, jego gałęzie splotły się z jeżynowymi kolcami, tworząc momentami barierę nie do przejścia. I choć te mury zdają się całkiem zdrowe, to potrzeba tu dużo pracy, by znów to miejsce oswoić i udomowić. 

W S. Adriano nim odjedziemy, siadamy jeszcze na ławeczce z glicine za plecami, a już po 5 minutach zjawia się znajoma starsza pani.
- I jak wrażenia? Nie jest już "bello", prawda? 
Jeszcze raz wspominają z Mario dawne czasy, a ja przymykam oczy i chłonę każde słowo z "dialektowego" słowotoku ... 
Kamienne domy, wiosenne ciepło, zapach bzów dolatujący ze wszystkich stron, lokalny folklor w uszach i stare historie - tyle inspiracji w jedno popołudnie...

VECCHIE STORIE - to znaczy STARE HISTORIE (wekkie storie)

4 komentarze:

  1. Witaj Kasiu, wyobrażam sobie jak targają Tobą uczucia, gdy oglądasz takie piękne, stare, opuszczone domy. Domy, które czekają na drugie życie. Ja już widziałabym się w takim. No ale cóż, są w życiu sprawy ważne i ważniejsze. Teraz musisz zapewnić dzieciom pewien komfort życia. Życzę Ci spełnienia marzeń mieszkania w takim domu (może spełnią się szybciej niż myślisz:):)) Ewa z gór

    OdpowiedzUsuń
  2. Dom czeka na Ciebie! Piękny, stary i kryje wiele ciekawych historii. Będziesz miała o czym pisać (jakbyś nie miała) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam od zeszłego roku pani blog ,prawie codziennie jeśli mogę bo jestem osobą niepełnosprawą na wózku ,mam chore stawy.P:ani blog bardzo podnosi mnie na duchu,pani opowieści ,i te cudowne zdjęcia.napełniają mnie bożą energią bożą siłą.,która pochodzi od dodrych ludzi,il od piękna przyrody.P'ani Kasiu proszę sobie zrobic zdjecie wymarzonego domu jaki chciała by pani mieć i powiesić na tablicy marzeń w widocznym miejscu tam gdzie pani mieszka obecnie.Mozna na tablicy marzeń i inne swoje marrzenia.może to tablica korkowa lub inne np.arkusz kartonu.Zapewniam panią ,marzenia sie spelniaja jeśli nasze myśli przy nich trwają.Proszę sobie obejrzeć na yotube film SEKRET,lub przeczytac książkę,o tym samym tytule.Moi synowie pracowali kilka lat przy zbiorac i na budowie. w okolicach trento LEVICO: THERME.ŻYCZĘ SZYBKIEGO ZAMIESZKANIA WE WŁASNYM DOMU.WE WŁO;SZECH DO REMONTU STARYCH DOMÓ;W PANSTWO DOPŁACA DO 60 PROCENT.POZDRAWIAM ELZBIETA.MAM CHORE RĘCE I ROBIE BŁEDY.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotychczas nie komentowałam. Choć po włączeniu komp. zaczynam od Twojego bloga. Od dawna. Jestem nim zauroczona. Podziwiam cudowne krajobrazy i obiekty. Nie nużący sposób przekazania tylu wspaniałości bez przerostu formy nad treścią. Ponadto codziennie ciekawi mnie... co u Kasi i dzieci. Cenię Twój hart ducha, miłość do miejsca w którym jesteś oraz konsekwentne dążenie do celu.
    Podziwiam też cudowne relacje z dziećmi. Wspaniali chłopcy! To bardzo dobrze, że wywiozłaś je w takie miejsce i stworzyłaś im szanse na spokojne i radosne dzieciństwo. W środowisku i otoczeniu o jakim większość może tylko pomarzyć. Także szanse na normalność i możliwość dokonywania wyborów w życiu dorosłym. Bez tzw. szpanu, gonitwy za mamoną, stresów i "walk szczurów". Bez szkolnej konkurencji kto ma lepszej marki ciuchy czy gadżety elektroniczne. Czyj tata ma lepszą pozycję i furę, a mama.... najlepiej żeby była celebrytką. To się u nas dzisiaj liczy. Nie wiedza, przyzwoitość, stałość w uczuciach i szacunek dla ludzi. Jestem przekonana, że dzięki Twoim wysiłkom zostaną ukształtowani na wspaniałych i wartościowych ludzi.
    Szczerze gratuluję i życzę powodzenia w osiągnięciu założonych celów. Wierzę, że ci się uda. A kamienny dom? ....no cóż, po prostu czeka. Czeka na właściwy moment. A taki na pewno nadejdzie.

    Wszystkiego dobrego, pozdrawiam serdecznie
    Marysia

    OdpowiedzUsuń

Drukuj