wtorek, 28 kwietnia 2015

O zielonych łąkach, banalnie, do znudzenia


Może wydać się to niemożliwe, ale zaledwie kilka kilometrów od Marradi odkryłam kolejne miejsce jak z bajki. Pamiętacie film Dźwięki muzyki? Tu oczywiście nie ma Alp, są za to łagodne pagórki Apeninów, ale jak patrzę na to, co dookoła, to też mam ochotę ... nie powiem, że śpiewać, bo nie mam głosu jak Julie Andrews, może gdybym miała pewność, że nikt nie słyszy... ale choć pobiegać, potańczyć! Nawet jeśli mi teraz duchowo nie do tańczenia. 

Tu z każdego miejsca można obrać swój szlak.
Mario opowiadał, że dawno temu chodził tam na polowania, mówił o kamiennym domu i zielonych łąkach. 
Po sobotnich sportowych emocjach pojechaliśmy na krótki spacer, by po tych soczystych, falujących połaciach traw pobiegać, nim zostawimy Mikołaja na noc w Popolano. Z kamiennego domu ostały się tylko fragmenty, aż dziw bierze, jak czas bezlitośnie obchodzi się z porzuconymi posiadłościami. 

Może byłam zmęczona fotografowaniem w Redzie, może miałam chwilową utratę świadomości, bo nie wiedzieć czemu, nawet nie zabrałam ze sobą aparatu. 
A może też na chwilę zapomniałam, że tak blisko wciąż są nieodkryte miejsca, a jedno bardziej niewykłe od drugiego.
Nie myślcie proszę, że jestem przesadzona w zachwytach, egzaltowana i górnolotna w słowach, bo jakaś głupia łąka doprowadza mnie znów do ekstazy. Ja sama czasami nie wierzę, jak piękny jest tu świat dookoła, ale i chłopcy mają podobne odczucia. Biegają z góry na dół, turlają się, nawołują, improwizują nowe zabawy i jak tylko wsiadamy do samochodu zaraz pytają - kiedy tu znowu przyjedziemy???

Wróciliśmy oczywiście zaraz następnego dnia, ale pogoda postanowiła skomplikować nam plany. Zburzyło się, zaniosło i bez pardonu deszczem chusnęło, więc nawet nie było jak wyciągnąć aparatu, a ja nawet w zamyśle film krótki miałam, by lepiej oddać urok zakątka. Niepocieszeni, z nosem na kwintę wróciliśmy do domu, ale jak tylko się uda, znów tam pojedziemy. Dzieci ze swoją fantazją, ja z trzecim okiem i duszą spragnioną kojącej zieleni. 

ESSERE STANCO - to znaczy BYĆ ZMĘCZONYM (wym. essere stanko)

4 komentarze:

  1. Kasiu Droga-jaką Ty masz WRAŻLIWĄ DUSZĘ.....Twoją wyjątkową wrażliwość odnajduję w tekstach które codziennie piszesz,w pięknie i prostocie fotograficznych ujęć,w przemyśleniach którymi z nami się dzielisz.....a to wszystko razem chwyta tak wzruszająco za serce,każe wracać wspomnieniami do rodzinnego domu którego już być może nie ma.....Jesteś niezwykłym człowiekiem Kasiu !!!! I choć takim ludziom często ciężko jest w życiu,Ty pozostań sobą bo to klejnot wielki !!!

    Z wyjątkowymi pozdrowieniami z Wodzisławia Śląskiego-Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ma się pod nosem takie miejsca bajkowe to trudno się nie ekscytować i trudno się oprzeć ich urokowi.
    Kasia... ale w filie tak jakoś inaczej wyglądasz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dziwię Ci się, a nawet trochę zazdroszczę. Sama poleżałabym na takiej łące, pogapiła w niebo i pooddychała świeżym, wiosennym powietrzem. Pierwsze zdjęcie wzbudziło nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Podobną łąkę, na której zbierałam eksponaty do szkolnego zielnika miałam tuż obok domu - na Stadionie Olimpijskim lub na wałach nad Odrą. Ileż myśmy się na nich nabiegali, nagrali w piłkę, na opalali, najeździli rowerami po alejkach. Potem... romantyczne spacery. A obok - basen z 3-ma pływalniami i trampoliną do skoków. Otoczony pięknymi drzewami pod którymi można było się skryć przed prażącym słońcem. Wejście za grosze. Bez ograniczeń, do zamknięcia. Można było skoczyć do domu na obiad i wrócić pokazując wcześniej wykupiony bilet. Obecnie porzucony, zaniedbany i nie używany.
    A dzisiaj...? Z pięknych łąk został "wygolony" skrawek, roślinność wytrzebiona, m.in piękne dzikie róże i drzewa tzw. dziczki. Są natomiast bramki do gry w piłkę, tyle że nigdy nikogo tam nie ma. Reszta zabudowana, zabetonowana, basen kryty płatny (na godziny), parkingi. Na skraju dwa wstrętne bloki akademików. Wszystko ogrodzone i obstawione szlabanami oraz budkami ochrony. Nie ma już matek rozsiadłych na kocach, z kanapkami i piciem w zanadrzu. Pilnujących swoich najmłodszych pociech i zbierających szczaw na zupę. Nie ma swobody i poczucia wolności. Obco, sterylnie, pod nadzorem. Wszystko pod egidą Akademii Wychowania Fizycznego, której przyznano cały teren. Dla sportu, dla rekreacji.... ha, ha,ha.
    A jeszcze nie tak dawno.... Ech, rozmarzyłam się... Nie sądzę aby Twoi chłopcy byli w takim miejscu szczęśliwi. Ja nie jestem. Dlatego Ci zazdroszczę :)) pozytywnie.
    Tak trzymaj. Tak gdzie jesteś i dusza ma gdzie odpocząć,

    Pozdrawiam serdecznie
    Maria
    P.S. Zbyt się rozpisałam, wiem... Sprowokowałaś - dusza zabolała, że nie mam takich widoków jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne sa takie drogowskazy z kierunkiem w góry i szlak piekny obiecujące. Czasem stanowią zagadkę a czasem zachętę.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj