wtorek, 24 marca 2015

Przyjaciele "od kołyski"


Mając prawie czterdzieści lat na karku, stałam się bardzo ostrożna z używaniem słowa "przyjaciel". Nie miałam w życiu wiele szczęścia w tej kwestii, choć za pewne po części to też moja wina. Nie przetrwała żadna z wczesnych znajomości, czy szkolnych, czy licealnych, czy z innych kręgów. Nawet jeśli spotykałam na swojej drodze kogoś, kto stawał się dla mnie ważny, to wcześniej czy później i tak te nasze drogi się rozchodziły i każdy szedł w swoją stronę. Gdybym miała policzyć Przyjaciół przez duże P, wystarczyłyby mi palce jednej dłoni i to aż nadto!


Kiedy dawno temu rozmawiałam z chłopcami o przeniesieniu się do Włoch, o ich planach, oczekiwaniach i obawach z tym związanych. Największym i może jedynym problemem było, to, że zostawią w Warszawie przyjaciół. Zapewniłam ich, że zrobię wszystko, żeby przyjaźnie przetrwały, bo takich przyjaciół nie spotyka się każdego dnia, nie ze wszystkimi udaje się nawiązać tak bliskie i trwałe relacje. 


Teraz jesteśmy tu, chłopcy mają nowych przyjaciół i nowe znajomości. Jednak "J" i "M", warszawscy Przyjaciele "od kołyski" wciąż są na honorowym miejscu. Mimo spotykania się raptem raz czy dwa razy do roku, nić porozumienia nie osłabła. Te spotkania są wyczekiwane niemal jak gwiazdka czy wakacje, a oczekiwanie to wypełnia snucie planów, wymyślanie zabaw i ku mojej radości też gruntowne sprzątanie "stajni Augiasza".  

A potem nadchodzi wspólny czas, pełen emocji, radości, śmiechu i wzruszeń. Rozmowy do północy, opowiadanie sobie dowcipów, ostatnio obejrzanych filmów i przeczytanych książek, śpiewanie piosenek, wodowanie samodzielnie zbudowanych łodzi, odkopywanie skarbu nad rzeką, wspólne jedzenie lodów, gonitwy z mieczem po toskańskim polu i sama nie wiem co jeszcze. 

Tak czy inaczej - tak jak radosne są powitania, tak gorzkie są pożegnania, o tym wiedzą już dzieci. Pozostaje im tylko pocieszać się wizją następnych odwiedzin, kolejnych spotkań i nowych zabaw. 
A ja mam nadzieję, że takie przyjaźnie przetrwają kolejne lata...

AMICIZIA to znaczy PRZYJAŹŃ (wym. amicicja)


12 komentarzy:

  1. Przyjaźń - czym jest, zadać sobie można pytanie - bardzie będzie ono chyba retoryczne niż to na które oczekuje się odpowiedzi. Ja zdecydowanie stawiam na jakość, a nie ilość - i najbardziej cenię sobie te pogaduchy gdzie mozna powiedzieć wszystko - tak do końca - i być pewnym, że ten lub ta P nie będzie oceniać. Lubię mieć pewność, że jeśli nawet nie może w danej chwili się spotkać czy porozmawiać to myśli.
    P.S.
    Jeśli chodzi natomiast o sprzątanie to armagedon w pierwszych dniach sierpnia nadciągnie - nie zazdroszczę testu "białej rękawiczki" :)
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Powiedzieć wszystko bez strachu bycia ocenianym, bo czasem niepotrzebne nam rady, czasem chcemy być po prostu wysłuchani, pomilczeć razem też jest sztuką, nie z każdym to się uda.

      Już drżę przed białą rękawiczką!!!

      Usuń
    2. Tak ta biała rękawiczka to przekleństwo - J w niedzielę o 6.30 mnie zerwał i do prasowania zagonił - nadmienię tylko, że to były Jego rzeczy - ale ile mozna przyjemności znaleźć w porannym prasowaniu skarpet :)
      Nicko

      Usuń
    3. Przede wszystkim skarpety zawsze muszą być uprasowane! Nie wiesz o tym? Jak można wyjść na miasto w pomiętych skarpetach???? Skandal!

      Usuń
  2. Dzień Dobry Pani Kasiu.Witam słonecznie po włosku.Podzielam w pełni Pani opinię na temat przyjazni.Ja również jak Pani jestem bardzo ostrożna bo życie mnie doświadczyło w Polsce a i tu we Włoszech też.No ale nie można się zamkąć na amen by z nikim nie porozmawiać tylko trzeba uważać .Tyle razy sobie mówiłam że już nigdy nie pomogę żadnej Polce ale czy człowiek może przejść obojętnie obok?Staram się unikać kontaktów z Polkami tu gdzie jestem bo tylko wtedy gdy coś chcą wiedzieć są słodkie.Lepiej z włoszkami mi jest,choć mam jedną koleżankę Polkę z którą utrzymuję delikatne kontakty od kilku lat.Jest to jedyna Polka na którą zawsze mogę liczyć i tą znajomość pielęgnujemy od 10 lat .Może kiedyś jak się spotkamy to opowiem Pani.Bardzo miło się czyta Pani blog choć przyznam że nie co dzień ale wracam w tył i jestem prawie na bieżąco.pięknie że jest Pani tu z rodzią i jesteście szczęśliwi i oby na zawsze to szczęście w WAS było czego z całego i szczerego serca życzę.Myślę że przy takiej mamie i żonie jak Pani można być szczęśliwym bo co do szczęścia jest potrzebne? dobre serce a Pani takie ma bo nie lubi fałszu i zakłamania co zauważyłam.Zyczę miłego dnia dla całej rodziny.(może podam mój e-mail może zechce Pani napisać to wyślę moje zdjęcie i może będziemy w kontakcie bez zobowiązń konopkamarysia@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tymi przyjaźniami różnie bywa. Najczęściej życie skutecznie wetyfikuje, Mało czasu, ocenianie, zazdrość w dowolnym znaczeniu. I znów zastanawiam się czy to nasz polski czy globalny kłopot? Ale taka przyjaźń na odległość może okazać się trwalsza niż 'codzienna'... na miejscu.
    Ps. uwielbiam Twoje zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. I tych palców u jednej dłoni wystarczy na PRZYJACIÓŁ-PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ !!!!! To i tak wielkie szczęście ! Reszta to kolezanki,koledzy,znajomi - tez po latach sie o tym przekonałam .A życie jeszcze i tych PRAWDZIWYCH weryfikuje co jakis czas.Niczego i nikogo nie można być pewnym,nic nie jest dane nam NA ZAWSZE.....
    Pozdrawiam-lucyna ze Slaska

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiejszy wpis zmusił mnie do refleksji na temat przyjaźni w moim życiu. Doszłam do wniosku, że podobnie jak u Ciebie Kasiu, moje znajomości z dzieciństwa, młodości czy studiów nie przetrwały. Pewnie duża w tym moja wina. Częściowo mogę tłumaczyć to przeprowadzkami, które mam za sobą. Być może zaważyły na tym, że moje relacje z rówieśnikami nie były aż tak silne, trwały najwyżej kilka lat po przeprowadzce. Dopiero znajomości nawiązane w dorosłym życiu trwają dłużej, niektóre ponad 15 lat. Przetrwały one pomimo tego, że już nie pracujemy razem. Wciąż się spotykamy, z niektórymi bardzo często, z innymi kilka razy w roku. Ważne jest to, że za każdym razem cieszymy się z naszych spotkań, że lubimy być ze sobą, możemy liczyć na uwagę i zrozumienie. Trudno mi jednak, którąś z tych osób nazwać przyjacielem, bo w końcu z przyjacielem trzeba zjeść beczkę soli. Kilka kilogramów soli zjadłam z moim mężem Pawłem, cieszę się, że wspólnie daliśmy radę i oby tak dalej.

    Pozdrawiam
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  6. tak to prawda przyjaźnie są ważne ja mam jedną przyjaciółkę na której się nigdy nie zawiodłam i wiem że choćby nie wiem jak się pokłucić ile dni milczeć zawsze się pogodzimy i będzie jak dawniej... ta przyjaciółka na dobre i złe jest moja Mama... i była taka jedna przyjaciółka wszyscy mówili że jesteśmy siostrami wszędzie razem itd... niestety i ta przyjaźń nie przetrwała choć bardzo bolała utrata takiej przyjaciółki człowiek musiał się pogodzić z tym że teraz nawet ze sobą nie rozmawiamy każda z nas ma jakiś żal.... i jakoś nie potrafimy naprawić tych relacji...ech....a takie miałyśmy plany....przepraszam jakoś się tak... ech to ciągle gdzieś boli....

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjaźń przez duże P,czy taka istnieje? Nawet współmałżonkom nie mówimy co nam w ,,duszy gra,, do końca,albo co nam się kotłuje w umyśle.Jeśli ktoś ma PRZYJACIELA powinien być szczęśliwy.Pozdrawiam Jack

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja też mam taką nadzieję :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim najlepszym przyjacielem jest mój mąż. To on wie, co mi w duszy gra i to właśnie u niego znajduję stuprocentowe zrozumienie. Mam nadzieję, że on też myśli o mnie jak o swojej najlepszej przyjaciółce...
    A inni?...
    Nie wiem, czy dobrze opiszę to, co czuję, jeśli powiem, że czas trwania przyjaźni nie jest równoznaczny z jej prawdziwością czy głębokością uczuć. Bardzo trudnym doświadczeniem był dla mnie zawsze ten moment, kiedy okazywało się, że coś pękło, że coś jest inaczej, że byliśmy jak rodzina, a teraz prawie się nie znamy. Dużo czasu upłynęło, zanim nauczyłam się, że w życiu jest jak w książce - tylko bohater pierwszoplanowy pojawia się na każdej stronie, a inni przychodzą i odchodzą. Są strony pełne danej postaci i są całe rozdziały, kiedy te postaci się nie pojawiają. Czy to znaczy, że są one nieważne? Że nic nie wnoszą w fabułę? Ależ skąd! Można być bardzo ważnym - ale niekoniecznie na całe życie. Można też towarzyszyć całe życie i nigdy nie stać się Przyjacielem, prawda?
    Dobrze, że dzieci mają możliwość utrzymywać dziecięce przyjaźnie. Mam nadzieję, że zostaną im one na całe życie. Ale jeszcze bardziej - mam nadzieję, że jeśli przyjdzie czas pożegnania, pozwolą im odejść bez nienawiści, bez urazy, zachowując piękne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj