niedziela, 15 marca 2015

Ostatni przystanek marcowej wyprawy - u pana Maghinardo


Kiedy pełni wrażeń po śnieżnej Madonnie, Campanarze i Piedimonte wracaliśmy już do domu, Mario doznał olśnienia, że za Palazzuolo jest jeszcze jedno miejsce, którego na pewno nie widziałam. Tym sposobem na koniec wyprawy dotarliśmy do Badii di Santa Maria a Susinana. 




Opactwo wznosi się na wzgórzu, tuż ponad drogą, otoczone gęsto  drzewami. Dlatego też o "liściastej" porze łatwo je przegapić, jeśli ktoś nie zwraca uwagi na żółte i brązowe drogowskazy na trasie. Ja nauczona już doświadczeniem, że za każdym z nich kryje się coś niezwykłego, staram się zawsze przystanąć. 

Czy będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że i ten kościół był zamknięty? Może miałabym więcej szczęścia, gdybym na wyprawę wybrała poranek niedzielny, zamiast wtorkowego południa. Tak czy inaczej miejsce samo w sobie malownicze, klimatyczne, ciche, zachęcało do spaceru. 




Opactwo istnieje już tysiąc lat, do 1808 roku urzędowali tu mnisi "Vallombrosani". W 1302 roku w tym miejscu został pochowany Maghinardo Pagani. Możnowładca i polityk, który podbił okoliczne ziemie, w tym nawet Marradi w 1277 roku. Pod jego władaniem znalazły się Faenza, Imola, Forli. To znana postać z tamtych czasów. Wspomina o nim nawet Dante w Boskiej Komedii, bardzo surowo oceniając jego działania.





Ale zostawmy już historię... Popatrzcie jak tam pięknie! A może tylko ja znów do przesady się zachwycam, bo wciąż jeszcze czułość na włoskie piękno we mnie nie oklapła. Zwykłe zaułki, czasem zaniedbane, odrapane mury, stare okiennice, kamienne mosty, rwące potoki ... nie potrafię zobojętnieć!



Na koniec wróciliśmy na główną drogę. Chciałam sfotografować kamienny most, który wypatrzyłam już wcześniej. Zeszliśmy spacerem w stronę starych zabudowań, a tu jak nie wylecą nam psy na spotkanie. Jak nie zaczną szczekać i krążyć dookoła, aż pot zimny mnie oblał. Kanapek w plecaku już nie było, więc nawet o udobruchaniu nie mogło być mowy. Odkręciłam się na pięcie i wolno, bez paniki zaczęłam się wycofywać. 
- Ja dalej nie idę! Nie ma szans! Nie znam się na psach, ale to jest niebezpieczna rasa! To amstaff albo coś w tym rodzaju! W nosie mam most.
- Daj aparat - prosi Mario. 
- A proszę bardzo! 
Mario bierze aparat, ale i on się zaraz po mnie wycofuje. Wracamy na główną drogę, nie ma sensu ryzykować dla jednego zdjęcia. Próbujemy uwiecznić most z drugiej strony. Most z jego groźnymi strażnikami.


STRAŻNICY to po włosku GUARDIANI  (wym. guardiani)

13 komentarzy:

  1. Poranna kawa, Pani blog i cykl o kościołach- idealny początek dnia :-) Pozdrawiam serdecznie! -A.

    OdpowiedzUsuń
  2. kawka i dom z kamienie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie zwlokłem się z łóżka. Ale kolejność musi być zachowana: po pierwsze Dom z kamienia. Tu z chęcią zaglądam.

    OdpowiedzUsuń
  4. To musiał być piękny dzień pod względem pogody z bardzo intensywnym słońcem bo kolory wspaniale i niebo błękitne.
    Dom śpi, ja sprawdzam ciekawy program edukacyjny dla belfrów i goszczę u Ciebie. Pozdrawiam mocno.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkich Was pozdrawiam i sama idę po drugą kawę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam na 14 zapraszam na obiad. Dzisiaj minestrone i kurczak w occie balsamicznym z pieczonymi ziemniakami.
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  7. Wystarcza dwa slowa -poprostu pieknie .Pozdrawiam i milego dnia Kasiu

    OdpowiedzUsuń
  8. Mieszkając w takim miejscu też bym się nieustannie wszystkim zachwycała. W mojej okolicy nie ma takich miejsc ale jak gdzieś wyjeżdżam to tak jak Pani zachwycam się każdym widokiem, skałami, każdym starym/opuszczonym kościołem, zamkiem czy ruinami- taka już moja natura. To nie jest przesada tak się zachwycać, to znak że nie zobojętnieliśmy na to co nas otacza a to jest piękne ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Zatem do Nicko na obiad tylko ten kurczak w balsamico nie wiem ciekawa jestem u mnie lasagna dziś może być dla wszystkich na kolację jeśli zostanie z obiadu i do kawy ciasto z jabłkami i polewą czekoladową. Zapraszam zatem do mnie na kawę omówimy wszyscy temat kościołów w pobliżu Marradi. Który zdecydowanie bliższy każdemu z nas. Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  10. Też bym się takich guardiani wystraszyła i wolała nie ryzykować :)
    Przepiękne miejsce, przepiękne zdjęcia!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ok Asiu, dobry plan! A że nie przychodzę nigdy z pustymi rękami, to uraczę Wam bułeczkami drożdżowymi z jabłkiem, cynamonem i cukrem trzcinowym:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmmm bułeczki drożdżowe!!!! Zatem mamy dzisiejsze popołudnie zaplanowane i temat do pieknej dyskusji dzięki Twojej inspiracji Kasiu! Zapraszamy pozostałych chętnych pozytywnych czytaczy kto ma chęci i z czym dołącza?
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  13. Po prostu Za.....ste zdjęcie z tarasu na kopiącego Mario nad rzeką dużo dobrych wspomnień do głowy przylatuje. Ale chciałem przy okazji przypomnieć o Twojej obietnicy sprawdzenia czy to nie aby polski święty nie zadomowił się w kościele koło was
    pozdrawiam
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń

Drukuj