czwartek, 26 lutego 2015

Stare domy i jedwabniki



Ze szkolnego terenu, gdzie każdego dnia odbierane są dzieci, widać dachy Marradi, skupione w dolinie. Ponad nimi góruje stary, kamienny dom, sprawia wrażenie strażnika miasteczka. Obecnie znajduje się tam restauracja i b&b. Dawno temu kilka słów o nim napisałam - to miejsce nazywa się La Colombaia - czyli gołębnik. 
- Ile może mieć lat? - pytam Mario.
- Dużo - odpowiada lapidarnie.
- Kilkaset? 
- Na pewno!
Kiedy tak dyskutujemy pokazując palcami w kierunku budynku, podchodzi dwóch starszych mężczyzn. 
- Właśnie szacujemy ile lat może mieć Colombaia - wyjaśnia Mario. 
- Według mnie około 400 - tłumaczy starszy z panów. - Zwróćcie uwagę na wieżyczkę, to typowy styl z tamtych czasów. Jest tu kilka domów podobnych i na pewno zbliżonych wiekiem. 
- Na przykład ten w Sant' Adriano, a dokładnie te dwa bliźniacze. 
- Zgadza się! I jeszcze Villa Nova w Biforco.
- Rzeczywiście. Są podobne.
- Villa nova to piękny dom, bawiłem się tam jako dzieciak. - Starszy pan zaczyna wspominać dawne lata, a ja natychmiast daję się porwać i już myślami jestem w Italii minionych dekad, w dawnym Marradi, gdzie wszyscy hodowali ... jedwabniki! To wydaje się nieprawdopodobne i zupełnie nie kojarzy się z Toskanią. Próbuję sobie wyobrazić wszechobecne morwy, na których żyły "bachi di seta", nie wiem co się z nimi stało, ale wiem, że mam kolejny temat do zgłębienia. Czeka mnie zatem znów posiedzenie w bibliotece.  


Po szkole jedziemy zrobić z bliska zdjęcia Colombai. Okazuje się, że z tyłu jest kaplica, której nigdy wcześniej nie zauważyłam. Stąd też odchodzi droga, która prowadzi do Badii, o której pisałam nie tak dawno. Kolejna droga do przejścia, jak tylko zrobi się cieplej i błoto przyschnie. Między domem a kaplicą rośnie stara morwa, świadek dawnych czasów. Zdaje się, że wszystko tu ma duszę, dom, drzewo, stary samochód, że wszystko chce opowiedzieć swoją historię. 
Kiedy zjeżdżamy ze wzgórza, Mario zatrzymuje się przy sporym stosie gałęzi i patyków. 
- Oooo! Już się przygotowują. Wiesz co to jest?
- Nieee...
I dziś jeszcze tego nie zdradzę, a Czytelników znających tę tradycję, proszę - cicho sza:) 


BACHI DI SETA to oczywiście JEDWABNIKI

4 komentarze:

  1. Kocham takie historie. Bardzo proszę o więcej... pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała historia, bardzo intrygująca :) Również uwielbiam takie historyjki

    OdpowiedzUsuń
  3. Imienniczka :-)26 lutego 2015 17:32

    Każdego dnia tu zaglądam i to moja mała ucieczka od codzienności. Sprawia mi to ogromną przyjemność i daje chwilę wytchnienia. Podobnie jak lekcje włoskiego na które się w końcu zdecydowałam. Pozdrawiam ciepło z miejsca gdzie powoli i nieśmiało zawiało cieplejszym i wiosennym powietrzem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Twoimi tekstami, opowiadaniami i lekkim językiem mogłabyś pisać książki. Cichy zakątek, piękna okolica, piękna "kraina" - w sam raz na starą maszynę i stukanie literek :) Ale klimat!
    A ten stos to na czarownice? ... a przepraszam nie te góry :) Czarownice to w Świętokrzyskich :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj