środa, 11 lutego 2015

Sambuca dla spokojności


Pytacie mnie - skąd smutek? Być może większość z Was myśli - o co jej chodzi? Urządziła sobie wieczne wakacje, odcina kupony, nic nie robi i tylko narzeka. Po pierwsze nie narzekam lub przynajmniej staram się tego nie robić, a już na pewno nie publicznie. Po drugie, nie jestem na wakacjach tylko prowadzę prawie normalne życie, a po trzecie rentierem też się nie stałam, niestety.
Muszę stawić czoła problemom, które ciągną się od dłuższego czasu. Szukam możliwości, pukam do różnych drzwi, ale kiedy jest wiecznie pod górę, momenty załamania są chyba jak najbardziej naturalne. Tym bardziej jeśli taka sytuacja zaczyna się ciągnąć zbyt długo. To jedyne, co zaburza mój spokój. No może jeszcze polski jad, który spływa na mnie co jakiś czas, dziwnym trafem zwykle w momentach dla mnie trudnych, więc trafia na podatny grunt, a że jestem osobą nadwrażliwą, to odchorowuję to długo. 
Tak czy inaczej, reasumując - kiedyś w końcu musi być lepiej, lżej, łatwiej. Jestem o tym przekonana. Tak jak zawsze podkreślam - konsekwencji i uporu mi nie brakuje, będę jak ta mrówka, póki starczy mi sił. Małymi kroczkami do przodu. Mimo trudności. 
Takie problemy ma wiele osób, takie czasy! Ja oczywiście mam to szczęście, że jestem tu, widok za oknem ładniejszy, ludzie dookoła bardziej serdeczni, to wszystko pomaga, to daje mi siłę w trudnych momentach. O wiele łatwiej mi radzić sobie z tym wszystkim, kiedy otula mnie toskański świat. Ale jakby nie było, czasem trzeba sobie popłakać, choćby dla zdrowia psychicznego, a potem postarać się szybko podnieść, bo tak jak napisała wczoraj jedna z Czytelniczek - "siły i odwagi, po kwietniu przychodzi maj".


Pozostając w temacie. Migawka z wczoraj:

- Zawieziesz mnie do marketu, zapasy mi się skończyły? - proszę Mario. 
Pogoda jest przepiękna! Powinnam powiedzieć - aż chce się żyć, nawet mimo zalegającego wciąż śniegu.
Ja jednak siedzę cicho jak mumia, ze ściągniętym czołem. Mario tylko patrzy z przykrością i niemo współczuje. W końcu puszczają mi emocje, wyrzucam z siebie wszystkie żale, starając się opanować narastającą gulę w gardle. "Nic mi się nie udaje! Popatrz na mnie! Wszystko idzie mi tak opornie i to przez niemal całe życie. Co jest ze mną nie tak?" - lawina słów, chaos myśli, żale ukryte. 

- Sambuca czy Eremo? - pyta Mario.
- Saam .. buuca - próbuję opanować szlochanie.
Jak dobrze, kiedy nie trzeba zbyt wielu słów.
Biorę z domu aparat i jedziemy.


Sambuca, miejsce pomiędzy Marradi i Palazzuolo. Tak dzika i niedostępna. Tak piękna. Morze wierzchołków ubielonych, jak sino - białe mozaiki.  Urwiska opadające gwałtownie przy samej drodze, straszą wysokością. A ta droga jak wstążeczka, jak niteczka wśród tej niezmierzoności. Daleko ze środka nieba wyrastają Alpy Apuańskie... Surrealistyczne, niepowtarzalne. Tyle piękna na raz. 

- Boże, jak tu jest niezwykle! - wyrywa mi się mimowolnie. - Nieprawdopodobnie pięknie!





- Lozzole!! To Lozzole! Popatrz! - wołam z entuzjazmem dziecka.
Nigdy nie widziane przeze mnie od tej strony. Znów przystanek, zdjęcie, znów och i ach.
- Słuchaj, a może zatrzymamy się u Francesco w bottedze? - proponuje Mario.
- Wiesz jak jest. To nie ten moment.
- Daj spokój, wypijemy tylko po kieliszku wina, zjemy po kawałku chleba.
- Tyle czasu tam nie byłam... Pewnie jest na mnie wściekły. Zobaczysz, już na wejściu wyśle nas tam, gdzie światło nie dochodzi.
Trochę zestresowana, ale cieszę się na myśl o spotkaniu.


Otwieram niepewnie drzwi bottegi i wsadzam głowę do środka. - Buon giorno...
Pojawia się "prawa ręka" Francesco. Znajoma dziewczyna chwilę nam się przygląda i jakby nas nie rozpoznaje.
Matko! - myślę sobie - czyżby minęło aż tyle czasu...?
Chwilę potem pojawia się nasz przyjaciel.
- Buongiorno! - wita nas oficjalnie.
Przez chwilę odbiera mi mowę - matko, nawet on mnie nie rozpoznaje. Może to przez moją smurfową czapkę?
W końcu podchodzi do Mario 
- No! Trochę czasu minęło! A ona to kto? - pokazuje na mnie.
- Cudzoziemka, nie znam jej dobrze.
Za chwilę już jest mnóstwo śmiechu, a Francesco, kręci głową i oczywiście tak, jak przewidziałam wysyła nas tam, gdzie światło nie dochodzi. Soczyście, po toskańsku, nie przebiera w słowach!
- Lepiej było jak mieszkałaś w Polsce, przynajmniej częściej mnie odwiedzałaś! - Gani mnie i napełnia kieliszek winem. 
- To nie tak! Trochę się sprawy pozmieniały, nie wszystko poszło tak, jak miało pójść. Nie dla nas teraz jeżdżenie po restauracjach. 
- Ale odwiedzić mnie mogłabyś od czasu do czasu! 
- Masz rację, masz rację, przepraszam! Ale jak się tak zastanowić to i ty mógłbyś czasem do mnie zajrzeć. 
Obok kieliszka wina ląduje jeszcze talerz z kawałkiem sera i prosciutto, a zaraz potem porcja pachącego makaronu. 
- Spróbuj. Przed chwilą to wymyśliłem. 
Francesco pyta o dzieci, o Pawła, wspomina "zapasy" przed restauracją. Obiecuję, że wrócimy tu wkrótce wszyscy razem. 
Ileż cudownych popołudni spędziliśmy pod portykami, ileż niezapomnianych wieczorów. Stęskniłam się za gościnnością tego miejsca, za pozytywną energią jaka krąży tu w powietrzu, za niespotykaną serdecznością Francesco.

- Dziękuję - mówię do Mario, kiedy wracamy do Marradi. 
- Za co?
- Za spacer, za Palazzuolo, za to, że znów mi lżej na ramionach, choć przecież nic się nie zmieniło. Potrzeba mi było takiego przewietrzenia myśli. 
- Daj spokój. 


Przepraszam za brudny obiektyw. Postaram się go wkrótce wyczyścić, według udzielonych mi instrukcji:) 

RICONOSCERE to znaczy ROZPOZNAĆ (wym. rikonoszere).

14 komentarzy:

  1. nie załamuj się Kasia, pieniądze są ważne niestety, ale wierzę, że dasz radę, że się wszystko ułoży, powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, wyluzuj! Jesteś silna-! bardzo, nawet o tym nie wiesz. Żadne tam jady, niech nie zaburzą Twojego spokoju i entuzjazmu. I ciągle pamiętaj: po kwietniu przychodzi maj, a potem już wieczne lato. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciao - nie było mnie tu kilka dni i widzę jakieś smuteczki się zalęgły. Cóż wiesz sama jak jest - zakrętów w naszym życiu mnóstwo i zawsze staramy się wierzyć, że za kolejnym wszystko już będzie ok. Widać ten zakręt jeszcze przed Tobą ale wież mi jest z całą pewnością i tylko czeka na to, aż do niego dojdziesz. Są obok Ciebie ludzie z którymi wspólnie pokonujesz tę drogę - Oni, kochają bezgranicznie i liczą na Ciebie. Czas wiec przegnać smutasy, spiąć pośladki, wypiąć piersi do przodu, odkurzyć sukienki i cieszyć się tym co jest - a jest tego sporo - sama przyznasz. Paweł ze wszystkim sobie poradzi - super gość z niego i pomysłów u Niego cały wór, że tak powiem.
    A teraz czas już pomyśleć o podboju Flo.
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu, no dzisiaj już lepiej, a że nienawiść, głupota, zazdrość i jad - no cóż, takie jest życie, nie warto się frustratami przejmować. Na pewno to boli ale często ci, którzy wypisują takie bzdety to robią tak, bo lubią, albo nienawistne wpisy traktują jako .......... zarobek. A ja dziękuję za piękne zdjęcia i powodzenia, zawsze po zimie jest wiosna a i ludzi z dobrą energią jest coraz więcej. H

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu głowa do góry. Na pewno znasz takie powiedzenie, że co nas nie zabije to nas wzmocni i rzeczywiście ktoś cudownie powiedział, że po kwietniu przychodzi maj. Kasiu dasz rade, wszystko się ułoży. Całusy i uściski z Jeleniej Góry

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się Kasieńko,
    Problemy ma każdy, mniejsze lub większe, a ty je masz przynajmniej wśród życzliwych ludzi i pięknych widoków. Pozdrawiam i ściskam Cię

    OdpowiedzUsuń
  7. Są ludzie, dla których pożywka jest dokopywanie innym... ot co! proszę nie zwracać na takich uwagi, bo szkoda życia :) pozdrawiam, ID

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasiu, dedykuję Ci przepiękne zdanie: "Idź swoją drogą, a ludzie niech mówią, co chcą." Dante Alighieri. Wszystko się na pewno dobrze ułoży, w tak pięknych okolicznościach przyrody i z tak serdecznymi ludźmi nie może być inaczej. Z pozdrowieniem, Magda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiaj i mnie by się przydała taka wycieczka w góry i nabranie dystansu :-(
    Mam nadzieję Kasieńko, że chociaż trochę pomogło i znów po ciężkich chwilach masz w sobie więcej optymizmu i siły. No i że plan nadprogramowy na ten tydzień wcieliłaś w życie ;-)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  10. jak bardzo bym chciała mieć taki kawałek ziemi gdzie mogłabym pojechać i odpocząć psychicznie te widoki urocze nie dziwie się że zaraz lżej na sercu...;(

    OdpowiedzUsuń
  11. No i masz babo placek, uprzedzałaś, że tak będzie, ale ta moja niecierpliwość nie pozwoliła zaczekać i już w pracy kiedy tylko wyświetliło mi się powiadomienie na fb, że Dom z Kamienia dodał nowy post i natychmiast musiałam wejść i czytać, a wzruszenie i zachwyt rosło we mnie i rosło, aż koleżanka z biurka obok spytała „Czemu płaczesz co się stało?” Nawet nie zauważyłam że łza cieknie po policzku, „Nic, po prostu przez chwile moje serce było w domu :)” Pewnie do teraz myśli, że zwariowałam, ale ja naprawdę byłam w domu.
    Po stokroć dziękuję Kasiu
    A Tobie Kasieńko, życzę jeszcze więcej siły, abyś na swych wątłych ramionach mogła świat przenosić i nie wątpię Kochana, że dasz radę. Teraz jest trudno, pewnie będzie jeszcze nieraz i trudniej, ale masz ogromne szczęście do ludzi którzy Cię otaczają i dostaniesz od Nich moc i siłę.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa. krajobrazy świetna rzecz ... ale przyjaciele lepsza :). Pozdrowienia dla chłopaków i "teściowej"

      Usuń
  12. To takie modne w internecie - "hejtowanie". A tak jak piszesz - i to jest prawdą - polski jad, zazdrość i ciągłe dokopywanie. Komuś się udaje - trzeba dokopać. Komuś się nie udaje - też można. Nie dogodzisz. Najważniejsze to nie brać tej zgryźliwości do siebie - choć to nie łatwo. Na szczęście widoki masz piękne, klimat cudowny i ludzi bardziej życzliwych niż tu. A lada chwila nadejdzie wiosna, rozkwitające kwiaty i pogoda zaczną sprzyjać pozytywnym doznaniom. Always look on the bright side of life...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj