wtorek, 24 lutego 2015

Pranie - bezpruderyjnie


Dawno temu miałam przyjaciela zakochanego w krajach północnych. Tak jak moje serce patrzyło tęsknie na Południe, tak na jego mapie świata istniało tylko to, co za Bałtykiem i bezpośrednio na zachód od Polski. Ileż my się spieraliśmy dyskutując o wadach i zaletach narodów, o kulturze i mentalności. Pamiętam jak dziś jego oburzenie, kiedy pewnego razu poruszyliśmy temat "prania".
Nie mógł pojąć - jak tak można bezwstydnie swoje .... wywieszać na widok publiczny, że to nieestetyczne, niekulturalne, że psuje krajobraz, że narusza intymność. Że pranie na sznurku to widok, jakiego w Skandynawii się nie uświadczy. Ja oczywiście zacięcie broniłam Południa z bielizną intymną wystawioną na widok publiczny. 
Lata minęły, teraz sama jestem mieszkanką Południa, mam swoje sznurki na zewnątrz i też bezwstydnie pokazuję wszystkie części garderoby. I wciąż, tak samo jak kiedyś uwielbiam widok rozciągniętego prania. Sfotografowałam garderobę chyba wszystkich marradyjczyków. Oczywiście nie ośmieliłam się nigdy tych zdjęć opublikować, bo nawet jeśli jestem znana z miłości do tego miejsca, to w końcu zaczną brać mnie za wariatkę, jeśli zorientują się z jakim zachwytem patrzę na łopoczące na wietrze prześcieradła. 


A mówiąc między nami - przyznaję otwarcie - zachwycam się nimi jak głupia i nawet w tym widzę poezję zwykłego włoskiego dnia. Lekkość, zwiewność, kokieteria ... Sami przyznajcie, czy taki widok - ciasna uliczka, kamienne domy i wiszące pranie - nie jest piękny? Idę o zakład, że ktokolwiek był na Południu ma choć jedno takie zdjęcie w swoich zbiorach. 
Nie chcę dorabiać ideologii, ale w pewnym stopniu takie widoki też przyczyniają się do tego, że dobrze się tu czujemy. Przesunięte granice intymności, otwartość, brak nadęcia. Swojsko, bez niepotrzebnej pruderii. Jak tego nie kochać?

ROBIĆ PRANIE to po włosku FARE IL BUCATO (fare il bukato)    

9 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie co do prania odnieść wrażenia własne, ponieważ wiele czasu i wakacji spędzaliśmy w Niemczech i poznawaliśmy ich układność, uporządkowanie, praktyczność nie do pomyslenia było to co we Włoszech. Kiedy po raz pierwszy byliśmy w Italii akurat w takim miejscu, że brudno, bałagan, rozgardiasz bylismy zszokowani i jeszcze to pranie, ale już w czasie tego samego pobytu zaczęłam się do prania uśmiechać . Kolejna podróż powodowała, że każde tak powieszone pranie wzbudzało uśmiech na mojej twarzy i oczywiście na zdjęciach jest. Jest to smak Italii i już nic nie mam przeciwko i uwielbiam podglądać Włochów żywo gestykulujących na placach, skwerach przy kawie i bez. To jest tamtejszy klimat i bez tego ani rusz.. Piekny temat na dziś.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam, i na żywo nie widziałam, ale zachwycam się od zawsze i zawsze już będę. Coś w TYM jest!

    OdpowiedzUsuń
  3. W Lombardii nie spotyka sie często takich widoków. Wieszanie prania jest regulowane przez prawo i w większości gmin jest zabronione. Czasami sie zdarza ale nigdy nie od strony ulicy. Mnie sie to aż tak bardzo nie podoba. Miałam kiedyś sąsiadkę z góry która wieszała tak wielkie płachty ciemnych tkanin, zasłaniając okno mojej pracowni. Nie było to takie romantyczne jak na twoich zdjęciach...

    OdpowiedzUsuń
  4. heeej, zgadzam się z Tobą w 100%, zawsze jednak mnie to zadziwiało jak to jest. We Włoszech ma to swój urok i zawsze mnie wprawiało z zachwyt, a w Polsce takie same pranie rozwieszone na podwórku raczej wygląda nędznie i kojarzy się z biedą :(
    pozdrawiam
    creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja tez kocham to pranie rozwieszone... Mieszkam na poludniu i dzisiaj zostalam obywatelka Wloch . Chwale sie, bo zostalam nia o wlasnych silach, bez wydawania sie za maz. Pozdrowienia znad Stretto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak :), kiedyś celowo "zbłądziłam" w Rzymie w ciasne uliczki i zakamarki i pierwsze co zauważyłam to pranie na sznurkach i oczywiście...zrobiłam zdjęcie. Coś w tym jest że na tle starych kamieniczek takie pranie kojarzy mi się ze starymi czasami i pięknymi historiami :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Pranie na sznureczkach jakoś tak pasuje do Włoch, Włochów i Włoszek. To pewien element krajobrazu... uroczy i wg mnie zachwycający. Pranie na sznurkach to tak jak pizza, pasta, małe samochody i wieczne korki w dużych miastach - po prostu smak Italii. Duże czy małe miasto - nie ważne. Tak było, jest i będzie.
    Nigdzie indziej taki widok nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się w 100% z Michałem to uroczy element włoskiego krajobrazu.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj