wtorek, 10 lutego 2015

Kolor nieba i ludzkiego serca


Niebo w Toskanii ma zupełnie inny, niepowtarzalny kolor. Głęboki, jaskrawy, błękitno szafirowy. Nawet teraz, zimą. Zniecierpliwione słońce grzeje mocno, a miliony refleksów, odbijających się od drobinek zlodowaciałego śniegu, potęgują wrażenie niezwykłości. 
Wspinam się pod górę, w stronę Pianorosso, a w głowie zaczyna mi śpiewać Domenico Modugno - Nel blu dipinto di blu, zakrada się podstępem i zaraz rozbrzmiewa pełnym głosem ... i już za chwilę wszystko znów wydaje się meraviglioso... Zastanawiam się nad słowami - czysta prawda, wszystko jest przecież darem, każdy dzień. Żebym tak zawsze o tym pamiętała...


Pewnie momentami mogę wydawać się egzaltowana, ale czasem naprawdę muszę ratować się kolorem nieba, widokiem, muzyką, żeby nie poddać się czarnemu myśleniu. I kiedy dochodzę do szczytu, a przede mną znów otwiera się panorama wzgórz Mugello, z castello, z tym całym przesadzonym lazurem, to zaczynam myśleć - co by się w życiu nie działo, one były i będą, tak jak setki lat temu, tak będą za kolejne wieki.  





A potem schodzę w dół, do Biforco. Przed moją furtką widzę sąsiada. To starusieńki pan, o którym tu pisałam, że jak mrówka każdego dnia kursuje z taczką z drewnem, czasem tylko na chwilę, dla odpoczynku przysiada na ławeczce przed moim domem, jest niezmordowany.  Takich ludzi już chyba nie ma. Tyle w nim pokory, pracowitości, skromności. Uwielbiam obserwować go zza zasłonki. Kiedyś zbiorę się na odwagę i przysiądę koło niego na ławeczce, może coś mi opowie. I ten pan, kiedy wracam do domu, zamaszyście łopatą wywija, odśnieża, by zrobić mi wygodne przejście, bowiem pługi śnieżne całą zawartość z ulicy zrzuciły na bok, a zlodowaciała breja utworzyła coś na kształt wału przeciwpowodziowego i by wyjść z bramy musieliśmy się dobrze nagimnastykować. Staruszek patrzy na mnie, uśmiecha się serdecznie. Nie miałam nigdy dziadka, ale tak mogłabym go sobie wyobrazić. Tyle w nim troski i serdeczności, a przecież jesteśmy tylko sąsiadami, wymieniamy buon giorno i buona sera, to wszystko. 
- Dziękuję, nie trzeba było!
- Nie ma za co - odpowiada zmieszany - przynajmniej teraz można przejść wygodnie. 
- Bardzo dziękuję! Dobrego popołudnia. - uśmiecham się serdecznie i niemal fizycznie czuję ciepło ludzkiej życzliwości. Jakby wiedział, że właśnie teraz potrzebuję poczuć troskę o mnie. 
- Tobie też.



SALIRE - to znaczy WCHODZIĆ POD GÓRĘ (wym. salire)

9 komentarzy:

  1. Pani Kasiu, zawsze rano, przy kawce czytam codzienny Pani wpis, dziękuję za przyjazny stosunek do świata, za skrawek błękitnego nieba Toskanii, ostatnio jednak z pani słów pisanych przebija smutek

    OdpowiedzUsuń
  2. Italia jak dluga i szeroka jest przepiekna. Tylko ten kryzys tutaj jest zabojczy.Mieszkam tutaj ponad 20 lat, za oknem tez mam przepiekne widoki - Sycylia, Etna, Ciesnina Messynska, ktore w tych dniach wygladaja jak norweskie fiordy, bo snieg tez tutaj przyproszyl. Ale jak tak dalej pojdzie... Forza e coraggio - dopo aprile viene maggio. Ciao, dobrego dnia tez zycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forza e coraggio - świetne, coś dla mnie na dziś:))

      Usuń
  3. Kasiu, te widoki, które przedstawiasz na swoich fotografiach są tak niesamowite, że aż nierealne, wzruszają mnie do łez. Kocham Italię, ale kocham też zimę i góry, więc od paru dni przenosisz mnie do nirwany, do raju do samiusieńkiego nieba. Wszystkimi zmysłami staram się odbierać to co dla mnie najpiękniejsze. Dziękuję :)
    Pozdrawiam Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Monia, to w takim razie na jutro przygotuj paczkę chusteczek:) Będzie jeszcze ładniej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, trafiłam do Ciebie dzięki Italia poza szlakiem i już mi się podoba, chociaż sporo mam do nadrobienia, bo na razie to wiem tylko tyle, że piekne kolory i atmosfera panują u Ciebie :-). Pozdrawiam i trzymaj się ciepło! Agnieszka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj