sobota, 13 grudnia 2014

Wybawienie nadchodzi z Cavallary!




Po obiedzie, jak tylko dzieci zostają znów odstawione do szkoły ja i Paw pakujemy do samochodu skrzynkę, nożyczki, aparat i jedziemy do lasu po "produkty" do szopki! Pięknie jest w górach, nad naszym potokiem. Gigantyczne kamienie pokryte mchem, który zrywamy i układamy starannie w pudełku, za chwię dorzucamy szyszki, gałązki, a woda z hukiem rozbija się o głazy i przypomina nam letnie pikniki. 




Zadowoleni ze spełnionej misji, jakbyśmy co najmniej ludzkość od zagłady ocalili, wracamy do domu. Po mniej więcej godzinie salon zaczyna przypominać wiejską drewutnię albo amatorski zakład stolarski. Jak kto woli. Piłuję, przycinam z zacięciem, z jakim niedawno haftowałam woreczki. Zuch ze mnie dziewczyna! Wióry lecą, drzazgi wbijają się w palce, pot cieknie po plecach.
- I jak ty chcesz to zrobić? - pyta Paw, mając świadomość bycia jedynie siłą roboczą, bo ja już wizję i projekt gotowy mam w głowie.
- O tu będzie stajenka, na parterze, potem zrobimy drugi poziom i tam ustawimy domki! - wyłuszczam mój plan. Architekt ze mnie jak ta lala! Nie ma co!
Przymierzamy, przekręcamy, ustawiamy i tak i siak. W końcu Paw bierze klej, smaruje, maże i drewno i podłogę. - Uważaj, bo się nie zmyje - ganię go jak dziecko, które nabrudziło.
Po godzinie pracy mam jedną skrzynkę przeciętą na pół, przyklejoną do drugiej całej i plamę z kleju na terakocie.
Obciążamy naszą konstrukcję kilkoma szczapami drewna i zostawiamy do wyschnięcia.








Po południu przyjeżdża Mario. Ja w ramach relaksu po walce z listewkami kleję właśnie krepinowe baletnice na choinkę.
- Co to ma być?
- Baletnice! Na choinkę!
- Zrobisz z nich choinkę?
- Nie z nich! One są do zawieszenia na choince! - Nic zrozumienia dla mojej inwencji!
- To pokaż, jak to ma być z tą szopką.
Wyciągam nasz szkielet, wątpliwą konstrukcję i prezentuję Mario. - Teraz rozumiesz? Ja chciałam zrobić coś bardziej zaawansowanego niż w zeszłym roku, kupa mchu i dwie deski!
- No dobrze, tylko wiesz, to potrzeba czasu. To się musi zeschnąć! To nie klocki lego czy ikea!
Przewracam oczami i czuję jak coraz bardziej dopada mnie szopkowstręt.
- To już może zróbmy lepiej tak jak w zeszłym roku! Jestem zmęczona. - Poddaję się.
- O nieee! - protestuje Tomek! - Ja chcę domki!
Wyciąga Mario pudełko po panettone.
- A jabyśmy tu grotę zrobili?
- Super - teraz zgadzam się na wszystko - byłe już zamknąć temat szopki  i jednocześnie mieszam w garnku miód i margarynę.
- A co ty tam znowu robisz? - pyta Mario osłupiały.
- Pierniki, to ciasteczka bożonarodzeniowe.
- Dla ciebie święta powinny nigdy nie nadejść - mamrocze z dezaprobatą.
- Słucham?
- Przyszedłem, to robiłaś jakieś lalki, za chwilę szopka i jeszcze ciastek w tym chaosie brakowało!
- Phi! Lalki się suszą, a ciasto potrzebne mi na jutro!  
Kiedy ja mieszam piernikową masę, Mario eksperymentuje z listewkami, klejem smaruje, piaskiem pustynnym posypuje. Ładnie, całkiem do rzeczy. Jednak moja wizja piętrowej szopki zaczyna się zamazywać.
Po kolacji dzownek przy furtce. Lorenzo, ledwo mieści się w drzwiach z kartonem, który trzyma przed sobą.
- To jeszcze nie wszystko, chodź Paw ze mną. Wychodzą i za chwilę wracają z kolejnymi dwoma pudłami. A tam...
Domy i domeczki, wieżyczki i drzewka, i królowie, i pastuszkowie i Maryja z Józefem i krówki i gąski, osiołki, wielbłądy, palmy... co tylko dusza zapragnie!
Wolam dzieci. Zbiegają z góry i zaraz zaczynają szperać w pudełkach.
- Ostrożnie - prosi Renzo. - niektóre mają sześćdziesiąt lat. Potem wymieniają z Mario uwagi na temat jak zrobić rzekę, jak jezioro, jak pagórki ...
- Ty mi tylko zdobądź lazurową krepinę, a resztę zostaw mi. Jutro wam taką szopkę zmontuję jakiej świat nie widział!
I tu Was zostawiam, a sama idę zaraz do miasta ... po krepinę!
Jutro za pewne dalsza relacja z szopkowych zmagań. 



FIGURKI to po włosku FIGURINE (wym. figurine)

6 komentarzy:

  1. Ja tez chce szopke z Wami robic - Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę wpaść jeśli trufli nie będzie :)

      Usuń
  2. ciekawa jestem efektu końcowego będzie piękna szopka pewnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej jak pięknie ale głównie dlatego, że tyle ludzi się zaczyna jednoczyć przy dziele i to dziele jakoś tam świętym!!! Jeszcze tutaj wierny Czytacz Nico będzie doradzał. Ja jutro zobaczę co było dalej z wielką ciekawością.
    Pozdrawiam bardzo mocno.
    Asia op.
    P.S. U nas też ciepły wiatr przyniósł po przymrozkach ciepełko 7 stopni!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Łał! Cudownie mieć wokół siebie tylu przyjaciół :-) Czekam niecierpliwie do jutra ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj