piątek, 12 grudnia 2014

Plan prawie w połowie wykonany


Kalendarz adwentowy był zawsze tylko preludium do tego, co mam jeszcze zrobić w grudniu. Mimo, że nie muszę ganiać po centrach handlowych, ani tkwić godzinami w korkach, to jednak długa lista rzeczy do zrobienia przed świętami ciąży mi i zaczynam panikować czy ze wszystkim zdążę i czy o zgrozo, o niczym nie zapomnę. Oczywiście muszę uczciwie przyznać, że większość tych obowiązków sama sobie narzuciłam, bo przecież nikt mi nie każe robić tego wszystkiego!

Wysłać zdjęcia do kalendarza - odhaczone! Zrobić ciasto na pierniki i je upiec, bo taką sobie tradycję wymyśliłam! Wysłać kartki do znajomych, bo smsem ja się przecież nie splamię! Zrobić szopkę, bo Matka Polka - jak już wiadomo - gotowców nie kupuje, a szopka w Italii to też tradycja. Przygotować ozdoby na choinkę - bo ładniejsze są hand made, poza tym większość naszych została w Polsce! Powiesić lampki wokół domu i ubrać choinkę - bo już całe Marradi się świeci i z każdego niemal okna mruga przystrojone drzewko, a u nas jeszcze choinki nie widać, jedynie gwiazdki z okna migają. Zrobić koronę dla króla - uff - drugi punkt planu wykonany! Podjąć wyzwanie upieczenia własnego panettone, bo przecież jestem blogerką i gotuję we włoskiej kuchni, a czytelnicy na przepis czekają! Już nawet nie wspominam o codziennych obowiązkach, o lekcjach, artykułach, domu, bo to przecież jasne. Na szczęście nie mam obsesji gruntownych porządków przedświątecznych. Ważniejsze są dla mnie te wszystkie szopki i dekoracje, niż okna na błysk wyszorowane. 



Po dzisiejszym mroźnym (-2) poranku zapowiada się kolejny słoneczny dzień. I myślę, że to dobry moment, by wybrać się w góry, po gałązki, patyczki, szyszki i mchy, które będą podstawowym materiałem przy wszystkich "hendmejdach" z mojego planu. Od jutra wracają chmury, ale też - co za tym idzie - i wyższa temperatura. 
Mam nadzieję, że zaraz zapanuje trochę spokoju! Marzę o tym, by usiąść spokojnie przed kominkiem, z książką, ze szklaneczką vin brule' i przez dłuższą chwilę o niczym innym nie myśleć ...

AVERE DA FARE to znaczy MIEĆ DO ZROBIENIA (awere da fare)

6 komentarzy:

  1. Korona profesjonalnie i porządnie wykonana, z wyobraźnią! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi, hi, hi Kasiu, jak bym czytała o sobie ;-) Robię dokładnie tak samo ;-) Chociaż... przyznaje bez bicia nie robiłam sama szopki chociaż obiecuje sobie to co roku :-) Sama sobie spisuję w głowie ale nie tylko tam ;-) co mam przygotować, co zrobić, jak przystroić, że w końcu ogarnia mnie panika, bo się nie wyrobię a tyle roboty ;-) I też przecież sama to sobie narzucam, chociaż jak Ty nie robię gruntowych porządków, tylko te codzienne, albo ciut dokładniejsze co tygodniowe ;-)
    A w tym roku troszkę mi się i z tymi moimi planami pogmatwało, bo wypadły nieprzewidziane sprawy, ale to tylko życie...
    Trzymajcie się kochani :-)
    Ściskam z całych sił :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, szopki nie robię, jakoś tradycja do nas nie przeniknęła. Pierniczki wczoraj pieczone i wykrawane oraz częściowo zdobione a strojenie świąteczne dopiero później, bo Adaś taki ma zwyczaj. Ściskam i pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam tak samo, na szczęście w tym roku pierwszy raz postanowiłam zacząć od prezentów, żeby potem na ostatni dzwonek nie biegać po sklepach, prezenty przemyślane i kupowane z radością sprawiają, że czuje się szczęśliwa...a co do narzucania sobie ile muszę zrobić to oczywiście zaczynam od listy;-)
    Na panettone oczywiście czekam, a tak w ogóle lasagne wyszła super a fasolką zajadamy się często;-)
    Pozdrawiam ze Świątecznego Sopotu

    OdpowiedzUsuń
  5. hi bardzo dobre pomysly niestety ja musialam wziasc wolne dzis zeby cos zrobic dotyczce swiat . A pierniczkow zrobilam okolo 300 szt w zeszlym tygodniu.
    Ale czekam na przepis panettone.Pozdrawiam ze zimnej Szkocji.
    Iwona J

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma tam gdzieś w Twojej okolicy mieszkania na sprzedaż, bo tak mi się wszystko co pokazujesz/opisujesz podoba, że najchętniej po prostu bym się tam przeniósł :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj