piątek, 21 listopada 2014

Złośliwość rzeczy martwych



 Środa wieczór. 
Padam ze zmęczenia, zasypiam nim głowa dotknie poduszki, tym bardziej, że już o siódmej mam pierwszą lekcję. 
Bladym świtem zrywam się z łóżka na dźwięk budzika.
- Nie musisz się spieszyć - mamrocze obok Paw - internet nie działa.
- Cooooo??? Ale ja mam lekcję!!! Mało tego, dziś czwartek - najbardziej intensywny dzień "lekcjowy"!
- Do pierwszej w nocy próbowałem go naprawić i nic. 
Dzwonię, odwołuję pierwszą lekcję. W między czasie Paw zwleka się z łóżka i znów przy durnej skrzynce zaczyna majstrować. 
- Czekaj, czekaj! - woła po dwudziestu minutach - jest. Działa. Możesz mieć lekcję. 
Super! Znów dzwonię, odwołuję odwołanie. 
Człowiek bez internetu "na moim stanowisku" zachowuje się jak szalony desperat.
O 14.30 zaczynam ostatnią czwartkową lekcję. Kwadrans przed czasem sadowię się wygodnie, włączam skype i co??? Nie działa!!! Jasny gwint. Szybka próba reanimacji modemu. Udaje się! Pacjent przeżył! Lekcja będzie i jak nigdy - mamy wyjątkowo dobry sygnał, nawej jednego minimalnego zakłócenia.   
Po lekcji - relaks, chwila z głupotami na fejsbuku. Jednak już po piętnastu minutach, zabawa się kończy - modem wydaje ostatnie tchnienie. Wszystko świeci się na czerwono. Żadnego sygnału. Dla pewności telefon do "telekomu" czy to na pewno modem, a nie sieć. Nie - to na pewno modem. 
Kolejna próba reanimacji i następna i jeszcz jedna. Czas na mocniejsze argumenty. Z pięści go i z otwartej i nawet pada propozycja wrzucenia go do kominka, może nie od razu na trzy zdrowaśki, ale choć na chwilę, by nauczyć go pokory. 
Poddajemy się. Modem zakończył swój żywot. Ni go kijem, ni go pałką - jakby powiedziała moja mama. Dobrze, że dziś nie mam lekcji. 
W trzytysięcznym miasteczku znaleźć modem wcale nie jest łatwo. Paw z samego rana wyruszył na poszukiwania. 
A ja? Zajadam panettone i szykuję adwentowy kalendarz. Jednym okiem zerkam na zwłoki modemu, rozprute i wybebeszone. Czekaj, dam ci jeszcze jedną szansę - myślę sobie - maksymalnie dwie. Tikitiki tiki tiki, pyka strzyka, brzęczy i nagle... zapalają się zielone diody. Dlatego melduję się. Jestem. Na maile odpiszę. Ale poproszę o odrobinę tolerancji, nim Paw dotrze z nowym modemem, moje bycie w sieci jest bardzo niepewne.    
Tymczasem - częstujcie się i dobrego weekendu!
FUNZIONARE - to znaczy DZIAŁAĆ (wym. funcjonare)


13 komentarzy:

  1. ja też już z częściowo wykonanym kalendarzem adwentowym ;) ciekawi mnie co tym razem wymyśliłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem robię coś trwałego:) Pracochlonne bardzo, ale myślę, efekt wart będzie wysiłku. Poza tym coś zostanei chłopcom na pamiątkę kiedyś:) Choć Paw twierdzi, że idąc tym tokiem powinnam zrobić dwa:)

      Usuń
  2. Oby nowy modem szybko się znalazł:) Uściski z pochmurnego Pomorza :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj !
    Nie wiem kiedy to było ale pisałas o Twojej ulubionej książce.Wiem ze to był autor Tiziano Terzani ale nie pamietam tytułu...gdybys mogła mi go przypomniec byłabym wdzieczna !!!

    Lucyna z pochmurnego Wodzisławia Slaskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniec jest moim początkiem - Tiziano Terzani, a potem kolejne, jeśli Cię oczaruje: Nic nie zdarza się przypadkiem, Powiedział mi wróżbita ecc...

      Usuń
    2. Dziekuje Ci Kasiu ,własnie zamówilam w ksiegarni !!! Miłego Dnia !

      lucyna

      Usuń
  4. Skąd ja to znam hi, hi, hi. Wiem, wiem, nic w tym śmiesznego, ale tak po czasie jak na to patrzeć, to niezły cyrk ;-) Trzymaj się Kochana. Ja się chętnie poczęstuję ;-) Przyda mi się chwilka oddechu, bo ten tydzień mnie wykończył. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  5. To wszystko wina Pa - zazdrośnik jeden i nawet ciastka rani nie przyniósł kawę jeno i to jedną - smakiem się obejść musiałem.
    Pozdrawiam Nicko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to byl zwyczajny sabotaż!

      Usuń
  6. Witaj Kasiu,
    Mam nadzieje ze nowy modem się znalazł.Czy mogłaby polecić najlepszą markę dla pannetone.
    Dziękuję i pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modem jak widać jest:) Z tych marek, które można dostać w pl to chyba Bauli godne polecenia. Najważniejsze by bylo świeże, a nie z zeszłego roku! Musi być wilgotne! Ja w tym roku mam zamiar pokusić się o upieczenie!:)

      Usuń
    2. A jeszcze dodam, że najlepsze jakie jadłam to bylo zawsze u naszego znajomego z bottegi Francesco, on dla swoich klientow zamawial już rok wcześniej z takiej rodzinnej piekarni. Matko jakie ono bylo dobre!!! Zupełnie inna jakość, ciężkie, aromatyczne, wilgotne, a nie nadmuchana buła z rodzynkami.

      Usuń
  7. Dziękuję Kasiu. Będę wdzięczna za autentyczny i wypróbowani przepis.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drukuj