piątek, 7 listopada 2014

Z Bardzo Starego Toskańskiego Notesu...


Z Bardzo Starego Toskańskiego Notesu, październik 2009

Tamtego dnia, gdy po wizycie u Francesco wracaliśmy do domu, Mario postanowił, że zabierze nas do znajomego zbieracza trufli. Giancarlo mieszkał kilka kilometrów od Marradi, na uboczu, w starym, kamiennym domu, wśród wiekowych kasztanów. Kiedy wjechaliśmy na jego posiadłość, było już całkiem ciemno. Wywołany przez Mario, wyszedł przed dom i powitał nas serdecznie.
- Moi przyjaciele chcieliby kupić kilka trufli. Masz coś? - zapytał Mario w dialekcie.
- Mam, mam! Zapraszam was do środka! - Giancarlo otworzył przed nami drzwi przydomowego pomieszczenia.
Wewnątrz pachniało ziemią i wilgocią, na środku stał długi, drewniany stół, na ścianach wisiały przeróżne bibeloty, niektóre bardzo stare, a w rogu prezentował się imponujących rozmiarów kominek. Giancarlo wysypał na stół najświeższe zbiory i w jednym momencie pomieszczenie wypełniło się odurzającym, charakterystycznym zapachem. Trufle są piękne, to dla mnie jeden z najwykwintniejszych, najsmakowitszych prezentów od matki natury. Po uczciwej cenie zakupiliśmy kilka sztuk, które zostały szczelnie zapakowane w dwa słoiki. By transakcja była udana, nasz nowy znajomy postawił na stole aksamitne sangiovese i kieliszki. Wiadomo, że kiedy na scenie pojawia się wino, czas nagle zwalnia, a wieczór się wydłuża. Giancarlo opowiadał arcyciekawie o swojej pracy, o zbieraniu trufli, staliśmy jak zaczarowani, wsłuchani w jego słowa.  Dzieci w tym czasie wynajdywały coraz bardziej zadziwiające przedmioty, narzędzia, rogi jelonka a nawet czaszkę jakiegoś zwierzaka. Nim się spostrzegliśmy minęły dwie godziny, podziękowaliśmy więc wylewnie Giancarlo,  który na pożegnanie zaprosił nas na wspólną wyprawę w poszukiwaniu trufli.
- To niesamowite - odezwał się Mario, gdy już byliśmy w samochodzie.
- Co jest niesamowite? - spytałam.
- Widział was pierwszy raz i zaproponował wam wspólne szukanie trufli. Czy zdajesz sobie sprawę co to znaczy? - nasz przyjaciel był szczerze zaskoczony.
- Nie wiem co powiedzieć, poza tym, że bardzo mi miło - byłam zakłopotana.
- Caterina musisz wiedzieć, że to zaszczyt, to naprawdę wielki honor! Zbieracz trufli nigdy nikogo ze sobą nie zabiera!! To tak jakby poszukiwacz złota chciał pokazać innym żyłę, na którą trafił. Rozumiesz? Tego się nie robi!
Potrafisz oczarować ludzi...






Kilka dni temu. 
Wracamy ze spaceru na Gamberaldi, zjeżdżamy w dół krętą drogą, przy jednym z tych zakrętów stoi kamienny dom Giancarlo. Zwalniamy... A oto i on, nasz stary znajomy we własnej osobie. Pozdrawia nas serdecznym uśmiechem i gestem ręki daje znak, byśmy się zatrzymali.
- Chodźcie, mam trufle.
Znów prowadzi nas do swojej cantiny. Ten sam zapach, wszystko to samo, jakby nic się nie zmieniło, a minęło przecież pięć lat... 
Na półkach konfitury jeżynowe, na suficie czosnek i cebula, w słojach suszone grzyby, w gąsiorze nastawione żółciutkie limoncello. Giancarlo otwiera lodówkę, która od góry do dołu wypełniona jest pudełkami z truflami. 
- Proszę, to dla was - pakuje w celofan dwie okazałe kule. 
- Ależ nie, to zbyt wiele! - czuję się znów zmieszana. Przysuwam trufle do nosa i wdycham intensywny zapach. Obłęd. 
Och! Znów będzie królewska uczta. Ślinka cieknie na samą myśl. 
Giancarlo stawia na stole prosecco i znów czas zwalnia. Rozmawiamy o pracy, o życiu, o moich dzieciach, o kuchni, o szczęściu i ... o truflach oczywiście. 
Czuję się wyjątkowo, bo mam świadomość, że takie chwilę nie przydarzają się wszystkim. Siedzieć przy butelce prosecco ze zbieraczem trufli w cantinie kamiennego domu, to wciąż jest dla mnie jak sen ...

RALLENTARE to znaczy ZWALNIAĆ (wym. rallentare) 
     

1 komentarz:

  1. Witaj Kasiu Jak milo miec takich przyjaciol ,naprawde az na sercu robi sie cieplo.Nie wiem jak smakuja trufle bo nie jadlam ,ale z twojego opisu wynika ze sa pyszne,poprosze o troche opisu smaku zebym mogla sobie wyobrazic ich smak Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń

Drukuj