środa, 12 listopada 2014

O dwóch braciach



Nie brakuje w naszym domu przestrzeni. Jest skromnie, ale tak naprawdę każdy może mieć swój pokój. Chłopcy mimo, że już dosyć duzi, nie chcą się rozdzielać. W Warszawie mieli piętrowe łóżko, które jeszcze do Marradi nie dotarło. Śpią więc razem w wielkim łożu, które zostawiła Stefania i wcale nie chcą tego zmienić. Są tak bardzo do siebie przywiązani, tak bardzo sobie bliscy, że czasem, kiedy na nich patrzę, ściska mnie w gardle ze wzruszenia. Zawsze tak się dzieje, kiedy wchodzę przed snem do ich pokoju na "dobranocnego" całusa. Niby już dorośli, ale kiedy przytulają się do siebie i tak zasypiają, wydają się jeszcze tacy maleńcy. Dwa szczenięta. 
Tomek drapie Mikołaja po plecach i nazywa go swoim "Pieszczochem", już nawet nie pamiętam z jakiej reklamy to się wzięło. Są nierozłączni, jak bliźnięta. Ściskam ich na dobranoc i poruszona widokiem objętych z czułością braci, opowiadam im o dawnych czasach. Tomek zna przeszłość, wie o moich latach przepłakanych, wie, że jest moim największym spełnionym marzeniem. Marzeniem, przy którym porzuciłam ostatnią nadzieję. Lubi słuchać moich wspomnień z walki o bycie mamą.
- ... widzisz, a Mikołaj sobie sam zdecydował, kiedy chce się pojawić na świecie, mając w nosie nasze plany! - opowiadam. - I wiesz jaka była moja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a ty przecież ledwo skończyłeś rok? 
Tomek kręci głową i wyczekująco patrzy mi w oczy.
- Pomyślałam: biedny Tomuś, bo wydawało mi się, że coś ci odbiorę, że cię krzywdzę, że to co miałam, całą miłość będę musiała podzielić teraz na pół. I co się okazało?? Że miłości nie podzieliłam, ona się zwielokrotniła do granic niemożliwości. Nie mogłam dać wam piękniejszego prezentu niż siebie nawzajem. 
- Masz rację mamusiu! Co ja bym zrobił bez "Pieszczocha"? - uśmiecha się Tomek, a Mikołaj tylko mruczy już prawie w półśnie.

- Wiesz mamusiu, że najgorsze co może być, to mieć siostrę w moim wieku albo ciut starszą!
- A czemuż to?
- Bo z nią już nie mógłbym mieć wspólnego pokoju!
- No wiesz ... chłopak i dziewczyna to już inaczej.
- Ale to nie o to chodzi!
- A o co?
- Bo ona by mi pewnie cały pokój wykleiła plakatami Violetty! Wszystko na fioletowo. Bleeeh!
- Aaa, no tak.... 
- Dzięki ci Boże, że dałeś mi braciszka! - podsumowuje Tomek z ulgą i kładzie głowę na poduszce. 
- Amen - dochodzi przytłumiony kołdrą głos Mikołaja.
Próbuję się powstrzymać, ale już na korytarzu wybucham śmiechem.  
Największa radość mojego życia.

FRATELLO to znaczy BRAT (wym.fratello)

7 komentarzy:

  1. Nie ma lepszego prezentu dla dziecka od... rodzeństwa ;)
    Zaszłam w 2 ciążę jak pierwszy synek miał 13 miesięcy. Teraz chłopaki nie mogą bez siebie żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszające! Największym szczęściem człowieka jest zgodna i kochająca się rodzina. Amen!
    muzien

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę. Między moimi pociechami jest 8 lat różnicy i.... zero porozumienia. Jakiż wielki błąd popełniłam zrozumiałam niestety za późno. Wtedy wydawało mi się, że tak lepiej, łatwiej... I postąpiłam jak ostatnia egoistka, chociaż tak bardzo kocham swoje dzieci.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak na prawdę to nigdy nie wiadomo czy większa różnica wieku między dziećmi będzie powodowała nieporozumienia czy nie. Dużo zależy od samego charakteru dzieciaków. Ja mam jeszcze ciekawszą sytuację. Między najstarszą córką, a drugą jest 18 lat różnicy, a między młodszą, a synkiem 4. Maluchy między sobą maja dni, ze potrafią się ładnie bawić, ale częściej są kłótnie i bójki między nimi (teraz mają 6,5 roku córka, a syn ma 2,5).
    Pozdrawiam - Kasia z Irl.

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie jest różnica 11 lat ;) kontakt...śmieszny ;)) ale najważniejsze że jest ich dwoje, a żaluję nawet że nie trójka ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też żałuję, że nie trójka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam nadzieję że i u mnie kiedyś chłopaki się tak "pokochają" bo na razie się częściej kłócą...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj