niedziela, 16 listopada 2014

Nizinne wojaże - odcinek 1


Postanowiliśmy zacząć intensywniej poznawać nasz nowy kraj. Nie stać nas teraz na dalekie podróże, ale kanapki w torbie i jednodniowe wojaże mogą być wspaniałą rekompensatą, tym bardziej kiedy mieszka się w Italii. Tu lista rzeczy do zobaczenia - począwszy od sztuki, a na naturze kończąc - jest chyba nieskończona. Zaplanowaliśmy sobie zatem, że już w sobotę zaczniemy nasz plan wcielać w życie. Propozycje padły dwie: Toskania, okolice Vicchio z domem Giotto albo Romania i kościół, o którym niedawno opowiadał nasz pierwszy toskański gospodarz - Giancarlo. Po wnikliwym rozpoznaniu pogodowym, zdecydowaliśmy się zostawić Toskanię na inny raz i ruszyć na nizinę. 
- Zrobię kanapki - oświadczam przed wyjazdem.
- A po co?
- Już ja wiem po co.

Nizina Padańska. Jedna z największych nizin w Europie. Jak okiem sięgnąć teren płaski jak naleśnik.
- Mamusiu! Widzę Alpę! - woła Mikołaj podekscytowany, podziwiając z okna samochodu przemysłowy krajobraz okolic Faenzy.
- Alpę? Alpę? Mikołaj! - nasz mistrz kwiatków językowych dba o to, bym zawsze miała o czym pisać. Paw i Tomek zaśmiewają się w kułak. - Alpy kochanie, mówi się Alpy albo szczyt Alp. Poza tym, tu można zobaczyć wszystko, ale raczej nie góry. 
- No tak. 
Jedziemy. Pogoda jest piękna, osiemnaście stopni. Nie zwracajcie uwagi na nasze kurtki, przyjeliśmy model włoski - jest jesień, więc kurtka na grzbiet i nieważne, że scirocco dmucha ciepłem w twarz. 
 -A ty wiesz gdzie ten kościół? - pyta Paw przytomnie. 
Uwaga! Na pokładzie ani mapy, ani "dzipiesa", ani innych dobrodziejstw kartograficzno technicznych.
- Gdzieś koło Rawenny. 
- Ok! Znajdziemy! A wiesz jak się nazywa ta miejscowość?
-  No ... nie.
Bez komentarza.
Wysyłam sms do Giancarlo, licząc, że mnie oświeci. 
- Ooo!!! Jak ładnie co to?
- Bagnacavallo. Chcesz się zatrzymać?
- No pewnie! Przecież miał być spontan.
- Mamooo, masz kanapkę?
- A nie mówiłam! Kto jeszcze? 


Ja! i ja! - wołają chórem. Kto jak kto, ale matka się nie myli. Bierzemy po kanapce i idziemy zwiedzać miasteczko. Jedna uliczka, druga, jedna ładniejsza od drugiej, niziutkie domy, jakby wszystko miniaturowe, plac, targ, kościół, nawet teatr! Nie przypuszczałam, że to tak urokliwe miejsce. Perełki Romanii! Wyobrażam sobie, że o ile nawet nieznane miasteczka w Toskanii są czasem nawiedzane przez turystów, to Romania nie znajduje się raczej w kręgu ich zainteresowań, a szkoda, bo i ta potrafi zauroczyć. 

Rower nieoficjalny symbol Romanii

Bagnacavallo to niewielkie miasteczko, którego historia sięga daleko w przeszłość, pierwsze zapiski pochodzą już z około 700 roku. Centrum jest wyjątkowo dobrze zachowane. Kamieniczki, które zbudowano pięćset lat temu, wcale nie są tu rzadkością.    




Jest sobota i na placu głównym odbywa się targ. Tętni życie. Nie mogę się nie zachwycić, kiedy stajemy przed okazałym budynkiem, nad drzwiami którego wisi szyld: Teatro comunale. Na plakatach wywieszonych przed wejściem widać, jak jest piękny w środku. To niesamowite, że tutaj nawet takie mieściny, są bogate w wyjątkowe przybytki sztuki.  



Na koniec zatrzymujemy się na starym placu targowym. Jest piękny, okrągły, wybrukowany, otoczony portykami. Zachował klimat dawnych czasów, jak wszystko tutaj. Teraz urządzono tu osterię.


Wracamy do samochodu, spacerem, wyludnionymi uliczkami, wśród kolorowych, małych kamieniczek. Mijamy pana na rowerze i pana z kwiatami i fajką. Cudownie, nastrojowo, trąci magią. Z resztą sami popatrzcie...




Wsiadamy do samochodu. Ruszamy na poszukiwanie kościoła - nie wiadomo jakiego, nie wiadomo gdzie... 
"Ding" - esemes od Giancarlo - " To miejsce nazywa się Lido di Pomposa".
C.D.N

CONTINUARE to znaczy KONTYNUOWAĆ (wym. kontinuare)

4 komentarze:

  1. Tradycyjnie śliczne, klimatyczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To co najpiękniejsze uchwycone w kadrze! Chłopcy z kanapkami rewelacja. U nas zaczyna się pytanie o jedzenie po 5 minutach od rozpoczęcia podróży w samochodzie jakiś automat uruchamia się niektórym.
    Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj