sobota, 15 listopada 2014

Na dzika.



Typowa listopadowa sobota, może tylko temperatura w tym wszystkim niezwyczajna. Bar na przeciwko otawarty już od 5.00 natychmiast wypełnia się gwarem myśliwych, którzy właśnie stąd wyruszą na polowanie. 



Polowanie to nie jest mój ulubiony temat, ale ponieważ wśród naszych znajomych prawie połowa to myśliwi, zatem chcę czy nie, temat wciąż się przewija, zwłaszcza w sezonie. 
W Marradi jest kilka drużyn. Nie mam pojęcia jak funkcjonuje to w Polsce, ale tu organizacja za każdym razem mnie zadziwia. Każda ma wybrane swoje miejsce spotkań, skąd potem rusza w teren. Jedna z nich, do której należy większość znajomych, upodobała sobie bar przed naszym domem. Miejsca, gdzie mogą polować drużyny, są przedzielane drogą losowania. Jedni pojadą na Monte Lavane inni na Gamognię, jednym się bardziej poszczęści innym mniej. 

Od rana słyszę przytłumione rozmowy i wzmożony ruch samochodowy, ale jest o wiele ciszej niż w zeszłym roku. Podrywam się co chwilę z łóżka, kiedy hałasy się nasilają, bo muszę uchwycić myśliwych moim trzecim okiem nim ruszą w góry. Udaje mi się chyba za dziesiątym razem! Są, oto oni: 



Co by się nie działo - dla mnie finał całego zamieszania zawsze jest ten sam - potrawka z dzika i polenta na Cavallarze. 



A my? Dziś mamy ambitny plan na zwiedzanie. Po śniadaniu pakujemy plecak i ruszamy ... Gdzie? Tego jeszcze nie wiemy, zależy od nieba. Wymyśliłam sobie dom Giotto i okolice, ale ponoć tam już w południe ma zacząć padać. Jeśli zatem nie Vicchio to może okolice Ravenny? 

ANDARE A CACCIA - to znaczy IŚĆ NA POLOWANIE (wym. andare a kaćcia)

1 komentarz:

Drukuj