poniedziałek, 27 października 2014

Pożegnanie kasztanowej sagry



Minęła ostatnia niedziela pięćdziesiątej pierwszej sagry kasztanowej. Pogoda, mimo złych prognoz, zaskakująco dopisała, choć patrząc na zeszły tydzień, teraz nagle znaleźliśmy się w innej porze roku. Kurtki i szaliki, a w powietrzu zapach grzanego wina. 
Wchodziliśmy do Marradi przy dźwiękach muzyki Vasco Rossi w wykonaniu zespołu, który przygrywał z tej strony miasteczka, bo jak pisałam w poprzednich artykułach, co zaułek to inny zespół i inne klimaty muzyczne. Wmieszałam się w tłum z nostalgicznymi nutami w głowie, a te towarzyszyły mi już do wieczora ...




Znów przeszliśmy miasteczko wszerz i wzdłuż, w górę i w dół i jeszcze raz. Chłopcy byli przeszczęśliwi, kiedy znów udało nam się trafić na bańkowy spektakl, tym razem wzbogacony o nowe atrakcje. Entuzjazm dziecięcy nawet u dorosłych, śmiech i niegasnące brawa. A na koniec, kiedy aktor dziękował publiczności i stowarzyszeniu Pro Loco, które go zaprosiło, wyciągnął też kapelusz i skromnie napomnknął, że to oczywiście jego praca i jeśli ktoś coś do niego wrzuci, będzie mu bardzo miło. Kiedy sama zaczęłam szperać w portfelu, w tym samym czasie ludzie szturmem obstąpili wyciągniętą rękę i hojnie wynagradzali artystę, nie szczędząc mu przy tym słów uznania. Piękny gest i jakoś tak przez chwilę cieplej się zrobiło...


Koniec. Wracamy do domu. Z żalem oddalam się od centrum, bo niby to już czwarta niedziela prawie taka sama, ale kiedy myślę, że na następne przyjdzie mi czekać blisko rok, to smutek zaczyna się zakradać. Źle znoszę zakończenia, czegokolwiek. 
Idziemy Via Francini, wolniutko, wolniutko, ślimaczym tempem, a w Tomku budzi się bajarz. Jedna legenda za drugą, baśnie regionalne, opowieści zasłyszane od kolegów.
- Opowiem ci legendę o "Pungitopo" (myszopłoch), chcesz?
- Koniecznie!
Tomek opowiada ....
- A o "Rubinowym księciu" znasz? To baśń arabska.
.....
- Poczekaj, co tu jeszcze mógłbym ci opowiedzieć ... - zastanawia się na głos! - Wiem! Baśń o cykorii, rumuńska.
- O cykorii??? 
- Mhm!
Kolejna opowieść ...
- Niesamowite ile ty znasz tych historii i wszystkie tak dobrze pamiętasz! Opowiedz mi jeszcze jakąś! - proszę entuzjasztycznie.
- Mamusiu! Nie jestem audiobookiem! 
Po chwili jednak przypomina sobie kolejną historię ...   
Próbuję odwdzięczyć się i zaskoczyć czymś mojego bajarza.
- A teraz ja opowiem ci o kosie. 
- Aaa to znam! 
No tak! Zna! Wszystko zna! Znów jest moim nauczycielem. Jakim wspaniałym towarzystwem stały się moje dzieci ... I jak nastrojowo popołudniowe słońce oblewa żółtym światłem jesienne Biforco.
ZNOSIĆ to znaczy SOPPORTARE (wym. sopportare)

Biforco w popołudniowym słońcu.


2 komentarze:

  1. U nich to normalne są takie zjazdy, zabawy itp. prawda? U nas ostatnio bym "wielko-wiejskie" zebranie/zabawa z okazji 500 lecia istnienia nazwy wsi, ale przyszło z 30 osób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest coroczna festa na którą przyjeżdżają ludzie z całych Włoch. Nie brak także cudzoziemców, w tym roku specjalnie przyjechali Japończycy. Ludzie żyją tutaj ze sobą a nie obok siebie. Właśnie odwiozlem dzieci do szkoły i jak zawsze kilkadziesiąt razy słyszałem boungiorno, ciao, salve etc i wszystko z uśmiechem aby dzień był przyjemniejszy. Pzdr

      Usuń

Drukuj