piątek, 24 października 2014

Białe sukienki idą spać



Poszły spać jasne, białe sukienki, moje ulubione, delikatne i zwiewne. A wraz z nimi poszło sobie lato... A ja do ostatniej chwili nie mogłam się przemóc, by przeopakować swetry i szaliki na pierwszą półkę, by na dno garderoby zepchnąć białe zwiewności, ale mimo ciepła niesłychanego, nie wypadało już tą bielą ostentacyjnie powiewać, bezczelnie kpić sobie z jesieni. 
Ale ze mnie lato zakpiło - w ogródku wykiełkowały nowe roślinki pomidorów! W donicach lęgną się słoneczniki ... Krótki będzie ich żywot, bo zimno przyszło dotkliwe, nawet jeśli to zimno toskańskie, to i tak przeżyć im nie pozwoli.  


Będę się zaraz zachwycać ogniem w kominku, kolorami, fioletowym swetrem na ramionach, mgłą która położy się na wzgórzach, gwarem myśliwych przed barem nim słońce wstanie ... Znów pewnie się ktoś oburzy, przewróci oczami - "ona się wszystkim zachwyca! I kwiatkiem i ptaszkiem i sąsiadem..." A ja... ja się muszę zachwycać, by nie zgnuśnieć, nie dać się porwać smutnym myślom. Czy naprawdę byłoby lepiej gdybym każdego dnia opowiadała tu o swoich problemach, które przecież są i to nie małe. Czy wtedy byłoby lepiej? Czy zaglądalibyście do kamniennego domu po kolejną dawkę pesymizmu i szarości? Każdy ma tego pewnie aż nadto w swoim własnym życiu. A narzekanie nie jest niczym trudnym, tylko nic dobrego z tego nie wynika. Większym wyzwaniem jest - po trudnym, przepłakanym dniu - mimo wszystko znaleźć siłę, by wyjść na spacer i uśmiechnąć się do drzew, do liści na asfalcie, do kaczek podrywających się do lotu, do zeschniętych winogron ... Uśmiechnąć się szczerze i docenić to co się ma. 




Pozwólcie więc, że wciąż niezmiennie będę się zachwycać w oczekiwaniu na wiosnę, na lato, na dni ciepłe i długie, w oczekiwaniu na leniwe spacery w moich białych sukienkach ... 

KAŻDEGO DNIA to po włosku OGNI GIORNO (wym. oni dziorno)


11 komentarzy:

  1. a cos po srodku? bo na razie jest bardzo bardzo slodko, a warto, zeby bylo prawdziwie, a w prawdziwym zyciu sa przeciez i szarosci.
    Cieplej jesieni i tak zazdroszcze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest słodko bo z niej bardzo słodka dziewczyna i całe szczęście nie ma w sobie tej polskiej ogromnej dawki szarego koloru - niech będzie słodka, słodsza, najsłodsza
      Nicko Zaffon

      Usuń
  2. Szarości też są na blogu. Wystarczy cofnąć się do zeszłego tygodnia. A jeżeli tu jest słodko czy bardzo słodko (choć takie określenie wywołuje u mnie dreszcze) to wcale nie znaczy, że nie jest prawdziwie. Chyba tego "po środku" tu nie brakuje. Ale może się mylę.

    OdpowiedzUsuń
  3. " Dmuchawce, latawce, wiatr..." - zwiewnie, delikatnie, pięknie...
    Muzien

    OdpowiedzUsuń
  4. Fioletowy sweter - hmm fioletowy to mój kolor ulubiony - nie płacz Kasiu za bielą, odziej się w fiolet i ciesz ptaszkiem, kwiatkiem, sąsiadem i wypatruj bibliotekarza :) powróci z pierwszymi ciepłymi oddechami wiosny
    Nicko Zaffon

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie, mogłabyś nie chować tych sukienek . Jesteś stworzona do nich ,zwłaszcza tych jasnych i zwiewnych.Jak Primavera z Botticelliego. Ja tu przychodzę jak na deserek więc cieszy mnie słodycz tego bloga . A tak na serio , to wydaje mi się,że starannie równoważysz nastrój w swoich opowieściach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasieńko, jesteś NIESAMOWITA! Uczę się od Ciebie każdego dnia i dzięki Tobie odnajduję w swojej codzienności, ostatnio bardzo szarej i smutnej również te małe radości. Dziękuję Ci że jesteś, że zawsze kiedy do Ciebie zajrzę odnajduję pocieszenie w swoich problemach. Wielki buziak dla Ciebie. Obyś jak najmniej miała zmartwień, smutków, problemów.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Kasiu już niedługo znowu założy Pani te wszystkie swoje piękne białe sukienki, których po cichu zazdroszczę ;). Jesień też może być piękna i podejrzewam, że ta Toskańska taka jest ;).A co do zachwytów i słodzenia na blogu- o to chodzi aby w szary ponury dzień (jak u mnie od kilku dni) wejść do domku z kamienia i nałapać pozytywnej energii od jego autorki :). Pozdrawiam ciepło z zimnej Polski, Karolina

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie to jest najlepsze w tym co piszesz, że jest tyle pogody, energii, toskańskiego słońca, czego z pewnością brakuje wielu polskim ponurakom. Kiedy mam tylko kiepski dzień, dręczą mnie jakieś wewnętrzne niepokoje, to po przeczytaniu Twojego bloga czuję się jakbym dostawała skrzydeł, życie od razu staje się mniej skomplikowane. Myślę, że kto choć raz odwiedził Toskanię wie, że tam życie toczy się trochę innym rytmem. Dla mnie właśnie przejście choćby oczami wyobraźni w te piękne strony, które opisujesz dostarcza mi wiele radości. A problemy? No cóż każdy je ma, tylko czy wtedy czytałabym Twojego bloga???? Pozdrawiam serdecznie, tak trzymaj, Basia C.

    OdpowiedzUsuń
  9. tak trzymaj Kasiu :) myślę, że takie trochę posłodzone pisanie jest też "terapią" dla Ciebie. Pisząc można zastanowić się nad wszystkimi problemami i zacząć dostrzegać te pozytywne rzeczy. Taka postawa jest daleka od tego naszego polskiego narzekactwa i to jest właśnie ujmujące :) a emigracja..cóż, ta nigdy nie jest łatwa, zwłaszcza na początku, ale stopniowo wszystko zacznie się układać. Pozdrawiam ciepło z deszczowej Irlandii ;) Ola

    OdpowiedzUsuń

Drukuj